sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 5 - Jeśli dobrze pamiętam obiecałeś mi coś


*** Louis ***
Jedyne co teraz miałem w głowie to mętlik, który ani trochę nie pomagał mi rozwiązać moich problemów. Uczucia zmieszały mi się z rozumem. Nie wiedziałem gdzie kończy się pierwsze, a gdzie zaczyna drugie. Czułem się tak skołowany całą sytuacją, że nie mogłem nic robić, bo ciągle w głowie znowu siedziała mi jedna i ta sama osoba. Ewelina. Gdy tylko się pojawiła znów zajęła główne miejsce w mojej głowie. Wciąż rozważałem jej słowa. Wiedziałem jedno, że nie mogłem tej sytuacji tak zostawić. Chodź ciągle nie mogłem uwierzyć, że będę … nie poprawka, jestem ojcem. To nie tak, że nie chcę. Sam uwielbiam dzieci, ale nie mogę się przyzwyczaić wciąż do myśli, że mam swoje, własne. Sam wciąż jestem jak dziecko i ciągle bronię się przed tym żeby dorosnąć. Nie potrafię się zająć sobą, a co dopiero kimś innym. Jednak wciąż przed oczami mam to zdjęcie z małą osóbką przytulającego się do ogromnego misia. Niebieskie oczy tak dobrze mi znane, proste, brązowe włosy zupełnie jak moje.
Kolejne pytanie jakie mi się nasuwa do głowy to czemu się tak zachowałem, w kawiarni ?
Ale to tylko kolejny znak zapytania wśród wielu innych, na które nie miałem jak dotąd odpowiedzi. Może to było dla mnie zbyt wiele spotkać swoją, starą miłość, która obwieszcza mi z dwuletnim opóźnieniem, że zostałem ojcem ? A może uczucie które do nie kiedyś pałałem wciąż we mnie jest ?
Od razu skreśliłem to pytanie z moich myśli. Nie mogłem czegoś do niej czuć, za bardzo cierpiałem no i oczywiście jest jeszcze Eleanor…
- Louis do jasne cholery możesz mi to wytłumaczyć – rzuciła mi moja dziewczyna prosto w twarz gazetą, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Ale co ? – zapytałem dźwigając się z łóżka zdezorientowany.
- Jak to co ? To ! – chwyciła do rąk gazetę nerwowo szukając odpowiedniej strony i wciskając mi ją z powrotem do rąk. Popatrzyłem na stronę którą mi wskazała i podrapałem zakłopotany tył karku. Tytuł artykułu nie pozostawiał złudzeń „Czy Louis Tomlinson wrócił do swojej starej dziewczyny ?” Pod spodem było zdjęcie moje i Eweliny, wtedy gdy akurat przez te parę sekund złapałem ją za rękę.
- Zdradzasz mnie z nią ? – spytała piskliwym głosem, spojrzałem na nią i zobaczyłem łzy w jej oczach.
- Co ty wygadujesz Eleanor – rzuciłem gazetę w kont i podszedłem do niej zmuszając ją, żeby na mnie spojrzała – Jesteś, jedyną kobietą na której mi zależy. Rozumiesz ? Nikt inny się nie liczy. – po tych słowach musnąłem lekko jej drżące wargi.
- To po co się z nią spotkałeś ? – zapytała pociągając nosem – Wiesz jak ja się teraz czuję ? I co ludzie o mnie pomyślą ?
- Ona… chciała porozmawiać to wszystko – zapewniłem ją, nie chciałem jej okłamywać więc powiedziałem jej to co na razie powinna wiedzieć. O reszcie dowie się jak podejmę jakąś konkretną decyzję …
Brunetka zmrużyła oczy przyglądając mi się dokładnie.
- Powiedzmy, że ci wierzę – mruknęła w końcu po jakimś czasie, zarzucając  swoimi włosami za ramię – Ale jeśli dobrze pamiętam obiecałeś mi coś … - mówiła poprawiając pognieciony kołnierzyk, mojej koszuli. Nagle zacząłem intensywnie myśleć nad obietnicą jaką jej złożyłem ale nic nie przychodziło mi do głowy.
