Wpadłem
do domu uradowany. W końcu, w końcu znalazłem rozwiązanie dla Eweliny. Jest
szansa po takim czasie poszukiwań w końcu jest nadzieja.
-
Ewelina? – zawołałem starając gdzie znajduje się dziewczyna, ale odpowiedziała
mi cisza. Ogarnął mnie nie pokój, co jeśli coś się stało po tym jak wyszedłem?
Wbiegłem na schody przeskakując co dwa stopnie. Cisza panująca wokół mnie i
echo tylko moich kroków, dawała wszystkiemu złowrogi wygląd. Otworzyłem drzwi
sypialni brunetki, ale jej tam nie zastałem.
-
Ewelina?! – zawołałem po raz kolejny z nadzieją na odpowiedź, ale takowej nie
otrzymałem. Nerwowo pomaszerowałem do pokoju Toma, który okazał się dziwnie
pusty bez tych dwóch osób, które zawładnęły moim sercem. Z niepokojem zbiegłem
na dół przeszukując wszystkie pomieszczenia, ale prócz mnie w domu nikogo nie
było.
-
Nie to nie może być prawda – pokiwałem głową wpadając na kolejny trop i
pobiegłem ponownie do jej pokoju. Otwarłem drzwi szafy dziewczyny i poczułem
jakby ktoś wbił nóż w moje serce i przekręcił. Z niedowierzaniem drżącą dłonią
zamknąłem szafę. Znowu, znowu to zrobiła.. odeszła…
-
Kurwa mać! – wrzasnąłem na całe gardło zrzucając wszystko z szafki nocnej
dziewczyny. Huk przedmiotów brzmiał tak samo jak moje serce które po raz
ponowny, rozsypało się na tysiące kawałków. Bezwładnie upadłem na kolana, nie
mając siły już na nic. To nie tak miało wyglądać… Mieliśmy być razem
szczęśliwi, po tym jak zerwałem z Eleanor nic nie stawało na przeszkodzie, ale
może ja nie zasługuje na to aby być szczęśliwy?
Przez
rozmazany obraz, który powstał przez gromadzone się łzy w moich oczach,
dostrzegłem ramkę na podłodze. Ująłem ją w dłonie, szkło pękło przez silne
uderzenie, jednak zdjęcie nadal pozostało nie naruszone, zdjęcie
przedstawiające Thomasa razem z Eweliną w szpitalu zaraz po jego narodzinach…
-
Nie mogę pozwolić wam odejść, nie po raz kolejny… - mruknąłem na głos, drżącą
ręką wyciągnąłem zdjęcie i włożyłem sobie do kieszeni. Wstając z determinacją i
potrzebą by ich odnaleźć za wszelką cenę, zbiegłem po schodach po drodze
chwytając kluczyki z auta. Nie mogła być daleko, nie dała by rady sama z
dzieckiem. Ruszyłem więc do osoby, która zgodziłaby się jej pomóc, aby mnie nie
mieć na drodze i mieć wolną rękę co do dziewczyny.
Ruszyłem
z piskiem opon, nie zważając na ograniczenia prędkości jakie mijałem. Teraz
nawet ścigająca mój samochód policja nie powstrzymała mnie od dotarcia na
miejsce. Gdy wściekły zaparkowałem przez posesją Malika, nawet nie zawracałem
sobie głowy aby zamknąć drzwi auta. Pomaszerowałem do wejścia , wchodząc jak do
siebie. Przeszedłem przez korytarz kierując się do salonu z którego dochodziły
dźwięki rozmów.
-
Gdzie ona jest?! – warknąłem ledwo przekraczając próg, kierując swój wściekły
wzrok na Zayna.
-
Cześć Louis – zawołał Niall z kanapy, ale zignorowałem go.
-
Gdzie ona jest?! – krzyknąłem popychając mulata.
-
O co ci chodzi? – zapytał zirytowany.
-
Doskonale wiesz o co mi chodzi! – wycedziłem przez zęby szarpiąc go za jego
basebolówkę.
-
Odwal się – warknął wyszarpując mi się.
-
Hej przestańcie! – próbował nas uspokoić blondyn, ale teraz mało obchodziły
mnie jego słowa.
-
Taki z ciebie przyjaciel? Znajdź sobie swoją dziewczynę, a nie ciągle chcesz
przelecieć moją!
