wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 15 - Ty jesteś za słaby w łóżku



Wpadłem do domu uradowany. W końcu, w końcu znalazłem rozwiązanie dla Eweliny. Jest szansa po takim czasie poszukiwań w końcu jest nadzieja.
- Ewelina? – zawołałem starając gdzie znajduje się dziewczyna, ale odpowiedziała mi cisza. Ogarnął mnie nie pokój, co jeśli coś się stało po tym jak wyszedłem? Wbiegłem na schody przeskakując co dwa stopnie. Cisza panująca wokół mnie i echo tylko moich kroków, dawała wszystkiemu złowrogi wygląd. Otworzyłem drzwi sypialni brunetki, ale jej tam nie zastałem.
- Ewelina?! – zawołałem po raz kolejny z nadzieją na odpowiedź, ale takowej nie otrzymałem. Nerwowo pomaszerowałem do pokoju Toma, który okazał się dziwnie pusty bez tych dwóch osób, które zawładnęły moim sercem. Z niepokojem zbiegłem na dół przeszukując wszystkie pomieszczenia, ale prócz mnie w domu nikogo nie było.
- Nie to nie może być prawda – pokiwałem głową wpadając na kolejny trop i pobiegłem ponownie do jej pokoju. Otwarłem drzwi szafy dziewczyny i poczułem jakby ktoś wbił nóż w moje serce i przekręcił. Z niedowierzaniem drżącą dłonią zamknąłem szafę. Znowu, znowu to zrobiła.. odeszła…
- Kurwa mać! – wrzasnąłem na całe gardło zrzucając wszystko z szafki nocnej dziewczyny. Huk przedmiotów brzmiał tak samo jak moje serce które po raz ponowny, rozsypało się na tysiące kawałków. Bezwładnie upadłem na kolana, nie mając siły już na nic. To nie tak miało wyglądać… Mieliśmy być razem szczęśliwi, po tym jak zerwałem z Eleanor nic nie stawało na przeszkodzie, ale może ja nie zasługuje na to aby być szczęśliwy?
Przez rozmazany obraz, który powstał przez gromadzone się łzy w moich oczach, dostrzegłem ramkę na podłodze. Ująłem ją w dłonie, szkło pękło przez silne uderzenie, jednak zdjęcie nadal pozostało nie naruszone, zdjęcie przedstawiające Thomasa razem z Eweliną w szpitalu zaraz po jego narodzinach…
- Nie mogę pozwolić wam odejść, nie po raz kolejny… - mruknąłem na głos, drżącą ręką wyciągnąłem zdjęcie i włożyłem sobie do kieszeni. Wstając z determinacją i potrzebą by ich odnaleźć za wszelką cenę, zbiegłem po schodach po drodze chwytając kluczyki z auta. Nie mogła być daleko, nie dała by rady sama z dzieckiem. Ruszyłem więc do osoby, która zgodziłaby się jej pomóc, aby mnie nie mieć na drodze i mieć wolną rękę co do dziewczyny.
Ruszyłem z piskiem opon, nie zważając na ograniczenia prędkości jakie mijałem. Teraz nawet ścigająca mój samochód policja nie powstrzymała mnie od dotarcia na miejsce. Gdy wściekły zaparkowałem przez posesją Malika, nawet nie zawracałem sobie głowy aby zamknąć drzwi auta. Pomaszerowałem do wejścia , wchodząc jak do siebie. Przeszedłem przez korytarz kierując się do salonu z którego dochodziły dźwięki rozmów.
- Gdzie ona jest?! – warknąłem ledwo przekraczając próg, kierując swój wściekły wzrok na Zayna.
- Cześć Louis – zawołał Niall z kanapy, ale zignorowałem go.
- Gdzie ona jest?! – krzyknąłem popychając mulata.
- O co ci chodzi? – zapytał zirytowany.