- A obiecałem … ? – zapytałem lekko skołowany.
- Zapomniałeś ? – zapytała składając usta w podkówkę – Mieliśmy iść na zakupy … - powiedziała w końcu widząc mój niepewny wzrok.
- A nie mogłabyś iść sama ? – zapytałem cicho z prośbą w głosie.
- Jak to sama ? Jak ty to sobie wyobrażasz ? – oburzyła się lekko.
- No dzisiaj nie mam ochoty po prostu na zakupy. Chciałbym posiedzieć w domu, w łóżku i pomyśleć o tym i o tamtym …
- A więc o to chodzi … - pokiwała znacząco obejmując mnie za szyję i przyciągając do siebie.
- Eleanor nie … - jęknąłem wyplątując się z jej ramion. Brunetka zmarszczyła się jeszcze bardziej intensywniej myśląc, a gdy już miała otworzyć usta jak na zbawienie zabrzmiał dzwonek mojego telefonu i pod pretekstem, że muszę odebrać szybko wymknąłem się z pokoju.   

*** Ewelina *** 3 dni później *
Szpital. To już moja codzienność, znienawidzona codzienność do której muszę ciągle powracać. Patrzyłam na bladą twarz Thomasa który cichutko spał. Był coraz słabszy, z każdym dniem coraz bardziej. Dzisiaj nawet nie potrafił już wstać z łóżka. A ja nic nie mogłam zrobić, ciągle z kamienną twarzą musiałam patrzeć jak mój syn z dnia na dzień jest coraz bliżej śmierci. Serce rozrywało mi się na samą myśl. Miałabym straci ostatnią osobę dla której w ogóle żyję ? Gdyby nie Thomas już dawno się bym poddałam tylko on samą swoją osobą daję mi siłę, a jeśli go zabraknie … ? Z oczu znowu popłynęły mi łzy bezsilności, moczące pościel łóżka. Miałam dość, dość ciągłej nie ustającej walki, która nie miała końca i którą ciągle przegrywałam, bez względu na to co robiłam. Już nie wiedziałam co powinnam zrobić z Louisem nie miałam żadnego kontaktu, jak też z żadnym z chłopaków. Od feralnej noc z Zaynem minęły trzy dni, a on nie odbierał moich telefonów, kompletnie mnie ignorował.  Po dwóch dniach poddałam się, wszystko w moim życiu przestało mieć sens, szef zagroził mi, że mnie zwolni jeśli w najbliższych dniach nie pojawię się w pracy, ale je nie mam siły nawet na to żeby wstać z łóżka…
Z otępienia wyrwał mnie dźwięk telefonu, wygrzebałam go z torebki i żeby nie budzić Toma wyszłam na korytarz.
- Słucham ?
- Ewelina, Louis z tej strony – zaczął męski głos z drugiej strony przez który moje serce gwałtownie przyspieszyło – Chciałbym … chciałbym zobaczyć Toma – powiedział w końcu z lekką niepewnością.
- Dobrze, przyjedź do szpitala – oznajmiłam siląc się na obojętny ton.
- Właściwie to ja już jestem. To znaczy na parkingu. – wyjaśnił nieco zdziwiona podałam mu numer sali pod którą ma przyjść i się rozłączyłam. Zaczęłam niespokojnie chodzić w te i z powrotem po korytarzu, próbując uspokoić mocno bijąc serce. Ale ciągle miałam w głowie pytanie Czy Louis zgodzi się pomóc Thomasowi ? Najwyraźniej wszystko idzie w dobrym kierunku w końcu w moim sercu pojawiła się iskierka nadziei, że wszystko się ułoży.
