niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 3 - On umiera …


 - Ewelina ? – powiedział niepewnie Harry, a ja popatrzyłam przerażona na Zayna – Jaja se do cholery robicie ?! – wrzasnął gdy się otrząsnął.
- Harry – jęknęłam.
- Ty się nawet nie odzywaj – warknął- Najpierw wyjeżdżasz, znikasz, porzucasz wszystko, a teraz i wracasz i co sobie myślisz ?! Że powitamy cię z otwartymi ramionami ?! Wreszcie gdy Louis pogodził się z tym, że go nie chcesz ty znowu się pojawiasz ! Co powiedz twój chłopak cię rzucił ? – wykrzyczał mi prosto w twarz, a mi po policzkach polały się łzy, ale to co powiedział to prawda, znowu niszczę Louisowi życie nawet jeśli on jeszcze tego nie wie…
- I czego ryczysz ?! Prawda rzucona przed oczy boli prawda ?
- Zostaw ją – warknął Zayn stając między mną a loczkiem – Gówno wiesz o prawdzie.
- Prawda jest taka, że przez nią Louis stracił pół roku swojego życia, zastanawiając się gdzie ona może być, a o na co, w dupie miała to co on czuł ! – każde jego słowa ranił mnie coraz bardziej, poznawałam teraz dopiero jak bardzo skrzywdziłam Louisa, choć mój cel był zupełnie odwrotny.
- Proszę nie mów mu, że jestem w Londynie – powiedziałam przez łzy, na co Harry prychnął.
- Chyba sobie żartujesz ?! Ma prawo wiedzieć, że jego była zabawia się z jego niby przyjacielem – przy ostatnich słowach spojrzał pogardliwie na Zayna.
- Zejdź z niej – znów obronił mnie mulat – I nie mamy żadnego romansu, po prostu jej pomagam …
- To teraz obściskiwanie się na ławkach się nazywa pomocą ? Szkoda, że wtedy nie puściłem Louisa aby się przywitał – mówił uśmiechając się złośliwie.
Zayn popatrzał na mnie znacząco wiedziałam co ma zamiar powiedzieć.
- Nie mów mu to moja sprawa – powiedziałam błagalnie w stronę mulata – Już wolę, żeby uważał mnie za dziwkę.
- Już półtora roku kryje ciebie i Thomasa może wreszcie czas wyznać prawdę – zwrócił się do mnie do cichu, ale Harry i tak wychwycił wszystko.
- Jakie do cholery półtora roku ?! – wrzasnął – Przez tyle czasu nas wszystkich okłamywałeś ? – po tych słowach i Zayn nie wiedział co powiedzieć poplątaliśmy się w tych wszystkich kłamstwach, nie mogłam zostawić z tym wszystkim go samego. Zawsze on pomagał mi jak mógł teraz to i ja musiałam mu pomóc. Przeze mnie cały ich zespół mógł zacząć się sypać nie mogłam na to pozwolić.
- Louis i ja … - zaczęłam ale zadzwonił telefon spojrzałam na wyświetlacz – To ze szpitala – powiedziałam, wytarłam łzy z policzków i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po krótkiej rozmowie lekarz kazał mi się wstawić w szpitalu, aby porozmawiać o Thomasie.
- Muszę jechać do szpitala – oznajmiłam ubierając od razu w pośpiechu buty – Zayn zawieziesz mnie ? – skierowałam pytanie do mulata kompletnie zapominając o loczku.
- Do jakiego szpitala ? O czym do cholery mówicie ? – pytał przyglądając się nam z zmarszczonymi brwiami.
- Chodź z nami – powiedziałam, nie mając czasu na odpowiedzi w tej chwili. I tak się wszystko sypło, ale miałam nadzieję że jeżeli zobaczy Toma to nie powie Louisowi prawdy, albo przynajmniej pozwoli mi to zrobić. 
Naburmuszony loczek ruszył za nami, o nic więcej nie pytając, ale widziałam po twarzy, że mało rozumie z całej tej sytuacji cokolwiek.
W szpitalu od razu pojechaliśmy wsiedliśmy do windy i pojechaliśmy na odpowiedni oddział.
- Pediatria ? – zdziwił się Harry widząc gdzie jedziemy.
- Zaraz się wszystkiego dowiesz – mruknęłam mu w odpowiedzi tylko.
