poniedziałek, 11 czerwca 2012

Rozdział 18


Spojrzałam na chłopaka, który cały mokry ociekał od deszczu i nagle poczułam jakby moje serce wróciło na swoje miejsce. Louis patrzył na mnie przepraszająco tymi swoimi niebieskimi patrzałkami, a mnie aż po ciele przeszedł przyjemny dreszcz. W tej chwili było jak dawniej tego wieczoru gdy wyznaliśmy sobie miłość. Poczułam właśnie, że moje miejsce jest przy nim, po policzku jednak spłynęła mi jedna łza przypominająca mi o tym całym bólu jaki mi sprawił.
- Ewelina ja chcę cię przeprosić za to wszystko … - zaczął cicho podchodząc do mnie bliżej.
- Ty myślisz, że mnie po prostu przeprosisz i będzie wszystko dobrze tak ? – powiedziałam ironicznie wycierając szybkim ruchem ręki łzy z policzków. Usłyszałam z tyłu jakiś pisk dziewczyny.
- O Boże to Louis Tomlinson ! – krzyknęła i cała grupka innych stojących nie daleko nas ruszyła szybko w naszą stronę.
- O nie – jęknął chłopak – Ewelina ja nie proszę cię o tylko chwilę rozmowy nic więcej … - mówił ale przerwała nam jakaś fanka.
- O Boże mam nadzieją, że wam nie przeszkadzam ale nie mogę uwierzyć, że cię spotkałam mogłam by prosić o autograf bardzo mi na tym zależy …
Nie wiele więcej myśląc ruszyłam w stronę mojego samochodu nie słuchając dalej fanki.
- Ewelina zaczekaj chwilę ! – doszedł mnie krzyk chłopaka
- Louis ja się po prostu obawiam, że my nie mamy już o czym więcej rozmawiać – powiedziałam i wsiadłam szybko do samochodu i odjechałam.
Znów łzy spłynęły mi po policzkach chciałam się po prostu znaleźć w domu, postanowiłam pojechać przedmieściami ponieważ o tej porze w centrum miasta pewnie będę same korki. Starałam opanować mój płacz i zmienić kierunek myśli na coś innego byle tylko nie myśleć o nim. Po pewnej chwili z bardzo dużą prędkością minął mnie czarny samochód. Gdy był już parę metrów przede mną zahamował gwałtownie i ustawił się w poprzek drogi zastawiając całą ulicę. Zahamowałam szybko i zatrąbiłam zirytowana. Z samochodu oczywiście wyłonił się Louis zamurowało mnie, nie miałam pojęcia co powinnam zrobić.
- Wyjdź z samochodu chcę porozmawiać ! – krzyknął w moją stronę, uchyliłam szybę i wystawiłam z niej tylko głowę.
- Mówiłam ci już, że MY nie mamy już o czym rozmawiać i zejdź mi z drogi tym autem – powiedziałam w jego stronę z twarzą nie wyrażającej uczuć.
- Nie odsunę się póki nie porozmawiamy, daj mi tylko dwie minuty – przekonywał uparcie, westchnęłam ale wyszłam z samochodu na deszcz.
- Proszę mów – powiedziałam sarkastycznie w jego stronę.
- Może poszliśmy gdzieś, bo zmokniesz – zaproponował Louis patrząc na mnie z troską.
- Chciałeś rozmawiać to mów co masz do powiedzenia czas ci ucieka – powiedziałam wskazując na zegarek.
- Ewelina ja nie wiem od czego zacząć … ale chciałem żebyś wiedziała że znaczysz dla mnie bardzo wiele, a ten zakład to był pomysł Harrego nie mówię że jestem bez winy bo bez wątpienia w tym uczestniczyłem i to ja … zrobiłem co zrobiłem, ale chcę ci powiedzieć że nie zrobiłem tego dla zakładu ja po prostu się w tobie zakochałem i nie mogę teraz sobie wybaczyć że cię tak skrzywdziłem, nie mogę patrzeć jak cierpisz, bo czuję jakbyś była częścią mnie i wiem że czujesz podobnie. Wiem że może trudno uwierzyć ci w to co teraz mówię, ale wtedy w windzie nie kłamałem i pamiętasz jak ci powiedziałem, że cię kocham i nie masz w to nigdy wątpić to była prawda ja chciałem się wycofać się z tego zakładu ale …
- Ale co ? No proszę dokończ – powiedziałam teraz dopiero patrząc w jego oczy, ale znów poczułam jak łzy spływają po moich policzkach i spuściłam głowę ganiąc się w środku za to że przy nim płaczę chciałam być twarda i nie dać po sobie poznać jak bardzo cierpię.
