-
Ewelina ? – powiedział niepewnie Harry, a ja popatrzyłam przerażona na Zayna –
Jaja se do cholery robicie ?! – wrzasnął gdy się otrząsnął.
-
Harry – jęknęłam.
-
Ty się nawet nie odzywaj – warknął- Najpierw wyjeżdżasz, znikasz, porzucasz
wszystko, a teraz i wracasz i co sobie myślisz ?! Że powitamy cię z otwartymi
ramionami ?! Wreszcie gdy Louis pogodził się z tym, że go nie chcesz ty znowu
się pojawiasz ! Co powiedz twój chłopak cię rzucił ? – wykrzyczał mi prosto w
twarz, a mi po policzkach polały się łzy, ale to co powiedział to prawda, znowu
niszczę Louisowi życie nawet jeśli on jeszcze tego nie wie…
-
I czego ryczysz ?! Prawda rzucona przed oczy boli prawda ?
-
Zostaw ją – warknął Zayn stając między mną a loczkiem – Gówno wiesz o prawdzie.
-
Prawda jest taka, że przez nią Louis stracił pół roku swojego życia,
zastanawiając się gdzie ona może być, a o na co, w dupie miała to co on czuł !
– każde jego słowa ranił mnie coraz bardziej, poznawałam teraz dopiero jak
bardzo skrzywdziłam Louisa, choć mój cel był zupełnie odwrotny.
-
Proszę nie mów mu, że jestem w Londynie – powiedziałam przez łzy, na co Harry
prychnął.
-
Chyba sobie żartujesz ?! Ma prawo wiedzieć, że jego była zabawia się z jego
niby przyjacielem – przy ostatnich słowach spojrzał pogardliwie na Zayna.
-
Zejdź z niej – znów obronił mnie mulat – I nie mamy żadnego romansu, po prostu
jej pomagam …
-
To teraz obściskiwanie się na ławkach się nazywa pomocą ? Szkoda, że wtedy nie
puściłem Louisa aby się przywitał – mówił uśmiechając się złośliwie.
Zayn
popatrzał na mnie znacząco wiedziałam co ma zamiar powiedzieć.
-
Nie mów mu to moja sprawa – powiedziałam błagalnie w stronę mulata – Już wolę,
żeby uważał mnie za dziwkę.
-
Już półtora roku kryje ciebie i Thomasa może wreszcie czas wyznać prawdę – zwrócił
się do mnie do cichu, ale Harry i tak wychwycił wszystko.
-
Jakie do cholery półtora roku ?! – wrzasnął – Przez tyle czasu nas wszystkich
okłamywałeś ? – po tych słowach i Zayn nie wiedział co powiedzieć poplątaliśmy
się w tych wszystkich kłamstwach, nie mogłam zostawić z tym wszystkim go
samego. Zawsze on pomagał mi jak mógł teraz to i ja musiałam mu pomóc. Przeze
mnie cały ich zespół mógł zacząć się sypać nie mogłam na to pozwolić.
-
Louis i ja … - zaczęłam ale zadzwonił telefon spojrzałam na wyświetlacz – To ze
szpitala – powiedziałam, wytarłam łzy z policzków i nacisnęłam zieloną
słuchawkę. Po krótkiej rozmowie lekarz kazał mi się wstawić w szpitalu, aby
porozmawiać o Thomasie.
-
Muszę jechać do szpitala – oznajmiłam ubierając od razu w pośpiechu buty – Zayn
zawieziesz mnie ? – skierowałam pytanie do mulata kompletnie zapominając o
loczku.
-
Do jakiego szpitala ? O czym do cholery mówicie ? – pytał przyglądając się nam
z zmarszczonymi brwiami.
-
Chodź z nami – powiedziałam, nie mając czasu na odpowiedzi w tej chwili. I tak
się wszystko sypło, ale miałam nadzieję że jeżeli zobaczy Toma to nie powie
Louisowi prawdy, albo przynajmniej pozwoli mi to zrobić.
Naburmuszony
loczek ruszył za nami, o nic więcej nie pytając, ale widziałam po twarzy, że
mało rozumie z całej tej sytuacji cokolwiek.
W
szpitalu od razu pojechaliśmy wsiedliśmy do windy i pojechaliśmy na odpowiedni
oddział.
-
Pediatria ? – zdziwił się Harry widząc gdzie jedziemy.
-
Zaraz się wszystkiego dowiesz – mruknęłam mu w odpowiedzi tylko.
