***
Louis ***
Jedyne
co teraz miałem w głowie to mętlik, który ani trochę nie pomagał mi rozwiązać
moich problemów. Uczucia zmieszały mi się z rozumem. Nie wiedziałem gdzie
kończy się pierwsze, a gdzie zaczyna drugie. Czułem się tak skołowany całą
sytuacją, że nie mogłem nic robić, bo ciągle w głowie znowu siedziała mi jedna
i ta sama osoba. Ewelina. Gdy tylko się pojawiła znów zajęła główne miejsce w
mojej głowie. Wciąż rozważałem jej słowa. Wiedziałem jedno, że nie mogłem tej
sytuacji tak zostawić. Chodź ciągle nie mogłem uwierzyć, że będę … nie
poprawka, jestem ojcem. To nie tak, że nie chcę. Sam uwielbiam dzieci, ale nie
mogę się przyzwyczaić wciąż do myśli, że mam swoje, własne. Sam wciąż jestem
jak dziecko i ciągle bronię się przed tym żeby dorosnąć. Nie potrafię się zająć
sobą, a co dopiero kimś innym. Jednak wciąż przed oczami mam to zdjęcie z małą
osóbką przytulającego się do ogromnego misia. Niebieskie oczy tak dobrze mi
znane, proste, brązowe włosy zupełnie jak moje.
Kolejne
pytanie jakie mi się nasuwa do głowy to czemu się tak zachowałem, w kawiarni ?
Ale
to tylko kolejny znak zapytania wśród wielu innych, na które nie miałem jak
dotąd odpowiedzi. Może to było dla mnie zbyt wiele spotkać swoją, starą miłość,
która obwieszcza mi z dwuletnim opóźnieniem, że zostałem ojcem ? A może uczucie
które do nie kiedyś pałałem wciąż we mnie jest ?
Od
razu skreśliłem to pytanie z moich myśli. Nie mogłem czegoś do niej czuć, za
bardzo cierpiałem no i oczywiście jest jeszcze Eleanor…
-
Louis do jasne cholery możesz mi to wytłumaczyć – rzuciła mi moja dziewczyna
prosto w twarz gazetą, wyrywając mnie z zamyślenia.
-
Ale co ? – zapytałem dźwigając się z łóżka zdezorientowany.
-
Jak to co ? To ! – chwyciła do rąk gazetę nerwowo szukając odpowiedniej strony
i wciskając mi ją z powrotem do rąk. Popatrzyłem na stronę którą mi wskazała i
podrapałem zakłopotany tył karku. Tytuł artykułu nie pozostawiał złudzeń „Czy
Louis Tomlinson wrócił do swojej starej dziewczyny ?” Pod spodem było zdjęcie
moje i Eweliny, wtedy gdy akurat przez te parę sekund złapałem ją za rękę.
-
Zdradzasz mnie z nią ? – spytała piskliwym głosem, spojrzałem na nią i
zobaczyłem łzy w jej oczach.
-
Co ty wygadujesz Eleanor – rzuciłem gazetę w kont i podszedłem do niej
zmuszając ją, żeby na mnie spojrzała – Jesteś, jedyną kobietą na której mi
zależy. Rozumiesz ? Nikt inny się nie liczy. – po tych słowach musnąłem lekko
jej drżące wargi.
-
To po co się z nią spotkałeś ? – zapytała pociągając nosem – Wiesz jak ja się
teraz czuję ? I co ludzie o mnie pomyślą ?
-
Ona… chciała porozmawiać to wszystko – zapewniłem ją, nie chciałem jej
okłamywać więc powiedziałem jej to co na razie powinna wiedzieć. O reszcie
dowie się jak podejmę jakąś konkretną decyzję …
Brunetka
zmrużyła oczy przyglądając mi się dokładnie.
-
Powiedzmy, że ci wierzę – mruknęła w końcu po jakimś czasie, zarzucając swoimi włosami za ramię – Ale jeśli dobrze
pamiętam obiecałeś mi coś … - mówiła poprawiając pognieciony kołnierzyk, mojej
koszuli. Nagle zacząłem intensywnie myśleć nad obietnicą jaką jej złożyłem ale
nic nie przychodziło mi do głowy.
-
A obiecałem … ? – zapytałem lekko skołowany.
-
Zapomniałeś ? – zapytała składając usta w podkówkę – Mieliśmy iść na zakupy … -
powiedziała w końcu widząc mój niepewny wzrok.
-
A nie mogłabyś iść sama ? – zapytałem cicho z prośbą w głosie.