- Doskonale wiesz o co mi chodzi! – wycedziłem przez zęby szarpiąc go za jego basebolówkę.
- Odwal się – warknął wyszarpując mi się.
- Hej przestańcie! – próbował nas uspokoić blondyn, ale teraz mało obchodziły mnie jego słowa.
- Taki z ciebie przyjaciel? Znajdź sobie swoją dziewczynę, a nie ciągle chcesz przelecieć moją!
- One same przychodzą do mnie, bo może ty jesteś za słaby w łóżku! – te słowa przelały kielich. Zacisnąłem dłoń w pięść i uderzyłem Malika prosto w twarz. Chłopak zatoczył się trzymając się za swój nos.
- Pożałujesz tego – warknął i rzucił się na mnie, przez co straciłem równowagę i wylądowałem na ziemi. Brunet kopnął mnie w brzuch przez co zgiąłem się wpół. Nie chcą jednak być dłużny, podciąłem mu nogi. Gdy wylądował na ziemi, ignorując ból przeczołgałem się do niego i zacząłem okładać go pięściami. Mulat chcąc się jakoś wyswobodzić zamachnął się i głową uderzył w moje czoło przez co pojawiły mi się mroczki przed oczami.
- Dość! – krzyknął blondyn wkraczając między nas korzystając z chwilowego zamroczenia - O co tu do cholery chodzi?!
- Jego się spytaj – warknął Zayn wskazując na mnie.
- Nie udawaj, że nie wiesz. Pewnie znowu jej w tym pomogłeś…
- Ale w czym? Komu? – zmarszczył się patrząc na mnie jak na idiotę.
- Ewelinie w ucieczce – mruknąłem nie mając siły się już złościć.
- Znowu uciekła? – zapytał z niedowierzaniem Niall.
- Na to wygląda – jęknąłem bezradnie – Ale ja nie mogę pozwolić jej odejść, nie po raz drugi! Dlatego proszę cię Zayn jeśli coś wiesz powiedz mi – spojrzałem błagalnie na bruneta, ale ten tylko smutno pokiwał głową.
- Ja nie wiem, gdzie ona jest. Naprawdę, nie widziałem jej od dwóch dni…
Po tych słowach kolejny raz dzisiaj poczułem jak ściska mi się moje serce, jak mam ją znaleźć skoro nie mam nawet pomysłu gdzie mogłaby się ukryć.
- Może pojechała do rodziców? Ostatnio tam była… - zaproponował cicho mulat. Podniosłem głowę patrząc na niego.
- Gdzie oni mieszkają? – zapytałem zdeterminowany, podtrzymując się jakiegoś tropu.
- Gdzieś w Polsce… Nie mam pojęcia gdzie dokładnie…
- Przecież nie dam rady przeszukać całego kraju – jęknąłem bezradnie kryjąc twarz w dłoniach.
- To może zostawiła coś, jakieś dokumenty, zdjęcia, cokolwiek przez co dałoby się jakoś ją zlokalizować – zaproponował Niall.
- Zostawiła tylko to – mruknąłem wyciągając zdjęcie z kieszeni i podałem przyjacielowi.
- Na odwrocie coś pisze – oznajmił przyglądając się.
- Co? – zerwałem się wyrywając fotografię. Przyjrzałem się i rzeczywiście na dole widniał jakiś napis. Jak mogłem to wcześniej przeoczyć? Przejechałem palcem po wyrytych niebieskim długopisem słowach.
- Ewelina Evans.. – przeczytałem i się zaciąłem – dalej coś nie po angielsku i data – jąknąłem bezradnie.
- Przynieś laptop – polecił blondyn ku właścicielowi domu. Chłopak podreptał do sąsiedniego pokoju i przyniósł urządzenie. Niall usiadł na kanapie włączając komputer, natychmiastowo zerwałem się i zająłem miejsce obok niego. Gdy w końcu laptop się uruchomił, co dzisiaj trwało niemal wieki. Chłopak starając się rozszyfrować literkę po literce wpisywał w Google napis ze zdjęcia.