Z windy wyleciałam jak oparzona, wiedziałam że najpierw miałam spotkać się z lekarzem, ale musiałam zobaczyć w pierwszej kolejności Thomasa. Mijałam sale widząc niektóre otwarte, gdzie dzieci starały się zapomnieć o swojej chorobie, starały się być silne mimo swojego i tak młodego wieku. Czasem one same pokazują więcej wiary niż sami ich rodzice, ciągle wierzą że uda im się upuścić znienawidzony szpital i w końcu żyć normalnie…
W końcu dotarłam do sali 169 i otworzyłam rozsuwane drzwi i zajrzałam do środka. Niebieskie oczka od razu zwróciły się w moją stronę z radosnym błyskiem. Gdy zobaczyłam jego bladą twarz i wielkie sińce pod oczami aż się zlękłam. Podeszłam do łóżka i odgarnęłam ze łzami w oczach jego włosy z oczu.
- Cześć miśku – powiedziałam ledwo opanowując płacz.
- Cześć – przywitał się wyciągając swoje słabe rączki w moją stronę aby się przytulić.
- Przyprowadziłam ci gości – powiedziałam ciepło odsuwając i pokazując na stojących drzwiach Harrego i Zayna.
- Cześć stary – powiedział mulat podchodząc i przybijając piątkę z chłopcem. Loczek stał w drzwiach nie widząc co z sobą zrobić wpatrywał się w chłopca z rozdziawioną buzią.
- Dzień dobry – pokiwał słabo Tom w stronę Harrego. Brunet dalej stał otwierając i zamykając usta z których nie wydobywał się żaden dźwięk. Bezwątpienia rozpoznał niektóre cechy u Toma które kogoś mu przypominały. Podobieństwo między Louisem, a Thomasem było nie zaprzeczalne.
- Mamo, czemu on mi nie powiedział dzień dobry ? – zapytał chłopczyk patrząc smutno na mnie swoimi niebieskimi oczkami.
- Panno Evans, pani to chyba miała się wstawić na rozmowę z ordynatorem – powiedziała udawanym ostrzegawczym tonem pielęgniarka która wślizgnęła się do sali z ciepłym spojrzeniem. Poznałam już ją wcześniej kobieta po trzydziestce o okrągłych kształtach, zawsze wesoła i miła dla wszystkich.
- Już idę – zwróciłam się do niej posyłając uśmiech.
- Mama nie idź – ciągnął mnie za rękę Thomas – Zostań – dodał a ja już widziałam, że łzy w oczach mu się zbierają.
- Tom ja tylko idę porozmawiać z lekarzem, zaraz wrócę – zapewniłam go ale dalej nie chciał puścić mojego rękawa bluzy.
- Nie – pokręcił główką.
- Zostawię ci tu wujka Zayna, a bez niego chyba nie pójdę tak ? – mówiłam starając wstać.
- No dobrze – pokiwał w końcu – Ale ty nie idziesz – powiedział kierując się do Zayna. Wymknęłam się z sali zanim chłopczyk zmienił by zdanie i ruszyłam korytarzem w stronę gabinetu ordynatora oddziału.
- To twój syn – odezwał się Harry idąc za mną. Nie wiedziałam czy pytał czy stwierdził więc pokiwałam głową.
- A ojcem jest … - tu się zawahał przełknął głośno ślinę – Louis ? – skończył cicho.
- Tak
- Co mu jest ? – znowu zapytał drepcząc mi po piętach, ale nagle się zatrzymałam a on wpadł na moje plecy. Z ignorowałam jego pytanie i spojrzałam na niego.
- Jak widzisz Harry wszystko nie jest takie jak ci się na początku wydawało, miałam swoje powody dla których nie wróciłam do Louisa. Wiem, że może było to błędem, że nie powiedziałam mu o ciąży, ale ja nie chce rujnować mu kariery, ani też dziecku dzieciństwa. Myślisz, że ja nie cierpiałam ? Że nie cierpię za każdym razem gdy widzę w Thomasie Louisa ? – chłopak wpatrując się we mnie znowu zaskoczony, nie chcąc czekać aż się pozbiera, zapukałam do gabinetu ordynatora i weszłam do środka.