 Louis podszedł bliżej chwycił mnie za podbródek podnosząc moją głowę do góry zmuszając abym spojrzała mu w oczy. Drugą rękę położył mi na moim policzku wycierając moje słone łzy kciukiem. Gdy poczułam jego dotyk moje ciało jakby znowu zaczęło normalnie funkcjonować jakby wszystko znów było na swoim miejscu.
- Ewelina kocham cię i musisz w to uwierzyć – szepnął cicho, a ja spojrzałam w jego niebieskie oczy które wpatrywały się w moje szukając jakby odpowiedzi w nich której nie mogłam mu udzielić. Zaczął powoli zbliżać swoją twarz do mojej, a moje serce z każdym centymetrem przyspieszało w brzuchu poczułam stado motyli. Oparłam jego czoło o moje.
- Też cię kocham – szepnęłam cicho – ale to jednak niczego nie zmienia – dodałam, szybko odsunęłam się od niego wsiadłam do samochodu, zawróciłam i  odjechałam z wielkim smutkiem nie oglądając się za siebie.

*** Louis***

Zbliżała się już powoli 22 a ja zastanawiałem się ciągle leżąc w łóżku nad słowami Eweliny ... Co miała na myśli mówiąc mi, że nie ma znaczenia jej miłość ? Ale jedno dawało mi otuchy ona wciąż mnie kocha i to dawało mi jeszcze nadzieję. Muszę o nią walczyć i się łatwo bez walki nie poddam. Z rozmyślań w pewnym momencie wyrwał mnie natarczywie dzwoniący telefon. Z oporem wygrzebałem się z łóżka i odebrałam aparat.
– Słucham ? - powiedziałem zachrypłym głosem
- Eee Louis Mikayla z tej strony sorry, że ci przeszkadzam czy coś ale nie ma u ciebie Eweliny ? – zapytała szybko
- Nie a czemu pytasz ? – zapytałem z lekkim zdenerwowaniem w głosie.
- No, bo jeszcze nie wróciła do domu ani nie odbiera telefonu … martwię się o nią … -  mówiła przejęta cała sytuacją
- No muszę ci przyznać że nasza rozmowa nie poszła najlepiej… Myślisz że mogła sobie zrobić coś głupiego ? – zapytałem z niepokojem. 
- Ja nie mam zielonego pojęcia - odpowiedziała łamiącym się głosem. 
- Słuchaj zrobimy tak ja pojadę jej poszukać po mieście może akurat się na nią natknę, a ty siedź w domu i jakby się pojawiła to dzwoń - zaproponowałem już wychodząc z pokoju i ubierając kurtkę po drodze. 
- Ja nie mogę tu tak siedzieć bez czynnie, może powinnam zadzwonić na policję ? 
- Policja tu nic nie da, zaczną ją dopiero szukać 24 godziny po zniknięciu - wyjaśniłem zbiegając po schodach - Posłuchaj jak tylko ją znajdę to do ciebie zadzwonię i ją przywiozę okej ? 
- No dobrze - powiedziała już zrezygnowana - Czekam na telefon - dodała i się rozłączyła.
Szybko chwyciłem kluczyki z komody na dole i ruszyłem do drzwi.
- A ty dokąd ?! – doszedł mnie głos Liama
- Szukać Eweliny – podpowiedziałem na co się zmarszczył brwi – Nie mam czasu tłumaczyć – dodałem w pośpiechu widząc już pytanie na jego twarzy i wyszedłem z domu. Gdy znalazłem się w samochodzie dopiero zacząłem się zastanawiać że tak naprawdę nawet nie wiem gdzie jej szukać. Po chwili zastanowienia ruszyłem w stronę uczelni mając nadzieję że tam gdzieś się zaszyła. Lecz niestety przeszukałem cały kampus ale nie znalazłem jej. Później postanowiłem ruszyć w stronę parku, gdzie ostatnio ją znalazłem gdy straciła mieszkanie, ale niestety i ten trop był błędny. Nie miałem pojęcia gdzie mogłaby być. Po chwili z zamyśleń wyrwał mnie telefon okazało się, że to Mikayla.