-
Jak to sama ? Jak ty to sobie wyobrażasz ? – oburzyła się lekko.
-
No dzisiaj nie mam ochoty po prostu na zakupy. Chciałbym posiedzieć w domu, w
łóżku i pomyśleć o tym i o tamtym …
-
A więc o to chodzi … - pokiwała znacząco obejmując mnie za szyję i przyciągając
do siebie.
-
Eleanor nie … - jęknąłem wyplątując się z jej ramion. Brunetka zmarszczyła się
jeszcze bardziej intensywniej myśląc, a gdy już miała otworzyć usta jak na
zbawienie zabrzmiał dzwonek mojego telefonu i pod pretekstem, że muszę odebrać
szybko wymknąłem się z pokoju.
***
Ewelina *** 3 dni później *
Szpital.
To już moja codzienność, znienawidzona codzienność do której muszę ciągle
powracać. Patrzyłam na bladą twarz Thomasa który cichutko spał. Był coraz
słabszy, z każdym dniem coraz bardziej. Dzisiaj nawet nie potrafił już wstać z
łóżka. A ja nic nie mogłam zrobić, ciągle z kamienną twarzą musiałam patrzeć
jak mój syn z dnia na dzień jest coraz bliżej śmierci. Serce rozrywało mi się
na samą myśl. Miałabym straci ostatnią osobę dla której w ogóle żyję ? Gdyby
nie Thomas już dawno się bym poddałam tylko on samą swoją osobą daję mi siłę, a
jeśli go zabraknie … ? Z oczu znowu popłynęły mi łzy bezsilności, moczące pościel
łóżka. Miałam dość, dość ciągłej nie ustającej walki, która nie miała końca i
którą ciągle przegrywałam, bez względu na to co robiłam. Już nie wiedziałam co
powinnam zrobić z Louisem nie miałam żadnego kontaktu, jak też z żadnym z
chłopaków. Od feralnej noc z Zaynem minęły trzy dni, a on nie odbierał moich
telefonów, kompletnie mnie ignorował. Po
dwóch dniach poddałam się, wszystko w moim życiu przestało mieć sens, szef
zagroził mi, że mnie zwolni jeśli w najbliższych dniach nie pojawię się w
pracy, ale je nie mam siły nawet na to żeby wstać z łóżka…
Z
otępienia wyrwał mnie dźwięk telefonu, wygrzebałam go z torebki i żeby nie
budzić Toma wyszłam na korytarz.
-
Słucham ?
-
Ewelina, Louis z tej strony – zaczął męski głos z drugiej strony przez który
moje serce gwałtownie przyspieszyło – Chciałbym … chciałbym zobaczyć Toma –
powiedział w końcu z lekką niepewnością.
-
Dobrze, przyjedź do szpitala – oznajmiłam siląc się na obojętny ton.
-
Właściwie to ja już jestem. To znaczy na parkingu. – wyjaśnił nieco zdziwiona
podałam mu numer sali pod którą ma przyjść i się rozłączyłam. Zaczęłam
niespokojnie chodzić w te i z powrotem po korytarzu, próbując uspokoić mocno
bijąc serce. Ale ciągle miałam w głowie pytanie Czy Louis zgodzi się pomóc
Thomasowi ? Najwyraźniej wszystko idzie w dobrym kierunku w końcu w moim sercu
pojawiła się iskierka nadziei, że wszystko się ułoży.
Z
windy w końcu wyszła przeze mnie oczekiwana postać i ruszyła w moją stronę. I
to by było na tyle jeśli chodzi o moje uspokojenie się. Ręce zaczęły mi się
pocić a w środku zrobiło mi się gorąco. Louis szedł pewnie korytarzem z małym
pluszakiem w ręce intensywnie się we mnie wpatrując. Obok niego wyglądałam
teraz jak półtorej nieszczęścia, ale cóż wcale lepiej się też nie czułam.
-
Cześć – przywitał się niepewnie brunet gdy znalazł się obok mnie – Jak Thomas ?
– zapytał.
-
Chciałabym powiedzieć, że lepiej ale z dnia na dzień jest coraz gorzej. Pojąłeś
już decyzję w sprawie przeszczepu ? – zapytałam patrząc na niego błagalnie.
-
Nie – odpowiedział bez przekonania – Ale mógłbym się z nim zobaczyć ?
-
Jasne w końcu to też i twój syn – odpowiedziałam, mając nadzieję, że jeśli
zobaczy Toma to sam pozbędzie się wszelkich wątpliwości.