Starszy siwiejący mężczyzna z dość dużym ubytkiem we włosach, ale o ciepłych zielonych oczach przywitał się ze mną i kazał usiąść.
- Co z Thomasem ? – zapytałam gdy tylko usiadłam.
- Spokojnie wszystko po kolei – uspokoił mnie – Ale muszę jednak pani powiedzieć, że dobrych wiadomości to ja nie mam – po jego ostatnim słowie poczułam, jakby moje serce zamarło, ręce zaczęły mi się pocić, choć byłam tylko w krótkim rękawku zrobiło mi się gorąco.
- Co to znaczy ? – zapytałam nerwowo.
- Przyjęliśmy pani syna w nocy z poważnymi objawami neurologicznymi i pogłębiającą się anemią wiem, że mówiłem pani że to normalne objawy przy PNN, ale zrobiliśmy dodatkowe badania, ale leczenie zachowawcze jakie przyjęliśmy nie działa tak jak powinno. Organizm odrzuca podawane leki, stan choroby się pogarsza … - słowa lekarza były jak nóż w plecy ufałam, że wszystko będzie dobrze, wydawałam wszystkie pieniądze na leki, a teraz się okazuje, że wszystko i tak szlag trafił. Przełknęłam gulę jaką miałam w gardle i w końcu się odezwałam.
- Jak bardzo jest źle ?
- Pani syn jest w ostatniej fazie PNN doszło do znacznego nagromadzenia szkodliwych substancji w organizmie co sprawia, że tak naprawdę Thomas jest na skraju śpiączki mocznicowej. Jeśli do tego dojdzie pani syn znajdzie się w bezpośrednim zagrożeniu życia – ostatnie słowa przeraziły mnie wiedziałam, że nie jest dobrze ale teraz byłam już na skraju załamania. Odgarnęłam trzęsącą się ręką włosy z twarzy.
- Jak… jak temu zapobiec ? – wydukałam drżącym głosem.
- Teoretycznie są dwie metody – odezwał się lekarz spokojnym głosem – Pierwsza z nich to dializa ale nie możemy jej stosować u dzieci poniżej pięciu lat.
- W takim razie jaka jest druga metoda ? – zapytałam w pełni nadziei, że jednak jest jeszcze jakieś wyjście.
- Przeszczep nerki. Najlepiej gdyby był to przeszczep rodzinny, ale robiliśmy już pani badania na wszelki wypadek już wcześniej i nie może pani zostać dawcą dla Toma występuje niezgodność antygenów. Zostaje więc tylko ojciec…
Starałam skupić się na słowach lekarza, ale zaczęło mi być tak gorąco i coraz trudniej było mi oddychać.
- Wszystko dobrze ? – zapytał lekarz przyglądając mi się uważnie.
- Tak, tak nic mi nie jest – powiedziałam i wstałam niepewnie z krzesła – ja muszę zadzwonić – powiedziałam i zbierając swoje rzeczy wyszłam z gabinetu. Łzy bezsilności polały mi się po policzkach, oparłam się o chłodną ścianę korytarza ale wkrótce potem nogi odmówiły mi posłuszeństwa i zjechałam w dół.
- Ewelina co się stało ? – usłyszałam nad sobą przejęty głos loczka. Kucnął przy mnie pomagając mi wstać i posadził na krześle, widziałam przez łzy jego zamazaną twarz i nic nie potrafiłam odpowiedzieć.
- Harry ! Co się stało – usłyszałam gdzieś w oddali głos Zayna.
- Ja.. ja nie wiem – jąkał się loczek – wyszła i upadła.
- Ewelina – powiedział ciepło Zayn kucając przy mnie biorąc moją twarz w swoje dłonie i wycierając wciąż napływające łzy – Ciii … będzie dobrze nie płacz … - pocieszał głaskając mnie po twarzy.
- Nic, nie będzie dobrze – powiedziałam przez łzy – On umiera … - jęknęłam i jeszcze bardziej się rozkleiłam.