-
One same przychodzą do mnie, bo może ty jesteś za słaby w łóżku! – te słowa
przelały kielich. Zacisnąłem dłoń w pięść i uderzyłem Malika prosto w twarz.
Chłopak zatoczył się trzymając się za swój nos.
-
Pożałujesz tego – warknął i rzucił się na mnie, przez co straciłem równowagę i
wylądowałem na ziemi. Brunet kopnął mnie w brzuch przez co zgiąłem się wpół.
Nie chcą jednak być dłużny, podciąłem mu nogi. Gdy wylądował na ziemi,
ignorując ból przeczołgałem się do niego i zacząłem okładać go pięściami. Mulat
chcąc się jakoś wyswobodzić zamachnął się i głową uderzył w moje czoło przez co
pojawiły mi się mroczki przed oczami.
-
Dość! – krzyknął blondyn wkraczając między nas korzystając z chwilowego
zamroczenia - O co tu do cholery chodzi?!
-
Jego się spytaj – warknął Zayn wskazując na mnie.
-
Nie udawaj, że nie wiesz. Pewnie znowu jej w tym pomogłeś…
-
Ale w czym? Komu? – zmarszczył się patrząc na mnie jak na idiotę.
-
Ewelinie w ucieczce – mruknąłem nie mając siły się już złościć.
-
Znowu uciekła? – zapytał z niedowierzaniem Niall.
-
Na to wygląda – jęknąłem bezradnie – Ale ja nie mogę pozwolić jej odejść, nie
po raz drugi! Dlatego proszę cię Zayn jeśli coś wiesz powiedz mi – spojrzałem
błagalnie na bruneta, ale ten tylko smutno pokiwał głową.
-
Ja nie wiem, gdzie ona jest. Naprawdę, nie widziałem jej od dwóch dni…
Po
tych słowach kolejny raz dzisiaj poczułem jak ściska mi się moje serce, jak mam
ją znaleźć skoro nie mam nawet pomysłu gdzie mogłaby się ukryć.
-
Może pojechała do rodziców? Ostatnio tam była… - zaproponował cicho mulat.
Podniosłem głowę patrząc na niego.
-
Gdzie oni mieszkają? – zapytałem zdeterminowany, podtrzymując się jakiegoś
tropu.
-
Gdzieś w Polsce… Nie mam pojęcia gdzie dokładnie…
-
Przecież nie dam rady przeszukać całego kraju – jęknąłem bezradnie kryjąc twarz
w dłoniach.
-
To może zostawiła coś, jakieś dokumenty, zdjęcia, cokolwiek przez co dałoby się
jakoś ją zlokalizować – zaproponował Niall.
-
Zostawiła tylko to – mruknąłem wyciągając zdjęcie z kieszeni i podałem
przyjacielowi.
-
Na odwrocie coś pisze – oznajmił przyglądając się.
-
Co? – zerwałem się wyrywając fotografię. Przyjrzałem się i rzeczywiście na dole
widniał jakiś napis. Jak mogłem to wcześniej przeoczyć? Przejechałem palcem po
wyrytych niebieskim długopisem słowach.
-
Ewelina Evans.. – przeczytałem i się zaciąłem – dalej coś nie po angielsku i
data – jąknąłem bezradnie.
-
Przynieś laptop – polecił blondyn ku właścicielowi domu. Chłopak podreptał do
sąsiedniego pokoju i przyniósł urządzenie. Niall usiadł na kanapie włączając
komputer, natychmiastowo zerwałem się i zająłem miejsce obok niego. Gdy w końcu
laptop się uruchomił, co dzisiaj trwało niemal wieki. Chłopak starając się
rozszyfrować literkę po literce wpisywał w Google napis ze zdjęcia.
-
To jakiś adres we Wrocławiu – oznajmił w końcu – Może jej rodziców?
-
Na pewno – uśmiechnąłem się triumfalnie i wyrwałem mu kolejny raz fotografię
przyglądając się jej.
-
Ja bym nie miał pewności, bo… - zaczął blondyn, ale mu przerwałem.
-
Nieważne – machnąłem ręką wstając z kanapy.
-
A ty dokąd? – zapytał Zayn.