Z windy w końcu wyszła przeze mnie oczekiwana postać i ruszyła w moją stronę. I to by było na tyle jeśli chodzi o moje uspokojenie się. Ręce zaczęły mi się pocić a w środku zrobiło mi się gorąco. Louis szedł pewnie korytarzem z małym pluszakiem w ręce intensywnie się we mnie wpatrując. Obok niego wyglądałam teraz jak półtorej nieszczęścia, ale cóż wcale lepiej się też nie czułam.
- Cześć – przywitał się niepewnie brunet gdy znalazł się obok mnie – Jak Thomas ? – zapytał.
- Chciałabym powiedzieć, że lepiej ale z dnia na dzień jest coraz gorzej. Pojąłeś już decyzję w sprawie przeszczepu ? – zapytałam patrząc na niego błagalnie.
- Nie – odpowiedział bez przekonania – Ale mógłbym się z nim zobaczyć ?
- Jasne w końcu to też i twój syn – odpowiedziałam, mając nadzieję, że jeśli zobaczy Toma to sam pozbędzie się wszelkich wątpliwości.
Uchyliła drzwi do sali i zobaczyłam, że Tom się już obudził. Od razu jego niebieskie, przepełnione bólem spojrzały na mnie i chłopczyk uśmiechnął się lekko.
- Tom ktoś przyszedł się z tobą zobaczyć – powiedziałam i pociągnęłam Lou do środka aby też wszedł.
- Dzień doby – jak zwykle chłopczyk się grzecznie przywitał, przyglądając się swojemu gościu.
- Cześć – odpowiedział nieśmiało brunet. Pokiwałam Tomlinsonowi aby podszedł bliżej gdyż sam nie wiedział za bardzo co z sobą zrobić. Usiadł więc obok mnie na małym krzesełku przy łóżku.
- Jestem Louis – przedstawił się w końcu przerywając ciszę.
- A ja Thomas.
- Mam coś dla ciebie – ożywił się w końcu i podał misia dziecku. Tom od razu się uśmiechnął, uwielbiał dostawać prezenty, jak zresztą wszystkie dzieci. Chłopczyk posadził radośnie pluszaka przed sobą i zaczął do intensywnie studiować.
- Dziękuje – powiedział w końcu układając go obok siebie.
- Nie masz tutaj dużo zabawek – rozglądał się Louis po szarej sali.
- Pan lekarz nie pozwala. Ale w domu mam dużo.
- To może kiedyś przyjdę i będziemy się razem bawić – zaproponował Louis uśmiechając się.
- A umiesz ? – zapytał podejrzliwie Tom.
- Pewnie, że umiem. Jestem mistrzem. Kiedyś się przekonasz.
- A umiesz czytać ? – zadał kolejne pytanie chłopczyk.
- Umiem – zapewnił go brunet.
- To czytaj – oznajmił mu Thomas wskazując na książkę z bajkami którą zawsze mu czytałam. Louis podjął wyzwanie i sięgnął po lekturę i zaczął czytać wybierając z grubej księgi jakąś bajkę na chybił trafił. Tomlinson dla każdej postaci przybrał inny głos, a Tom przysłuchiwał mu się z zafascynowaniem. W pewniej chwili drzwi do sali się otworzyły, a w progu nie zawitał nikt inny jak Zayn. Popatrzył na nas wszystkich zdezorientowany nie wiedząc co ze sobą zrobić.
- Wujek Zay – odezwał się wesoło Tom nie zdając sobie sprawy z zaistniałej sytuacji. – Chodź czytać.
- Zaraz Tom, ja muszę najpierw porozmawiać z wujkiem – powiedziałam i szybko wyszłam ciągnąc za sobą mulata.
- Widzę, że jak Louis raczył się zająć swoim synkiem to teraz masz mnie gdzieś tak ? – syknął Zayn gdy tylko zamknęłam drzwi za nami.
- Dobrze, wiesz że tak nie jest. Sam nie odbierałeś moich telefonów.