- Na pewno, znajdzie się jakieś rozwiązanie. Musisz wierzyć – szeptał cicho przytulając mnie do siebie. I wtedy jak echem przeszedł mi przez głowę głos lekarza „zostaje więc tylko ojciec”…
Pociągnęłam ostatni raz nosem próbując się uspokoić, odsunęłam się od Malika i zwróciłam się do Harrego :
- Daj mi telefon muszę zadzwonić po Louisa… 
________________________________________________ 
No więc surprise ! Nowy rozdział niezbyt długi ale mam wrażenie, że odpowiedział na parę waszych pytań wiecie już mniej więcej co z Thomasem :P 
Ciągle się tylko pytacie kiedy następny to mówię, że więcej takich niespodzianego nie będzie i oczekujcie następnego dopiero w weekend może się postaram i napiszę suuuper długi ale to zależy od szkoły niestety :/ 
Liczę na wasze opinie i jeśli macie jeszcze jakieś pytania to śmiało piszcie, a bym zapomniała rozdział z specjalnym dedykiem dla Kate Stylees za jej zajebiste komentarze które ubóstwiam :D 
Katy227

sobota, 3 listopada 2012

Rozdział 2 - Czemu nas okłamujesz ?


***Zayn***
Obudził mnie dzwonek telefonu, jęknąłem głośno i po omacku znalazłem komórkę leżącą na stoliku nocnym.
- Słucham – powiedziałem zaspanym głosem po drugiej stronie odezwał się cichy szloch.
- Zayn ja już nie daję rady … - powiedział między szlochem znajomy, kobiecy głos.
- Ewelina ? Co się stało ? – zapytałem od razu prostując się na łóżku.
- Thomas … - powiedziała i rozpłakała się jeszcze bardziej – Jest w szpitalu … - w końcu wydukała.
- Gdzie jesteś ? – zapytałem dziewczyny wstając z łóżka i kierując się do szafy.
- Przed szpitalem, ja nie wiem gdzie powinnam iść …
- Zaczekaj tam, zaraz przyjadę – to powiedziawszy rozłączyłem się rzuciłem telefon na łóżko i szybko ubrałem się w to co wpadło mi w ręce. Nie mając czasu na układanie włosów chwyciłem czapkę i w pośpiechu wybiegłem z pokoju. Skierowałem się schodami w dół. Chwyciłem kluczyki z komody i wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Na progu zastałem Harrego z Louisem. Walnąłem się otwartą dłonią w czoło na śmierć zapomniałem, że byłem dzisiaj z nimi umówiony.
- Nie możliwe Pan Zayn Malik samodzielnie wstał z łóżka – powiedział głupio szczerząc się Harry.
- Właściwie to ja się spieszę … - powiedziałem a oni zmarszczyli brwi.
- Przecież mieliśmy razem pójść do …
- Wiem, wiem – przerwałem mu zamykając drzwi domu – Muszę …
- Co musisz ? – zapytał Louis przyglądając mi się uważnie.
- Muszę być gdzieś indziej – wyjaśniłem przepychając się przez nich, nie lubiłem ich okłamywać, to byli moi przyjaciele, źle się zawsze z tym czuję, że muszę coś przed nimi ukrywać, ale teraz nie było czasu na żadne wyjaśnienia.
- Gdzie ? –znów podpytał Louis drepcząc mi po piętach gdy szedłem w stronę samochodu.
- Nie ważne … - wykręciłem się. Gdy miałem już wsiadać do samochodu zatrzymał mnie blokując mi drzwi auta.
- Czemu nas okłamujesz ? – zapytał a ja coraz bardziej zacząłem się denerwować, nie mogłem pozwolić aby odkryli prawdę, obiecałem …
- Nie okłamuje was spieszę się – powiedziałem wymijająco ale Louis nie ustąpił dalej.
- Dziwnie się zachowujesz już od jakiegoś czasu, ciągle jakieś tajemnicze telefony, spotkania … - wyliczał Tomlinson
- On ma kogoś – nagle oznajmił dumny z siebie Harry.
- Co ? nie … - od razu zaprzeczyłem.
- W taki razie gdzie jedziesz ? – drążył Hazza, coraz bardziej byłem zirytowany tym przesłuchaniem.
- Dobra tak macie rację spotykam się z kimś ! Zadowoleni ?! – wybuchłem, oboje patrzyli na mnie zdziwieni nie wiedząc co powiedzieć.
- I to jest ta twoja tajemnica ? Czemu nie chciałeś nam powiedzieć ? – zapytał po chwili.
- Spieszę się – warknąłem wściekły i otworzyłem drzwi samochodu popychając przy tym Tomlinsona.