-
Do Wrocławia gdziekolwiek to jest – uśmiechnąłem się i nie czekając na ich
przeciw wyszedłem z domu…
Poczułam
wstrząs związany z lodowaniem. Koła z piskiem w końcu dotknęły tafli lotniska
oznaczając dotarcie na miejsce. „Witaj w domu" mruknęłam do siebie w
myślach sarkastycznie. Ludzie wokół mnie zaczęli zbierać się do wyjścia
samolotu.
-
Mamo idziemy? – zapytał Tom niecierpliwiąc się, nie mogąc usiedzieć już na
miejscu.
-
Jeszcze chwilka –mruknęłam głaszcząc go po włosach. Musiałam zaczekać na
stewardessę, sama z małym dzieckiem nie dam rady odebrać bagażu i znaleźć
rodzinę. Pytanie jak w Londynie sobie poradziłam? Odpowiedź jest prosta:
Eleanor. Dziewczyna chodź nie darzyła mnie sympatią, zgodziła się mi pomóc. Z
pewnością nie z dobrego serca, ale jej motywy teraz nie były dla mnie ważne.
-
Proszę pani, jesteśmy na miejscu – zwróciła się do mnie uprzejmie kobieta po
angielsku z silnym polskim akcentem.
-
Mogłaby mi pani pomóc? Jestem niewidoma… - w końcu przeszłam na polski po tak
długiej przerwie, jednak i w ojczystym języku te słowy ledwo przechodziły mi
przez gardło.
-
Och przepraszam… - za jąkała się stewardessa zakłopotana – Zaraz pani pomogę,
tylko poinformuję swoją koleżankę – zapewniła mnie i po chwili usłyszałam jej
oddalające się kroki, a ja odetchnęłam z ulgą, Jakoś dam radę..
-
Chodź Tom – uśmiechnęłam się do syna zachęcając by wstał. Kobieta zjawiła się
po chwili i biorąc dziecko na ręce ruszyliśmy.
-
Kto na panią czeka? – zapytała gdy zanurzyliśmy się w tłum przepychających się
ludzi.
-
Kuzynka, niska blondynka, zielone oczy i lekko kręcone włosy. – poinformowałam
ją chociaż taki opis na zbyt wiele i tak nie pomagał.
Starałam
się skupić na dźwiękach, ale tłum pędzących, ciągle coś krzyczących ludzi nie
pomagał. Kobieta znalazła mój bagaż i ruszyliśmy do poczekalni, gdzie obiecała
czekać Patrycja*.
-
Ewelina! – usłyszałam krzyk dziewczyny mieszający się z gwarem.
-
Tam – mruknęłam wskazując kobiecie na kierunek dochodzącego dźwięku.
-
Jesteś – usłyszałam radosny pisk kuzynki oraz ciepło jej ramion gdy zamknęłam
mnie w niedźwiedzim uścisku. Nie wiedząc czemu, łzy pociekły po mich
policzkach. W końcu pękł we mnie balonik, który trzymał jak dotąd wszystkie
uczucia związane z chłopakiem.
Wydawałoby
się, że udało się uciekłam, jednak wiedziałam że teraz czeka mnie jednak
najtrudniejsza, a zarazem ostatnia część podróży. Musiałam pojechać do rodziców
i przyznać im się do błędu, że w Londynie lepiej będzie mi się żyło, ale i tak
w końcu powiedzieć, że jestem niewidoma, tym bardziej że nie mieli o tym
zielonego pojęcia…
_________________________________________
* Patrycja - to kuzynka Eweliny z poprzedniej części, zdjęcie w bohaterach ( tak jakby ktoś nie pamiętał )
Dziękuje za wszystkie komentarze i ten masowy bulwers, który niektóre z was urządziły mi na tt. Dla mnie to znaczy wiele, bo pokazuje mi to jak podoba wam się opowiadanie i nie jest takie całkiem do dupy jak uważam ;D
Czytając wasze komentarze uśmiechałam się jak głupia do monitora, nie wiem czy wiecie ale to opowiadanie już ma prawie ROK! o.O Naprawdę nie wiem kiedy to zleciało, ale wydaje mi się że to będzie najlepszy moment na zakończenie jego :) Proszę nie krzyczcie na mnie, ale pojawi się jeszcze jeden lub dwa rozdziały i epilog...
PS: Zmieniłam nazwę na tt na @Katy_BooBear_
Pozdrawiam <3
Katy227