- To jakiś adres we Wrocławiu – oznajmił w końcu – Może jej rodziców?
- Na pewno – uśmiechnąłem się triumfalnie i wyrwałem mu kolejny raz fotografię przyglądając się jej.
- Ja bym nie miał pewności, bo… - zaczął blondyn, ale mu przerwałem.
- Nieważne – machnąłem ręką wstając z kanapy.
- A ty dokąd? – zapytał Zayn.
- Do Wrocławia gdziekolwiek to jest – uśmiechnąłem się i nie czekając na ich przeciw wyszedłem z domu…  

Poczułam wstrząs związany z lodowaniem. Koła z piskiem w końcu dotknęły tafli lotniska oznaczając dotarcie na miejsce. „Witaj w domu" mruknęłam do siebie w myślach sarkastycznie. Ludzie wokół mnie zaczęli zbierać się do wyjścia samolotu.
- Mamo idziemy? – zapytał Tom niecierpliwiąc się, nie mogąc usiedzieć już na miejscu.
- Jeszcze chwilka –mruknęłam głaszcząc go po włosach. Musiałam zaczekać na stewardessę, sama z małym dzieckiem nie dam rady odebrać bagażu i znaleźć rodzinę. Pytanie jak w Londynie sobie poradziłam? Odpowiedź jest prosta: Eleanor. Dziewczyna chodź nie darzyła mnie sympatią, zgodziła się mi pomóc. Z pewnością nie z dobrego serca, ale jej motywy teraz nie były dla mnie ważne.
- Proszę pani, jesteśmy na miejscu – zwróciła się do mnie uprzejmie kobieta po angielsku z silnym polskim akcentem.
- Mogłaby mi pani pomóc? Jestem niewidoma… - w końcu przeszłam na polski po tak długiej przerwie, jednak i w ojczystym języku te słowy ledwo przechodziły mi przez gardło.
- Och przepraszam… - za jąkała się stewardessa zakłopotana – Zaraz pani pomogę, tylko poinformuję swoją koleżankę – zapewniła mnie i po chwili usłyszałam jej oddalające się kroki, a ja odetchnęłam z ulgą, Jakoś dam radę..
- Chodź Tom – uśmiechnęłam się do syna zachęcając by wstał. Kobieta zjawiła się po chwili i biorąc dziecko na ręce ruszyliśmy.
- Kto na panią czeka? – zapytała gdy zanurzyliśmy się w tłum przepychających się ludzi.
- Kuzynka, niska blondynka, zielone oczy i lekko kręcone włosy. – poinformowałam ją chociaż taki opis na zbyt wiele i tak nie pomagał.
Starałam się skupić na dźwiękach, ale tłum pędzących, ciągle coś krzyczących ludzi nie pomagał. Kobieta znalazła mój bagaż i ruszyliśmy do poczekalni, gdzie obiecała czekać Patrycja*.
- Ewelina! – usłyszałam krzyk dziewczyny mieszający się z gwarem.
- Tam – mruknęłam wskazując kobiecie na kierunek dochodzącego dźwięku.
- Jesteś – usłyszałam radosny pisk kuzynki oraz ciepło jej ramion gdy zamknęłam mnie w niedźwiedzim uścisku. Nie wiedząc czemu, łzy pociekły po mich policzkach. W końcu pękł we mnie balonik, który trzymał jak dotąd wszystkie uczucia związane z chłopakiem.