- Więc postanowiłaś sobie znaleźć kogoś innego za mnie tak ? – powiedział sarkastycznie.
- Wiesz co ? Teraz to powinnam ci przywalić w pysk – warknęłam w jego stronę. – Zachujesz się jak rozwydrzony bachor który nie dostał cukierka.
- A wiesz dlaczego taki jestem ? – zapytał podchodząc bliżej mnie – Bo mi na tobie zależy. – dodał obejmując moje policzki swoimi dłońmi.
- Myślisz, że powiesz parę słodkich słówek i co znowu możesz mnie zabrać do łóżka ?
- Ewelina ja cię …
Nie dokończył bo przerwał mu spanikowany Louis wybiegający z sali Toma.
- Zawołajcie lekarza ! Z Thomasem jest źle ! 
___________________________________________________ 
Troszkę spóźniony rozdział 5. Wiecie co mój dzień powinienem być dłuższy jeżeli mam pisać nowe rozdziały :P 
Miło by było gdybym zobaczyła pod tym rozdziałem 40 KOMENTARZY ale bez oszukiwania proszę bo to bez sensu jest wtedy.
Następny za tydzień, bo szkoła niestety męczy, a matka mi grozi, że zabierze mi komputer ... Jeszcze na jutro postaram się napisać na drugi blog ale niestety nic nie mogę obiecać.. 
PS:Jeśli chcecie dostawać powiadomienia o nowych rozdziałach zostawcie komentarz w odpowiedniej zakładce na górze, tam wszystko pisze.  
Katy227

piątek, 9 listopada 2012

Rozdział 4 - Teraz zostałam zdana tylko i wyłącznie na siebie


  - Daj mi telefon muszę zadzwonić po Louisa… - Zayn podał mi telefon z wybranym już numerem wystarczyło tylko nacisnąć zieloną słuchawkę. Otarłam łzy z policzków i starałam się uspokoić oddech.
- Jesteś pewna, że … - zaczął Mulat ale przerwałam mu nie mogłam pozwolić sobie na żadne wątpliwości, bo nie dam rady.
- Bardziej nie będę – odpowiedziałam i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Przycisnęłam telefon do ucha i zamknęłam oczy wsłuchując się sygnał połączenia.
- Słucham – odezwał się po drugiej stronie zachrypnięty głos Lou, po trzech sygnałach, serce przyspieszyło mi do nienaturalnego tępa – Słucham ? – powtórzył z lekką irytacją.
- Louis ? – odchrząknęłam w końcu.
- Tak. Kto mówi ?
- Ee.. Ewelina – wyjąkałam, po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza, która dłużyła mi się w nieskończoność. Bałam się, cholernie że się rozłączy ale jednak po chwili się odezwał.
- Po co dzwonisz ?
- Muszę ci coś powiedzieć – wyjaśniłam niepewnie.
- To mów – odpowiedział mi oschle.
- To nie rozmowa na telefon. Możemy się spotkać ? – zaproponowałam, a mój wzrok podążył, do Zayna który pocieszając ścisnął moją dłoń.
- To ty jesteś w Londynie ? – odpowiedział mi zdziwiony głos Tomlinsona.
- Tak … już od jakiegoś czasu …
- Nie rozumiem … po co ? – zaplątał się trochę nie pewnie.
- Louis wszystko ci wyjaśnię jak się spotkamy .. tylko się zgódź – niemalże jęknęłam na końcu, ale nie teraz to się dla mnie nie liczyło, musiałam pomóc jakoś Thomasowi za wszelką cenę, bez względu na to jak wyjdę przez Louisem.
- Gdzie? I kiedy ? – uległ w końcu na co odetchnęłam z ulgą. Ustaliliśmy, że spotkamy się jeszcze dzisiaj w małej kawiarni nie daleko szpitala.