- Wróciła do domu ? – spytałem z nadzieją zamiast przywitania.
- Nie ale dodzwoniłam się do niej …
- To gdzie jest ? – przerwałem jej zdenerwowany
- Nie wiem dokładnie, bełkotała coś bez sensu pijana była …
- Ale powiedziała coś co by mogło jakoś naprowadzić na to gdzie jest ? – zapytałem
- Mówiła coś o jakimś centrum handlowym … i Big Benie … ale nie wywnioskowałam z tego nic sensownego … - zastanowiłem się przez chwile nad jej słowami bo co ma piernik do wiatraka… gdzie Big Ben a gdzie jakieś centrum handlowe …
- Nic mi to nie mówi … może wspomniała o czymś jeszcze ? – zapytałem raz jeszcze
- Nie wiem …. Twoje imię tam jej się przewinęło i jakieś zakupy … naprawdę nie wiem co jeszcze mogę ci powiedzieć … - po tych słowa przyszło tylko jeszcze więcej pytań. Przecież nigdy z nią nie byłem pod Big Benem, a na zakupach byliśmy tylko raz po sukienkę na urodziny Paula … I nagle olśnienie aż walnąłem się otwartą ręką w czoło.
- Wiem gdzie ona jest – oznajmiłem do słuchawki – Za najdłużej 30 minut będę u ciebie z Eweliną – dodałem i się rozłączyłem.
Szybko ruszyłem samochodem z piskiem opon. Miałem nadzieję że wpadłem na właściwi trop i dziewczyna będzie w barze który nazywa się właśnie Big Ben. Byliśmy tam po zakupach na drinku, bo bar znajduję się niedaleko właśnie centrum.
Po 10 minutach byłem na miejscu. Zaparkowałem i wypadłem z auta jak oparzony. Wszedłem do środka i zacząłem się rozglądać wokół gdy dostrzegłem Ewelinę siedzącą przy barze odetchnąłem z ulgą.  Podszedłem do niej powoli.
- Ewelina ? – zacząłem niepewnie, a ona obróciła się w moją stronę z szerokim uśmiechem.
- L.. oui – wyjąkała śmiejąc się, było znacznie gorzej z nią niż myślałem.
- Louis Tomlinson ? – usłyszałem kobiecy głosy więc podniosłem głowę ujrzałem może z 25-letnią barmankę – No nie sądziłam, że ta mała pijaczka może mówić prawdę o tobie. Ale muszę ci przyznać nie ładnie się zachowałeś – postanowiłem zignorować kobietę.
- Ewelina zbieraj się zbiorę cię do domu – zwróciłem się do brunetki.
- Ale ja… ja mam swoje auto ssama trafię – jąkała się i znów opróżniła jednym ruchem kieliszek czystej.
- Jeszcze jeden – powiedziała w stronę barmanki
- O nie, nie pani już jej nie leję – zaprotestowałem zakrywając kieliszek ręką.
- Hej ! – zawołała z urażoną miną dziecka Ewelina
- Wystarczy ci ty już na oczy nie widzisz – powiedziałem na co prychnęła
- No to ile palców widzisz – zamachałem jej trzema palcami przed oczami.
- eee.. podchwytliwe pytanie – mruknęła wytężając oczy, na co barmanka parsknęła śmiechem.
- Zabawna ta twoja mała – stwierdziła – Ale jeszcze rachunek ci zostawiła – dodała po chwili kobieta, na co wyciągnąłem portfel i wyciągnąłem z niego 200 £ i położyłem na blacie.
- To rachunek powinno pokryć, a reszta dla pani i nigdy nas tu pani nie widziała ok. ?
- Ma się rozumieć – odpowiedziała z uśmiechem. Wolałem szczerze jurto w gazecie nie oglądać mnie i Eweliny w takim stanie.
- Wstawaj – mruknąłem w stronę dziewczyny, a ta podniosła się z krzesła i stała na mocno rozstawionych nogach, a gdy tylko zrobiła krok od razu się chwiała. Westchnąłem i wziąłem dziewczynę pod ramię. Wyszliśmy chwiejnie z baru i udaliśmy się na parking. Podszedłem ze strony pasażera i otworzyłem Ewelinie drzwi.