Wydawałoby się, że udało się uciekłam, jednak wiedziałam że teraz czeka mnie jednak najtrudniejsza, a zarazem ostatnia część podróży. Musiałam pojechać do rodziców i przyznać im się do błędu, że w Londynie lepiej będzie mi się żyło, ale i tak w końcu powiedzieć, że jestem niewidoma, tym bardziej że nie mieli o tym zielonego pojęcia… 
_________________________________________ 
* Patrycja - to kuzynka Eweliny z poprzedniej części, zdjęcie w bohaterach ( tak jakby ktoś nie pamiętał )  
Dziękuje za wszystkie komentarze i ten masowy bulwers, który niektóre z was urządziły mi na tt. Dla mnie to znaczy wiele, bo pokazuje mi to jak podoba wam się opowiadanie i nie jest takie całkiem do dupy jak uważam ;D 
Czytając wasze komentarze uśmiechałam się jak głupia do monitora, nie wiem czy wiecie ale to opowiadanie już ma prawie ROK! o.O Naprawdę nie wiem kiedy to zleciało, ale wydaje mi się że to będzie najlepszy moment na zakończenie jego :) Proszę nie krzyczcie na mnie, ale pojawi się jeszcze jeden lub dwa rozdziały i epilog... 
PS: Zmieniłam nazwę na tt na @Katy_BooBear_
Pozdrawiam <3 
Katy227

poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział 14 - Kochanie to nie tak jak myślisz



Minęło parę dni od kiedy zamieszkałam u Louisa. Atmosfera między nami była napięta, ale cóż się dziwić jeśli sprawa naszego pocałunku nie do końca została wyjaśniona, jeśli nie w ogóle. Chłopak zaczął znikać mając jakieś dziwne wytłumaczenia, a „pilnować” mnie przychodził często Zayn. Gdy mulat nas odwiedzał dało się od razu wyczuć niechęć Louisa do niego. Z tego co zdołałam wyciągnąć od Harrego to się poważnie pokłócili o mnie, a właściwie o to, że mam zamieszkać z Tomlinsonem, a nie z Malikiem.
Działo się to czego się najbardziej obawiałam, dzieliłam zespół. Paul z dnia na dzień tracił cierpliwość do Louisa. Chłopak całkowicie odseparował się od muzyki. Nie chciał chodzić na żadne próby, wywiady czy gale. Harry oczywiście bronił przyjaciela, żeby wstrzymać się jeszcze trochę i dać Lou trochę czasu na ogarnięcie prywatnych spraw, ale reszta zespołu też zaczęła się niecierpliwić.
Czułam się jak kula u nogi, tylko przeszkadzałam. Chłopcy we wszystkim chcieli mnie wyręczać, ale ja starałam się jakoś żyć. Ale nie raz w moich oczach znajdował się łzy gdy Tom przybiegał do mnie, ze swoim nowo narysowanym rysunkiem i krzyczał podekscytowany „Mama zobacz!”. W takich sytuacjach dusiłam w sobie płacz zbierający się we mnie. Upust swoim emocjom dawałam zawsze w nocy, gdy moczyłam swoją poduszkę swoimi łzami do granic jej możliwości, póki nie przychodził do mnie w końcu wolny od bólu sen. Każdym rankiem przywdziewałam na siebie maskę, że wszystko jest dobrze. Myślałam, że z każdym kolejnym dniem będzie lepiej, ale czułam że moje przygnębienie coraz bardziej mnie ogrania.
Wyszłam z pokoju Toma, który Louis specjalnie dla niego urządził, chłopczyk właśnie spokojnie zasnął, więc i ja mogłam iść do siebie. Szłam z białą laską, którą dostałam w prezencie od chłopaków, starając się aby na nic nie wpaść. W moim już pokoju odłożyłam ją na bok i udałam się do łazienki. Wzięłam gorącą kąpiel, a następnie przebrałam się w pidżamę. Rozczesałam wilgotne włosy i zostawiłam je rozsypane na moich ramionach. Przeszłam z powrotem do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i dłonią starałam się znaleźć przycisk na budziku, który mówił mi która jest aktualnie godzina. Jednak oczywiście zamiast go znaleźć strąciłam szklankę która z głośnym hukiem spadła na ziemię rozsypując się na kawałki.