Uchyliła
drzwi do sali i zobaczyłam, że Tom się już obudził. Od razu jego niebieskie, przepełnione
bólem spojrzały na mnie i chłopczyk uśmiechnął się lekko.
-
Tom ktoś przyszedł się z tobą zobaczyć – powiedziałam i pociągnęłam Lou do
środka aby też wszedł.
-
Dzień doby – jak zwykle chłopczyk się grzecznie przywitał, przyglądając się
swojemu gościu.
-
Cześć – odpowiedział nieśmiało brunet. Pokiwałam Tomlinsonowi aby podszedł
bliżej gdyż sam nie wiedział za bardzo co z sobą zrobić. Usiadł więc obok mnie
na małym krzesełku przy łóżku.
-
Jestem Louis – przedstawił się w końcu przerywając ciszę.
-
A ja Thomas.
-
Mam coś dla ciebie – ożywił się w końcu i podał misia dziecku. Tom od razu się
uśmiechnął, uwielbiał dostawać prezenty, jak zresztą wszystkie dzieci.
Chłopczyk posadził radośnie pluszaka przed sobą i zaczął do intensywnie
studiować.
-
Dziękuje – powiedział w końcu układając go obok siebie.
-
Nie masz tutaj dużo zabawek – rozglądał się Louis po szarej sali.
-
Pan lekarz nie pozwala. Ale w domu mam dużo.
-
To może kiedyś przyjdę i będziemy się razem bawić – zaproponował Louis
uśmiechając się.
-
A umiesz ? – zapytał podejrzliwie Tom.
-
Pewnie, że umiem. Jestem mistrzem. Kiedyś się przekonasz.
-
A umiesz czytać ? – zadał kolejne pytanie chłopczyk.
-
Umiem – zapewnił go brunet.
-
To czytaj – oznajmił mu Thomas wskazując na książkę z bajkami którą zawsze mu
czytałam. Louis podjął wyzwanie i sięgnął po lekturę i zaczął czytać wybierając
z grubej księgi jakąś bajkę na chybił trafił. Tomlinson dla każdej postaci
przybrał inny głos, a Tom przysłuchiwał mu się z zafascynowaniem. W pewniej
chwili drzwi do sali się otworzyły, a w progu nie zawitał nikt inny jak Zayn.
Popatrzył na nas wszystkich zdezorientowany nie wiedząc co ze sobą zrobić.
-
Wujek Zay – odezwał się wesoło Tom nie zdając sobie sprawy z zaistniałej sytuacji.
– Chodź czytać.
-
Zaraz Tom, ja muszę najpierw porozmawiać z wujkiem – powiedziałam i szybko wyszłam
ciągnąc za sobą mulata.
-
Widzę, że jak Louis raczył się zająć swoim synkiem to teraz masz mnie gdzieś
tak ? – syknął Zayn gdy tylko zamknęłam drzwi za nami.
-
Dobrze, wiesz że tak nie jest. Sam nie odbierałeś moich telefonów.
-
Więc postanowiłaś sobie znaleźć kogoś innego za mnie tak ? – powiedział sarkastycznie.
-
Wiesz co ? Teraz to powinnam ci przywalić w pysk – warknęłam w jego stronę. – Zachujesz
się jak rozwydrzony bachor który nie dostał cukierka.
-
A wiesz dlaczego taki jestem ? – zapytał podchodząc bliżej mnie – Bo mi na
tobie zależy. – dodał obejmując moje policzki swoimi dłońmi.
-
Myślisz, że powiesz parę słodkich słówek i co znowu możesz mnie zabrać do łóżka
?
-
Ewelina ja cię …
Nie
dokończył bo przerwał mu spanikowany Louis wybiegający z sali Toma.
-
Zawołajcie lekarza ! Z Thomasem jest źle !
___________________________________________________
Troszkę spóźniony rozdział 5. Wiecie co mój dzień powinienem być dłuższy jeżeli mam pisać nowe rozdziały :P
Miło by było gdybym zobaczyła pod tym rozdziałem 40 KOMENTARZY ale bez oszukiwania proszę bo to bez sensu jest wtedy.
Następny za tydzień, bo szkoła niestety męczy, a matka mi grozi, że zabierze mi komputer ... Jeszcze na jutro postaram się napisać na drugi blog ale niestety nic nie mogę obiecać..
PS:Jeśli chcecie dostawać powiadomienia o nowych rozdziałach zostawcie komentarz w odpowiedniej zakładce na górze, tam wszystko pisze.
Katy227