- Coś mi nie dobrze – mruknęła trzymając się za brzuch
- Cze… - zacząłem ale przerwałem widząc dziewczynę wymiotującą na koło mojego samochodu. Skrzywiłem się lekko ale podszedłem do Eweliny i przytrzymałem jej opadające włosy. 
- Chyba już – jęknęła prostując się
- Poczekaj mam butelkę wody w bagażniku – powiedziałem i ruszyłem ku schowku, wróciłem szybko wręczając butelkę brunetce.
- Dzięki – mruknęła wypiła trochę i wypłukała usta.
- Ja.. ja cię przepraszam obrzygałam ci auto i…i… boże jaka ja jestem beznadziejna – mówiła lecz na koniec głos jej się załamał i wybuchła płaczem – Ja nie chciałam … - chlipnęła, podszedłem do niej i mocno ją do siebie przytuliłem.
- Cii… nie szkodzi – szeptałem jej do ucha głaszcząc ją po plecach.
Po chwili dziewczyna podniosła głowę i pocałowała mnie znienacka wbijając się w moje usta. Poczułem od razu ciepło w sercu i wewnętrzną radość z tego pocałunku chciałem żeby trwał ale bezpiecznie i delikatnie odkleiłem się od dziewczyny.
- To nie jest dobry moment, jurto będziesz tego żałowała – powiedziałem patrząc w jej piękne niebieskie oczy teraz otępiałe przez alkohol.
- Ale ja chcę – jęknęła wkładając mi ręce we włosy i przyciągając mnie bliżej.
- Nie, nie chcesz – odpowiedziałem jej przytrzymując ją za nadgarstki – wsiadaj do samochodu – dodałem po czym bez żadnych już dyskusji wsiadła do środka.
Po drodze dziewczyna zasnęła. Na miejscu wyciągnąłem ją delikatnie z samochodu i na rękach zaniosłem ją pod mieszkanie Mikayli. Przyjaciółka Eweliny otworzyła mi drzwi z wyraźną ulgą. Opowiedziałem jej mniej więcej całą historię co z uwagą słuchała.
- Jutro mało co będzie pewnie pamiętać – mruknęła Mikayla patrząc na śpiącą dziewczynę.
- Wiesz po takiej ilości alkoholu to i tak się dziwię, że na nogach umiała jeszcze ustać – odpowiedziałem jej.
- Dziękuję ci Louis za wszystko …
- Nie masz za co dziękować – przerwałem jej – ale mam małą do ciebie prośbę …
- Jaką ? – zapytała szybko Mikayla.  
*** 
I jest rozdział 18 !
Jak się podoba ? 
Wiem, że strasznie dużo jest Eweliny i Louisa a chłopców to mało co, ale ale to się zmieni gdyż niedługo wprowadzam nowych bohaterów których już możecie zobaczyć na zakładce "Bohaterowie". Mam nadzieję że nowe wątki wam się spodobają :P 
A teraz WIELKIE PODZIĘKOWANIA DLA MOICH 40 OBSERWATORÓW kocham was wszystkich <3 i dzięki wielkie także za wszystkie wejścia które powoli zmierzają do 10 000 ! W ramach podziękowań rozdział dłuższy i dzień wcześniej xD ( chodź i tak pewnie większość jutro przeszyta :P ) 
PS: Przepraszam za wszystkie błędy 
Katy227

wtorek, 5 czerwca 2012

Rozdział 17


*** Mikayla ***
 Minoł tydzień odkąd jest u mnie Ewelina. Nie wiem nawet co dokładnie się stało nie chce o tym mówić. Ona w ogóle nie chce nic mówić, jeść, pić czy po prostu wstać z łóżka. Nie wiem jak bardzo i jak głęboko Louis ją skrzywdził, ale takiej jej nigdy nie widziałam. Zaczynałam coraz bardziej się o nią martwić. Prawie nic nie jadła chyba, że ją do tego zmuszałam. Cały jej dzień składał się z płaczu, spania lub po prostu pustym gapieniem się w sufit. Próbowałam ją wyciągnąć z łóżka, ale albo mnie ignorowała i udawała, że śpi albo szła do łazienki i na tym kończyła się jej podróż. Na wykłady nie chodziła nawet w moje notatki nie miała ochoty zaglądać. W nocy ciągle miała niespokojny sen z którego budziła się z krzykiem po którym ciągle płakała przez resztę nocy. Nie wiedziałam co mogę jeszcze dla niej zrobić chociaż bardzo chciałam jej pomóc.