Z piskiem opon odjechałem z posesji i skierowałem się pod szpital. Wiedziałem, że to co teraz powiedziałem to tylko chwilowe rozwiązanie, bo wkrótce zaczną drążyć dalej chcąc poznać tą dziewczynę, a co wtedy mam im powiedzieć ? Muszę porozmawiać z Eweliną, ona musi powiedzieć wszystko Louisowi, bo gdy cała przykrywka się sypnie on się i tak dowie czy tego chcemy czy nie …
Po około pięciu minutach byłem na miejscu, zaparkowałem przed budynkiem i zacząłem się rozglądać za brunetką. Dostrzegłem ją siedzącą i trzęsącą się z zimna na ławce. Podbiegłem do niej od razu.
- Oszalałaś, chcesz się rozchorować ?
- Zayn – szepnęła cicho i podniosła zapłakane oczy do góry. Przytuliłem ją mocna do siebie nic nie mówiąc. Poczułem jej lodowate dłonie na swoim ciele aż mną wzdrygnęło. Zdjąłem kurtkę którą miałem i zarzuciłem jej na ramiona.
- Usiądź – zaleciłem jej bojąc się że może się przewrócić. Wyglądała ja strzępek człowieka, wiedziałem że musiało się stać coś złego.
Poczekałem aż dziewczyna wtulona we mnie się uspokoi i przestanie drżeć.
- Powiedz mi co się stało ? – zapytałem ale to chyba nie było najlepszym posunięciem, bo dziewczyna znowu się rozpłakała.
- Thomas … w nocy mu się pogorszyło … - wychwyciłem pojedyncze słowa z jej wypowiedzi, ale nic konkretnego.
Usłyszałem jakieś przekrzykiwanie się i podniosłem głowę znad Eweliny i mój wzrok napotkał na kłócących się w oddali Harrego i Louisa wskazujący na nas.
- Co się stało ? – zapytała dziewczyna pociągając nosem.
- Louis z Harrym musieli pojechać za mną …
- Co ? – jęknęła przerażona brunetka – Nie on nie może .. nie może zobaczyć – zaczęła panikować obracając się na boki.
- Ciii … - uspokoiłem ją – Nie odwracaj się – poleciłem, dziewczyna zamarła w swojej pozycji, po jej policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy.
- To nie może być on … - szeptała cichutko kręcąc głową. Znowu podniosłem głowę ponad jej i zauważyłem, że Louis wyrywa rękę za którą trzymał go Harry i zawzięcie idzie w naszą stronne. Loczek od razu popędził za nim próbując go powstrzymać.
Popatrzyłem w przerażone oczy Eweliny które błagały mnie o pomoc, nie widząc co robić, zbliżyłem się do dziewczyny i musnąłem lekko jej wargi, brunetka przez chwilę nie wiedziała co robię.
- Zaufaj mi – szepnąłem wtedy dziewczyna zamknęła oczy i oddała mi pocałunek. Jej zimne wargi naparły na moje lekko, a we mnie zrodziło się dziwne ciepło, którego nigdy dotąd nie czułem. Położyłem ręce na jej zmarzniętych czerwonych policzkach pogłębiając pocałunek. Otworzyłem oczy zauważyłem, że Louis się zatrzymał i patrzył na nas tym razem nie widząc co zrobić, Harry pociągnął go za rękę i wrócili do swojego samochodu.
Wytarłem łzę spływającą po policzku dziewczyny i oderwałem się od niej choć ciężko było mi to zrobić.
- Pojechali – szepnąłem gdy otworzyła oczy.
- Dziękuje – odpowiedziała i oparła głowę o moje ramię.
- Nie możemy tu tak siedzieć – odezwałem się po chwili – ktoś może nas zobaczyć …
- Proszę nie każ mi wraca do mojego mieszkania bez Thomasa jest takie puste… a lekarze nie pozwalają mi się z nim zobaczyć … powiedzieli że mam wracać do mieszkania a oni zadzwonią jak … będzie już coś wiadomo … - mówiła cicho patrząc na mnie błagalnie.
- To jedziemy do mnie – oznajmiłem i pomogłem dziewczynie wstać.