Skoczyłam do domu po parę rzeczy. Wzięłam prysznic i przebrałam się w świeże ubrania. Wyjrzałam przez okno, patrząc na stukające o parapet krople deszczu. Wsłuchałam się w ten dźwięk aby się uspokoić i ukoić nerwy. Wiedziałam, że rozmowa z Louisem nie będzie prosta. Nie miałam pojęcia jak zagaruje na taką wiadomość, skrzywdziłam go i to bardzo. Na jego miejscu nawet nie zgodziłabym się na spotkanie, ale on mino wszystko to zrobił… Spojrzałam na tykające wskazówki które był jedynym źródłem jakiegokolwiek dźwięku w tym pokoju. Z westchnięciem wstałam z kanapy i ubrałam kremowe traperki na obcasie dobrane specjalnie pod kolor do płaszczyka. Poprawiłam jeszcze moje włosy przeczesując je ręką i wyszłam z domu z parasolką kierując się w stronę umówionego miejsca spotkania.
Po około 10 minutach marszu dotarłam do małej kawiarni na rogu którą dobrze znałam. Weszłam do środka otrzepując krople deszczu z parasola. W środku przy jednym stoliku siedziała tylko jedna obściskująca się para i młoda dziewczyna rozmawiająca z kelnerką. Sama ruszyłam do narożnika na końcu lokalu i usiadłam ściągając płaszczyk.
- Coś podać ? – zapytała dziewczyna mile się do mnie uśmiechając z przygotowanym notesikiem.
- Tak. Latte, poproszę – odpowiedziałam a ta zanotowała i odeszła szybkim krokiem kiwając przy tym swoim wysoko zawiązanym kucykiem.
W lokalu zabrzmiał dzwoneczek i do środka weszła zakapturzona postać. Od razu poznałam kto to. Chłopak zrzucił ze swojej głowy kaptur od razu ukazała mi się dobrze znana twarz. Louis we własnej osobie. Serce zagalopowało w mojej piersi. Wiedziałam, że uczucie jakim darzyłam go nadal we mnie jest, ale sprawnie starałam się to ukryć pod zbudowaną mentalną ścianą gdzie nie wpuszczałam nikogo. Ale gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały wszystko uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą. Chłopak patrzył na mnie, zamurowany nie mogąc się ruszyć. Przez ułamek sekundy zauważyłam, jakby na jego twarzy pojawiła się radość i ulga, ale zaraz potem wszystko przykryła maska obojętności z która podszedł do mnie bliżej.
- Hej – mruknęłam gdy usiadł naprzeciw mnie. Chłopak nie odpowiedział tylko rozwalił się nonszalancko na krześle patrząc na mnie pogardliwie. Nie przyjemną ciszę przerwała nam kelnerka przynosząc moje zamówienie. Popatrzyła na mojego towarzysza i pisnęła cicho zakrywając sobie usta rękami.
- O mój Boże ty.. ty jesteś Louis z One Direction – wydukała podekscytowana. Brunet posłał jej zjawiskowy uśmiech, przez co dziewczyna jeszcze bardziej się ucieszyła.
- Dasz mi autograf – poprosiła gdy opanowała się już lekko.
- Jasne – odpowiedział Louis ciągle ciepło uśmiechając się do fanki. Dziewczyna wyciągnęła z drżącymi rękami notesik w którym poprzednio pisała zamówienia i odtworzyła na czystej kartce. Poszukała w swoim fartuszku długopisu i podała wszystko do rąk chłopakowi. Tomlinson złożył w małym notesiku swój podpis, a ta upewniając się że chłopak nic nie zamawia niemalże podbiegła do swojej koleżanki siedzącej w barze żeby się pochwalić.
Brunet przeniósł znów wzrok na mnie i jego uśmiech znów zastąpiła maska.
- O czym chciałaś rozmawiać ? – zapytał oschle wpatrując się w coś ponad moją głową.