- Nie.. – jęknęłam żałośnie i ulękłam na kolana starając się pozbierać zbite jej kawałki. Jednak od razu poczułam przeszywając ból w prawej nodze. Do oczu napłynęły mi łzy, ale to nie ból w nodze był ich przyczynom. Tylko jak każdej nocy płacz był spowodowany przez moje kalectwo. Nie potrafiłam tego inaczej nazwać. Nie potrafiłam się pogodzić. Nie potrafiłam normalnie żyć. Nie potrafiłam się podnieść. Klęczałam dalej płacząc jak mała dziewczynka, czułam jak moje kolano moczy ciepła krew, ale teraz nawet ten fizyczny ból był lepszy od tego co działo się we mnie w środku.
- Ewelina? – usłyszałam otwierające się drzwi i ciche pytanie Louisa. Nie odwróciłam się w jego stronę, ale słyszałam jak zapala światło i obchodzi łóżko i zasysa głośno powietrze gdy widzi, że klęczę we szkle. – Nie ruszaj się – mruknął do mnie. Podszedł omijając szkło i wziął mnie delikatnie na ręce. Chłopak posadził mi po drugiej stronie łóżka i zaczął się przyglądać mojej nodze. Chodź bardzo chciałam nadal nie mogłam zapanować nad łzami. Louis przyniósł z łazienki szybko apteczkę; ciepłymi dłońmi ścierał delikatnie krew, która wypłynęła z rany, każdy chodźmy najmniejszy dotyk przyprawiał mnie o dreszcz na całym ciele. Chłopak jednak szybko skończył i przykleił na moją ranę duży opatrunek.
- Gotowe – oznajmił smutno i złożył swoimi wilgotnymi ustami pocałunek na moim czole. Brunet zaczął się krzątać sprzątając kawałki szkła. Ja jednak nie potrafiłam się ruszyć, a łzy nie chciały przestać płynąć. Nigdy nie myślałam, że dojdę do takiego momentu w moim życiu, że przyznam się do tego że nie mam już siły żeby żyć. Nie miałam na tyle siły, żeby uśmiechnąć się sztucznie i powiedzieć, że wszystko jest okej, ja nawet nie chciałam tego robić, nie miałam ochoty na nic. Popadałam w coraz większą depresje, a siły już nie miałam aby z tym walczyć.
- Ewelina­? Coś cię jeszcze boli? – zapytał zaniepokojony Louis przysiadając się na skraju łóżka – Powiedz mi co jest nie tak? – ponowił pytanie chłopak głaszcząc delikatnie, moją dłoń – Powiedz coś. Nie duś w sobie tego… - w tym momencie coś we mnie pękło i przytuliłam się mocno do bruneta, chcąc się poczuć bezpiecznie w jego ramionach.
- Louis pomóż mi, ja już nie daje rady… - wyszeptałam przez łzy.
- Poradzimy sobie. Nie znam silniejszej osoby od ciebie, wiem  że będzie dobrze… - mówił spokojnym głosem, głaszcząc kojąco moje włosy.
- Dlaczego zawsze mnie to musi spotykać? – zapytałam szeptem.
- Nie wiem kochanie, naprawdę nie wiem – odpowiedział słabym głosem chłopak składając za moim czole pocałunek. Schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi, wdychając słodki zapach, żelu pod prysznic którego używał.
- Cudownie pachniesz – mruknęłam zanim mogłam się opanować – Przepraszam – szybko dodałam odsuwając się od chłopaka.
- Nie przepraszaj – szepnął głaszcząc opuszkami palców mój policzek; teraz dopiero zorientowałam się, że przestałam płakać. Ten krótki przelotny dotyk sprawił, że chciałam więcej.