Po krótkiej jeździe samochodem byliśmy na miejscu. Gdy weszliśmy od razu skierowaliśmy się do salonu, gdzie zaproponowałem herbaty dziewczynie na rozgrzanie. Przechodząc obok lustra od razu automatycznie w nie spojrzałem.
- Jezus Maria czemu ty mi nie mówisz, że włosy mi stoją.
- Zawsze stoją – powiedziała posyłając mi ciepły uśmiech.
- Ale nie tak ? – wskazałem na głowę, dziewczyna zaśmiała się melodyjnie przez co nie mogłem oderwać od niej wzroku.
- Coś nie tak ? Mi też włosy stoją ? – zapytała gładząc od razu swoje loki.
- Nie po prostu … miło widzieć uśmiech na twojej twarzy … - mówiłem patrząc na nią oczarowany.
- No tak ostatnio nie mam za dużo powodów do uśmiechu – odpowiedziała i odwróciła wzrok, starając ukryć nowe łzy zbierające się w jej oczach.
- Twoja herbata – powiedziałem wręczając jej kubek do rąk, które objęły wdzięcznie naczynie ogrzewając się.
Nagle poczułem straszny głód za moją upragnioną nikotyną, zacząłem się rozglądać po pokoju szukając źródła mojego nałogu.
- Widziałeś gdzieś moje papierosy ? – zapytałem w końcu dziewczyny, a ta przewróciła oczami – No co od rana nic nie wypaliłem jeszcze …
- I bardzo dobrze, to nie zdrowe – powiedziała i pociągła mnie żeby usiadł na kanapie – I śmierdzisz później
- Ja śmierdzę ? – zapytałem udając oburzenie.
- Nie ja. Pewnie, że ty geniuszu – popatrzyłem na nią podejrzliwie mrużąc oczy.
- Wzięłaś mi ją – oskarżyłem brunetkę.
- Ja tylko ratuję cię przed nałogiem – wyjaśniła.
- I tak mi wisisz paczkę fajek.
- Lepiej rób mi za dobrą poduszkę a nie jęcz – powiedziała wygodnie się rozsiadając i obierając głową o moją pierś.
- I tak ci tej paczki nie przepuszczę – mruknąłem za co oberwałem w tył głowy.
- Ała … za co ? – jęknąłem
- Film zagłuszasz – oznajmiła skupiając się na telewizorze, a ja patrzyłem na nią zafascynowany jak nigdy wcześniej. Po tym pocałunku dostrzegłem w niej coś więcej niż przyjaciółkę jaką dla mnie była… uświadomiłem sobie, że mogłaby być kimś więcej, więcej dla mnie … Bez wątpienia chciałem znów poczuć smak jej ust na moich i zatracić się w nich… skarciłem się jednak w myślach za bycie takim egoistą, bo zapomniałem o bardzo ważnej rzeczy … Louisie…   
Chciałem się skupić na filmie jednak ciągle coś odwracało moją uwagę, gdzieś w połowie usłyszałem trzask jakby ktoś wszedł do mieszkania.
- Słyszałaś ? – zapytałem niepewny czy dźwięk nie pochodził z filmu.
- Co ? – zapytała i w ty momencie jakaś ciemna postać stanęła w progu pokoju.
- Masz szczęście Zayn, że … - zaczął jak się okazało Harry ale zamarł w połowie zdania widząc mojego gościa.
- Ewelina ? – powiedział niepewnie loczek, a dziewczyna patrzyła przerażona raz na mnie, raz na niego. 
_________________________________________________ 
Tak tak wiem flaki w oleju, ale obiecuje się poprawić w następnym rozdziale. 
 Jest pewna sprawa która nie daje mi spokoju, bo mam wrażenie, że trochę źle zostałam zrozumiana. Już wyjaśniam po prostu trochę źle w poprzednim rozdziale określiłam się w czasie, ponieważ tak jakby pominęłam w tych dwóch latach okres ciąży. Ale już wszystko poprawiłam. Chodzi mi po prostu głównie o to, że Thomas ma skończone swoje dwa lata, a jak okaże się jeszcze trochę później jest wcześniakiem i jak już wiecie chorym ale do tej reszty jeszcze dojdziemy w kolejnych rozdziałach ...  
Zapraszam was także na mojego drugiego bloga 
No to tyle liczę na wasze komentarze i do następnego ;P 
Katy227