- Nie wiem od czego zacząć … - urwałam zastanawiając się jak ułożyć moją wypowiedź – Wiem, że źle postąpiłam urywając z tobą kontakt…
- Serio o tym chciałaś rozmawiać ? Nagle po dwóch latach wzięło się poczucie winy ? – przerwał mi brunet mówiąc z wielkim wyrzutem skierowanym bezpośrednio do mnie.
- Nie o to chodzi – zaprzeczyłam
- To o co ? – zapytał wpatrując się prosto na mnie, wzięłam głęboko oddech i zebrałam sobie całą odwagę jaką miałam.
- Jak byłam w Polsce to dowiedziałam się, że jestem … - przełknęłam gulę w gardle przez którą nie mogłam wydobyć słowa – w ciąży – szepnęłam cicho spuszczając wzrok na moje dłonie.
Louis zamarł w jednej chwili. 
- Czekaj bo chyba coś źle usłyszałem – powiedział kręcąc głową, nachylił się nad stolikiem wpatrując się we mnie – Powtórz – poprosił.
- Louis dobrze słyszałeś, mamy dziecko.
- Jakie dziecko ?! – niemal krzyknął, dwie dziewczyny przy barze obrócił się w naszą stronę.
- Ciszej – upomniałam go. Chłopak znów nachylił się nad stołem patrząc na mnie gniewnie.
- Jak mam być cicho skoro, pojawia się po ponad dwóch latach moja była i oznajmia mi, że mamy dziecko co ? – jak nie usłyszał odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie, przekrzywił głowę w prawo i zmrużył oczy – Czego ty ode mnie oczekujesz ? Pieniędzy ?
- Jak możesz mówić, że chce od ciebie pieniądze ! – teraz to ja się zirytowałam.
- Jeśli nie to po jaką cholerę mówisz mi to wszystko co ?
- Thomas jest chory – odpowiedziałam walcząc z płaczem.
- A czyli jednak chodzi o pieniądze – stwierdził z sarkazmem.
- Gdyby chodziło o pieniądze to byłbyś ostatnią osobą którego by o to prosiłam- chłopak po tych słowach uniósł jedną brew do góry.
- To wyjaśnij mi po co mówisz mi to wszystko, bo przecież nie po to, żeby uspokoić własne sumienie – zignorowałam jego kąśliwą uwagę i sięgnęłam do torebki. Wyjęłam z niej zdjęcie które wrzuciłam je będąc w domu. Na fotografii był Thomas przytulającego do siebie ogromnego misia którego podarował mu Zayn. Położyłam na stole zdjęcie i przesunęłam je w stronę Louisa. Chłopak z lekkim wahaniem wziął fotografie do rąk.
- Thomas jest chory jak wspominałam – zaczęłam, a łzy wbrew mnie zebrały mi się w oczach – poważnie, przez co jego życie jest zagrożone. -  tutaj się rozkleiłam kompletnie wycierałam wciąż mokre policzki.
- Wszystko w porządku ? – zapytał troskliwe Louis chwytając mnie za drżącą dłoń, przez co zaraz poczułam jakby zaraz przeszył mnie prąd po całym ciele – Przepraszam nie powinienem – mruknął cofając rękę. Wzięłam parę wdechów pod czujnym wzrokiem bruneta i znowu przemówiłam.
- Tom ma PNN – widząc zmarszczone czoło Lou od razu wyjaśniłam skrót – Przewlekła niewydolność nerek. Nie kontaktowałabym się z tobą gdyby to nie było konieczne, ale Tom potrzebuje przeszczepu to jedyne do może uratować mu życie. On potrzebuje ciebie…
- Zaczekaj, bo nie wiem czy dobrze zrozumiałem. Prosisz mnie abym oddał nerkę dla obcego dziecka ?
- Twojego syna – poprawiłam go.
- Ale skąd mam mieć pewność, że jestem jego ojcem – tutaj spojrzał na zdjęcie przyglądając mu się znowu – co prawda jest do mnie podobny ale to niczego nie dowodzi…
- Louis rozumiem, że możesz mi nie wierzyć ale mi chodzi tylko i wyłącznie o dobro Toma, chcę po prostu żebyś poddał się badaniom na zgodność tkanek i wtedy rozwiąże się też sprawa ojcostwa.