Z
windy wyleciałam jak oparzona, wiedziałam że najpierw miałam spotkać się z
lekarzem, ale musiałam zobaczyć w pierwszej kolejności Thomasa. Mijałam sale
widząc niektóre otwarte, gdzie dzieci starały się zapomnieć o swojej chorobie,
starały się być silne mimo swojego i tak młodego wieku. Czasem one same
pokazują więcej wiary niż sami ich rodzice, ciągle wierzą że uda im się upuścić
znienawidzony szpital i w końcu żyć normalnie…
W
końcu dotarłam do sali 169 i otworzyłam rozsuwane drzwi i zajrzałam do środka.
Niebieskie oczka od razu zwróciły się w moją stronę z radosnym błyskiem. Gdy
zobaczyłam jego bladą twarz i wielkie sińce pod oczami aż się zlękłam.
Podeszłam do łóżka i odgarnęłam ze łzami w oczach jego włosy z oczu.
-
Cześć miśku – powiedziałam ledwo opanowując płacz.
-
Cześć – przywitał się wyciągając swoje słabe rączki w moją stronę aby się
przytulić.
-
Przyprowadziłam ci gości – powiedziałam ciepło odsuwając i pokazując na
stojących drzwiach Harrego i Zayna.
-
Cześć stary – powiedział mulat podchodząc i przybijając piątkę z chłopcem.
Loczek stał w drzwiach nie widząc co z sobą zrobić wpatrywał się w chłopca z
rozdziawioną buzią.
-
Dzień dobry – pokiwał słabo Tom w stronę Harrego. Brunet dalej stał otwierając
i zamykając usta z których nie wydobywał się żaden dźwięk. Bezwątpienia rozpoznał
niektóre cechy u Toma które kogoś mu przypominały. Podobieństwo między Louisem,
a Thomasem było nie zaprzeczalne.
-
Mamo, czemu on mi nie powiedział dzień dobry ? – zapytał chłopczyk patrząc
smutno na mnie swoimi niebieskimi oczkami.
-
Panno Evans, pani to chyba miała się wstawić na rozmowę z ordynatorem –
powiedziała udawanym ostrzegawczym tonem pielęgniarka która wślizgnęła się do
sali z ciepłym spojrzeniem. Poznałam już ją wcześniej kobieta po trzydziestce o
okrągłych kształtach, zawsze wesoła i miła dla wszystkich.
-
Już idę – zwróciłam się do niej posyłając uśmiech.
-
Mama nie idź – ciągnął mnie za rękę Thomas – Zostań – dodał a ja już widziałam,
że łzy w oczach mu się zbierają.
-
Tom ja tylko idę porozmawiać z lekarzem, zaraz wrócę – zapewniłam go ale dalej
nie chciał puścić mojego rękawa bluzy.
-
Nie – pokręcił główką.
-
Zostawię ci tu wujka Zayna, a bez niego chyba nie pójdę tak ? – mówiłam starając
wstać.
-
No dobrze – pokiwał w końcu – Ale ty nie idziesz – powiedział kierując się do
Zayna. Wymknęłam się z sali zanim chłopczyk zmienił by zdanie i ruszyłam
korytarzem w stronę gabinetu ordynatora oddziału.
-
To twój syn – odezwał się Harry idąc za mną. Nie wiedziałam czy pytał czy
stwierdził więc pokiwałam głową.
-
A ojcem jest … - tu się zawahał przełknął głośno ślinę – Louis ? – skończył cicho.
-
Tak
-
Co mu jest ? – znowu zapytał drepcząc mi po piętach, ale nagle się zatrzymałam
a on wpadł na moje plecy. Z ignorowałam jego pytanie i spojrzałam na niego.
-
Jak widzisz Harry wszystko nie jest takie jak ci się na początku wydawało,
miałam swoje powody dla których nie wróciłam do Louisa. Wiem, że może było to
błędem, że nie powiedziałam mu o ciąży, ale ja nie chce rujnować mu kariery,
ani też dziecku dzieciństwa. Myślisz, że ja nie cierpiałam ? Że nie cierpię za
każdym razem gdy widzę w Thomasie Louisa ? – chłopak wpatrując się we mnie
znowu zaskoczony, nie chcąc czekać aż się pozbiera, zapukałam do gabinetu
ordynatora i weszłam do środka.
Starszy
siwiejący mężczyzna z dość dużym ubytkiem we włosach, ale o ciepłych zielonych
oczach przywitał się ze mną i kazał usiąść.
-
Co z Thomasem ? – zapytałam gdy tylko usiadłam.
-
Spokojnie wszystko po kolei – uspokoił mnie – Ale muszę jednak pani powiedzieć,
że dobrych wiadomości to ja nie mam – po jego ostatnim słowie poczułam, jakby
moje serce zamarło, ręce zaczęły mi się pocić, choć byłam tylko w krótkim
rękawku zrobiło mi się gorąco.