- Pocałuj mnie – poprosiłam słabo, ale chłopakowi nie trzeba było powtarzać drugi raz. Wbił się namiętnie w moje usta, wsadzając rękę w moje włosy, aby mieć mnie bliżej. Ogień, pożądanie i obezwładniające gorąco chłopaka ogarnęło mnie natychmiastowo. Moje serce przyspieszyło do nienaturalnego bicia. Nasze języki toczyły między sobą walkę rozkoszy. Chłopak przeniósł się sprawnie, nie odrywając się od moich ust, nade mnie. Od razu poczułam jak jego rozpalone ciało przygniata mnie przyszpilając do łóżka. Wolną dłonią zaczął sunąć po moim nagim udzie zostawiając po sobie widoczną gęsią skórkę, która jeszcze bardziej rozpaliła chęć dotyku chłopaka. Zanurkowałam swoimi zimnymi dłońmi pod jego cienką koszulkę i od razu poczułam jak chłopak uśmiecha się przy pocałunku.
- Nawet nie wiesz jak długo na to czekałem – wysapał odrywając się od moich ust, sunąc pocałunkami po mojej rozpalonej szyi. Westchnęłam cicho rozkoszując się nim całym. Chłopak pociągnął moją luźną bluzkę ukazując tym samym moje nagie ramię, które natychmiastowo obdarował swoimi gorącymi pocałunkami. Nie wiele myśląc więcej ściągnęłam jego górną część garderoby. Przylegając automatycznie to jego nagiego torsu. Objęłam rękoma jego szerokie, gładkie ramiona chcąc poczuć chłopaka bliżej siebie. Louis powrócił do moich ust łącząc ponownie swoje wilgotne wargi z moimi. Zarzuciłam nogę na biodro chłopaka, tym samym ocierając się o już twardą męskość bruneta. Naprowadziłam Louisa aby dłonią wszedł pod moją koszulkę, przez która prześwitywały moje twarde sutki. Chłopak zaczął krążyć kciukiem wokół mojej brodawki drażniąc ją, przyprawiając mnie o jeszcze większe pożądanie. Nie trudno znaleźć było brzeg, dresowych spodni Lou, który zaczął mnie iście irytować przez co zaczęłam je zsuwać coraz niżej, aby mieć już całego chłopaka dla siebie bez żadnych barier.
- Mamo?- usłyszałam cichutkie pytanie Thomasa, co podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody i natychmiastowo zrzuciłam Louisa z siebie.
- Tak misiu? – zapytałam jak gdyby nie było za mną Tomlinsona podciągającego spodni na swój tyłek.
- Miałem zły sen – odpowiedział chłopczyk - A co tu robi Lou? – zapytał podchodząc do łóżka.
- Też miałem zły sen – oznajmił spiesząc mi z pomocą brunet.
- To mogę też spać z wami? – zapytał już wdrapując się na łóżko.
- Oczywiście – przytaknęłam sadzając do między mnie, a Louisa, przykrywając kołdrą.
- To ja może pójdę do siebie – mruknął brunet już wstając, ale chwyciłam go za rękę.
- Zostań z nami – poprosiłam, chłopak pocałował mnie po raz kolejny w czoło.
- Zostanę i będę was bronić przed potworami – zawołał rycersko łaskocząc Toma. Ja także uśmiechnęłam się do siebie opadając na poduszki, bo wiedziałam, że obroni i mnie przed moimi własnymi ciągle czającymi się w głębi mnie…

Usłyszałam przeraźliwy krzyk, który wyrwał mnie ze snu.
- Louis możesz mi powiedzieć co to ma znaczyć?!
- Eleanor – szepnęłam jednocześnie z chłopakiem.
- Kochanie to nie tak jak myślisz… - zaczął brunet zrywając się z łóżka, a mnie żołądek ścisnął się z gorzkiej zazdrości. „Kochanie?” wczoraj jeszcze mnie tak nazywał.
- Nie ja nie chce nawet tego słuchać, zostań sobie tutaj z tym ślepym kretem – warknęła i wyszła trzaskając drzwiami.