- Ty chyba sobie żartujesz mam z tobą iść tak po prostu bo ci się chce, żeby ja sobie oddał nerkę – spojrzał na mnie kpiąco.
- Tu nie chodzi o mnie i dobrze o ty wiesz. Przyznaj się po prostu, że jesteś tchórzem – warknęłam na niego od razu.
- To nie ja uciekałem przed prawdą przez dwa lata.
- Przestań wszystko do mnie sprowadzać i wypominać mi to co źle zrobiłam, o ile wiem to ty święty też nie byłeś – mówiłam coraz bardziej podniesionym głosem przykuwając spojrzenia innych.
- Koniec tego – podsumował wstając z krzesła.
- A ty dokąd ? – zapytałam zrywając się natychmiast z krzesła – Może pójdziesz teraz do szpitala i powiesz swojemu synowi, że umrze bo ci się nie chce mu pomóc ? – spytałam z całym sarkazmem na jaki było mnie stać.
- Wychodzę – warknął tylko i poszedł wściekłym krokiem do wyjścia nawet nie odwracając się.
- Kurwa mać ! – krzyknęłam po polsku uderzając pięścią w stolik. W lokalu zabrzmiała głucha cisza, a wszystkie oczy były skierowane na mnie. Zdenerwowana pozbierałam swoje rzeczy i wyszłam z restauracji.
*
- Ewelina – usłyszałam cichy szept i otworzyłam niechętnie oczy. Rozejrzałam się wokół i zdałam sobie sprawę, że musiałam zasnąć w szpitalu. Siedziałam na niebieskim krzesełku głową oparta o szpitalne łóżko Toma, który też cicho pochrapywał z boku. Spojrzałam do góry gdzie spotkałam zatroskany wzrok Zayna.
- Wiedziałem, że cię tu znajdę – powiedział po cichu aby nie zbudzić chłopca – Chodź odwiozę cię do mieszkania – zaproponował chwytając do rąk już mój płacz pomagając mi się ubrać. Nachyliłam się jeszcze nad Thomasem i pocałowałam go w blade czoło. 
- Zapraszam cię dzisiaj do mnie na kawę – zaczęłam gdy znaleźliśmy się już z Zaynem w samochodzie.
- Na kawę powiadasz – mruknął unosząc jedną brew – Jest 22- przypomniał na co przewróciłam oczami.
- To tylko szczegół, ale jeśli nie chcesz nie zmuszam…
- Ej, ej – przerwał mi – Nie mówiłem, że nie chce. Nawet powiedziałbym, że chętnie przyjmę twoje zaproszenie – oznajmił mi z swoim szerokim uśmiechem od którego fanką zawsze miękły kolana.
- Jak rozmowa z Lou ? – zapytał, a ze mnie cały humor uszedł tak szybko ja przyszedł, Zayn musiał to zauważyć bo od razu  zmarszczył brwi – Widzę, że nie najlepiej – mruknął.
- Zayn możemy dzisiaj o tym nie mówić, nie myśleć chcę spędzić z tobą miły wieczór bez problemów mogę cię o to prosić ? – zapytałam z nadzieją, na co mulat potaknął bez dodania nic innego. Resztę drogi spędziliśmy w ciszy, gdy dotarliśmy pod moje mieszkanie, brunet wyszedł razem ze mną i skierowaliśmy się w stronę bloku.
Gdy tylko weszłam, zrzuciłam z siebie szybko buty i płaszczyk i padłam na kanapę, ale po chwili jęknęłam głośno.
- Chyba marna ze mnie gospodyni skoro zaproponowałam ci kawę, a nie chce mi się tyłka ruszyć aby ją zrobić – chłopak zaśmiał się na moje słowa jeszcze z korytarza.
- To może ja zrobię ? – zaproponował pojawiając się w salonie.