-
Co to znaczy ? – zapytałam nerwowo.
-
Przyjęliśmy pani syna w nocy z poważnymi objawami neurologicznymi i
pogłębiającą się anemią wiem, że mówiłem pani że to normalne objawy przy PNN,
ale zrobiliśmy dodatkowe badania, ale leczenie zachowawcze jakie przyjęliśmy
nie działa tak jak powinno. Organizm odrzuca podawane leki, stan choroby się
pogarsza … - słowa lekarza były jak nóż w plecy ufałam, że wszystko będzie
dobrze, wydawałam wszystkie pieniądze na leki, a teraz się okazuje, że wszystko
i tak szlag trafił. Przełknęłam gulę jaką miałam w gardle i w końcu się
odezwałam.
-
Jak bardzo jest źle ?
-
Pani syn jest w ostatniej fazie PNN doszło do znacznego nagromadzenia
szkodliwych substancji w organizmie co sprawia, że tak naprawdę Thomas jest na
skraju śpiączki mocznicowej. Jeśli do tego dojdzie pani syn znajdzie się w
bezpośrednim zagrożeniu życia – ostatnie słowa przeraziły mnie wiedziałam, że
nie jest dobrze ale teraz byłam już na skraju załamania. Odgarnęłam trzęsącą
się ręką włosy z twarzy.
-
Jak… jak temu zapobiec ? – wydukałam drżącym głosem.
-
Teoretycznie są dwie metody – odezwał się lekarz spokojnym głosem – Pierwsza z
nich to dializa ale nie możemy jej stosować u dzieci poniżej pięciu lat.
-
W takim razie jaka jest druga metoda ? – zapytałam w pełni nadziei, że jednak
jest jeszcze jakieś wyjście.
-
Przeszczep nerki. Najlepiej gdyby był to przeszczep rodzinny, ale robiliśmy już
pani badania na wszelki wypadek już wcześniej i nie może pani zostać dawcą dla
Toma występuje niezgodność antygenów. Zostaje więc tylko ojciec…
Starałam
skupić się na słowach lekarza, ale zaczęło mi być tak gorąco i coraz trudniej
było mi oddychać.
-
Wszystko dobrze ? – zapytał lekarz przyglądając mi się uważnie.
-
Tak, tak nic mi nie jest – powiedziałam i wstałam niepewnie z krzesła – ja muszę
zadzwonić – powiedziałam i zbierając swoje rzeczy wyszłam z gabinetu. Łzy
bezsilności polały mi się po policzkach, oparłam się o chłodną ścianę korytarza
ale wkrótce potem nogi odmówiły mi posłuszeństwa i zjechałam w dół.
-
Ewelina co się stało ? – usłyszałam nad sobą przejęty głos loczka. Kucnął przy
mnie pomagając mi wstać i posadził na krześle, widziałam przez łzy jego
zamazaną twarz i nic nie potrafiłam odpowiedzieć.
-
Harry ! Co się stało – usłyszałam gdzieś w oddali głos Zayna.
-
Ja.. ja nie wiem – jąkał się loczek – wyszła i upadła.
-
Ewelina – powiedział ciepło Zayn kucając przy mnie biorąc moją twarz w swoje
dłonie i wycierając wciąż napływające łzy – Ciii … będzie dobrze nie płacz … - pocieszał
głaskając mnie po twarzy.
-
Nic, nie będzie dobrze – powiedziałam przez łzy – On umiera … - jęknęłam i
jeszcze bardziej się rozkleiłam.
-
Na pewno, znajdzie się jakieś rozwiązanie. Musisz wierzyć – szeptał cicho
przytulając mnie do siebie. I wtedy jak echem przeszedł mi przez głowę głos
lekarza „zostaje więc tylko ojciec”…
Pociągnęłam
ostatni raz nosem próbując się uspokoić, odsunęłam się od Malika i zwróciłam
się do Harrego :
-
Daj mi telefon muszę zadzwonić po Louisa…
________________________________________________
No więc surprise ! Nowy rozdział niezbyt długi ale mam wrażenie, że odpowiedział na parę waszych pytań wiecie już mniej więcej co z Thomasem :P
Ciągle się tylko pytacie kiedy następny to mówię, że więcej takich niespodzianego nie będzie i oczekujcie następnego dopiero w weekend może się postaram i napiszę suuuper długi ale to zależy od szkoły niestety :/
Liczę na wasze opinie i jeśli macie jeszcze jakieś pytania to śmiało piszcie, a bym zapomniała rozdział z specjalnym dedykiem dla Kate Stylees za jej zajebiste komentarze które ubóstwiam :D
Katy227