- Eleanor! – zawołał Louis biegnąc za nią – Pozwól mi wytłumaczyć…
- A co tu do tłumaczenia?! Zamieszkała z tobą, bo jej nie stać na mieszkanie i dupy ci dalej w zamian tak?! – krzyczała tak głośno na korytarzu, że usłyszałam wszystkie słowa, nie powiem że nie bolało…
- Nie mów tak o niej, my wcale nie spaliśmy ze sobą! – bronił się Louis.
- Tak teraz mi powiedz, że tylko się zgubiłeś i nie do swojego łóżka trafiłeś – warknęła z sarkazmem dziewczyna.
- Eleonor mówię, że nic nie było, przecież dziecko spało z nami do cholery! – podniósł głos zirytowany chłopak. Na korytarzu nastała cisza, a Thomas pociągnął mnie za rękaw pidżamy.
- Mamo kto to?
- Wybieraj, ja czy ona? – przemówiła w końcu dziewczyna, a ja zignorowałam pytanie chłopca.
- Jak możesz kazać mi wybierać między tobą, a moim synem? – zapytał z niedowierzaniem Louis.
- Nie kazałam ci wyrzekać się syna, masz wybrać ja czy ona! – krzyknęła, a ja nie wytrzymałam zerwałam się z łóżka i zatrzasnęłam drzwi, które Tomlinson zostawił otwarte, wybiegając za El. Nerwowo zakluczyłam je, opierając się o nie płacząc. Nie chciałam słyszeć odpowiedzi na te pytanie. Wiedziałam, że Louis będzie wolał piękną wręcz perfekcyjną brunetkę w każdym calu, a nie mnie „ślepego kreta” jak mnie nazwała. Teraz dopiero zrozumiałam dlaczego chłopak wczoraj mnie pocałował po prostu z litości. Ale nie mogę pozwolić aby odebrał mi syna, jest mój i nie oddam go nikomu.
- Mamo, dlaczego płaczesz? – usłyszałam ciche pytanie Toma.
- Nic się nie dzieje, po prostu wyjeżdżamy – uśmiechnęłam się do niego smutno i zaczęłam pakować swoje walizki.
- Ewelina? – po drugiej stronie drzwi rozległo się ciche pukanie chłopaka.
- Odejdź – jęknęłam starając się nie przerywać trochę, opornie idącego pakowania.
- Otwórz drzwi – poprosił błagalnym tonem, ale ja zacisnęłam wargi nie mogłam tego zrobić to jedynie pogorszy sprawę.
- Powiedziałam odejdź! – warknęłam zgarniając kolejne ubrania z szafy.
- Nie, odejdę póki… - przerwał gdy zadzwonił jego telefon. Na chwilę zastała cisza po drugiej stronie drzwi. Poszłam szybkim krokiem w stronę łazienki zgarniając stamtąd wszystko do kosmetyczki. – Ewelina muszę wyjść na godzinę, poradzisz sobie? – zadał kolejne pytanie brunet za drzwi.
- Tak – odpowiedziałam krótko po czym usłyszałam kroki bruneta na schodach. Godzina wystarczy, aby zniknąć, tylko sama tego nie zrobię, wiedziałam że chłopcy nie zgodzą mi się pomóc, więc musiałam skontaktować się z kimś innym, z kimś kto mnie tu nie chce…



___________________________________________

Mam dla was wiadomość, złą no chyba że macie mnie już dość to dobrą ;P Zbliżamy się już do końca tego opowiadania. Wiem że tej części to dopiero 14 rozdział, ale nie widzę już sensu w ciągnięciu tej historii, jest już coraz mniej czytelników więc z tego co widzę to przynudzam, a nie chce tego dlatego też zrobię to co postanowiłam.  
Teraz do was pytanie szczęśliwe czy smutne zakończenie? Ja skłaniam się ku szczęśliwemu, ale chciałabym poznać wasze opinie piszcie w komentarzach !  
Katy227