- Jesteś kochany – odpowiedziałam obdarowując go najpiękniejszym uśmiechem na jaki było mnie w tej chwili stać. Mulat skierował się do kuchni, a ja rozsiadłam się na kanapie i zamknęłam oczy relaksując się cudowną ciszą. Słyszałam krzątającego się tylko po kuchni Malika i tykanie zegara na który się skupiłam.
Po paru chwilach poczułam ciepły oddech na moim karku, odtworzyłam powoli oczy i zobaczyłam czekoladowe tęczówki Zayna wpatrujące się w moje. Zatonęłam w jego głębokich oczach które nie miały końca, zawsze miałam słabość do facetów z ciemnymi oczami.
Malik przysunął się bliżej i zaczął całować moją szyję. Wygięłam się lekko do tyłu ułatwiając mu dostęp. Czując poruszające się jego miękkie wargi po mojej skórze i rozkosznie drapiący mnie zarost bruneta jęknęłam cicho. Zayn ten dźwięk uznał za przyzwolenie i ugryzł lekko płatek mojego ucha znajdując tym samym momencie rąbek mojej koszulki.
- Zayn … - mruknęłam chcąc się od niego odsunąć.
- Ciii… - wyszeptał przyciskając swój palec do moich ust. Przesunął rękę na mój policzek, a swoimi ustami delikatnie musnął moje. Gdy poczułam smak jego ciepłych warg na moich nie mogłam się już powstrzymać i odwzajemniłam pocałunek przywierając do mulata całym swoim ciałem. Chłopak tylko na to czekał pociągnął mnie sprawnym ruchem i posadził na swoich kolanach. Moje ręce zabłądziły pod jego koszulkę sprawnie się jej pozbywając. Malik zamruczał rozkosznie do mojego ucha wbijając się zawzięcie w moje wargi. Sam brunet nie pozostał mi dłużny i szybko pozbył się i mojej górnej garderoby, badając rękami wszystkie skrawki mojego ciała. Wodził dłońmi przy krawędziach mojego czarnego stanika, łaskocząc mnie przy tym swoimi obuszkami palców. Zjechał ustami na moją szyję specjalnie mnie lekko gryząc i zostawiając malinki po sobie.
- Lou… - jęknęłam mimowolnie, a chłopak zamarł, a ja zdałam sobie z tego co powiedziałam zakryłam usta dłońmi.
- Zayn przepraszam ja … - przerwałam gdy chłopak zrzucił mnie delikatnie ze swoich kolan wstając wściekły.
- Tyle dla ciebie zrobiłem, a ty ciągle myślisz ciągle o nim ! Czy ciebie w ogóle obchodzi to co ja do ciebie czuję czy też masz to w dupie ? – naskoczył na mnie ubierając w tym samym czasie koszulkę na siebie.
- Oczywiście, że …
- Wiesz co daruj sobie. Wychodzę. – warknął na odchodne i wyszedł trzaskając drzwiami z całej siły. A ja po raz kolejny raz poczułam jak łzy leją się po moich policzkach. Właśnie straciłam ostatnią osobę która mnie jeszcze wspierała, teraz zostałam zdana tylko i wyłącznie na siebie… 
________________________________________________ 
Nie wiem czemu ale jakoś mi jakoś nie podoba się ten rozdział, taki jakiś smętny ale nie będę wam tu marudzić :P 
Jest dłuższy jak obiecałam, żeby nie było. 
Co do obietnic ... chciałam wam polecić bloga Didi która fantastycznie pisze i jest bardzo w to zaangażowana, nie dawno wróciła na swojego bloga z nowymi pomysłami więc zapraszam was na niego bardzo. 
A co do rozdziału kiedy nowy nie wiem, na razie będę pisać na http://pretend-love.blogspot.com/ale jak wystarczy czasu to może jeszcze coś w tym tygodniu dodam trzymajcie kciuki ;D 
Katy227