- Ewelina – weszłam cicho do pokoju i przysiadłam na łóżku – Tak dłużej być nie może, nie powinnaś tak tym się przejmować trzeba iść dalej – mówiłam ale jak zwykle zero reakcji.
- Martwię się o ciebie – znów zaczęłam ale znowu bez powodzenia
- Do jasnej cholery Ewelina ! Wyłaź z tego wyra ! – wrzasnęłam tracąc cierpliwość. W końcu zaszczyciła mnie swoim smutnym spojrzeniem.
- Nie mam się w co ubrać – mruknęła tylko – Wszystkie rzeczy są u … niego – skończyła załamanym głosem.
- To ja pójdę po te rzeczy – zaproponowałam
- Jak chcesz – mruknęła obojętnie i obróciła się w drugą stronę.
To była najdłuższa rozmowa jaką z nią przeprowadziłam od prawie tygodnia.
Postanowiłam wziąć jej klucze od domu chłopaków i ruszyłam samochodem. Miałam tylko nadzieją, że nie spotkam chłopców w środku. Po 15 minutach byłam pod willą otworzyłam kluczem drzwi. Weszłam do środka i rozejrzałam się.
- Mikayla ? – usłyszałam niepewny męski głos za sobą okazało się, że to Liam.
- Przyszłam po rzeczy Eweliny – wyjaśniłam – Dała mi klucze – dodałam pokazując je.
- A jasne, pokazać ci jej pokój ? – zapytał
- Byłabym wdzięczna – odpowiedziałam uśmiechając się i ruszyliśmy schodami na górę.
- Jak ona się trzyma ? – zapytał cicho
- Nie powiedziałabym, że się trzyma. Martwię się o nią całkowicie się załamała …
- Z chłopcami nie lepiej – oznajmił ponuro na co zmarszczyłam brwi ze zdziwieniem.
- Dlatego tu jestem – wyjaśnił – Louis obwinia Harrego za tą całą sytuacją, pobili się nawet, a jest coraz gorzej. Lou nie chce chodzić na wywiady ani na próby chociaż śpiewanie zawsze dawało mu radość i chociaż krótkie oderwanie od rzeczywistości, a teraz mało w ogóle co wychodzi z pokoju.
- Myślisz, że on ją kocha ? – zapytałam chłopaka
- Szczerze ja sam nie wiem co to dokładnie miłość jakoś nie miałem szczęścia czegoś takiego poczuć, ale widać że dla Louisa Ewelina znaczyła o wiele więcej niż tylko ten zakład, a teraz nie umie sobie wybaczyć, że tak ją skrzywdził i jej przy nim nie ma – odpowiedział posyłając mi na koniec słaby uśmiech. 
- To tu - wskazał na drzwi.
Weszliśmy do pokoju rozejrzałam się i zobaczyłam walizkę w koncie, wzięłam położyłam ją na łóżku i zmierzałam ku szafie.
- Co tu robicie ? – usłyszałam oburzony głos Louisa.
- Mikayla przyszła po rzeczy Eweliny – wyjaśnił Liam.
- Co ?! – jęknął brunet załamanym głosem i spojrzałam na niego. Był blady, a na jego twarzy odznaczał się tylko wielki ale już żółknący siniak który zakrywał prawie cały jego policzek. Popatrzyłam w jego zaszklone, bez życia oczy i aż ścisnęło mnie w środku od tego widoku.
- Nie możecie mi jej zabrać – jęknął załamanym głosem i sunął się po ścianie – Nie możecie – znów szepnął cicho i ukrył twarz w dłoniach. Chciałam podejść do chłopaka i go jakoś pocieszyć, ale nie mogłam to Ewelina była moją przyjaciółką i to jej muszę pomóc, wróciłam więc do pakowania. Rzeczy zgarnęłam szybko z półek i wkładałam do walizki. Po paru minutach byłam gotowa.
- Jeżeli coś jeszcze zostało to zadzwońcie lub po prostu wyrzucie – powiedziałam zamykając walizkę.
- Pomogę co ją znieść – zaoferował się Liam i wziął wielką torbę i ruszył ku schodom już miałam za nim ruszyć kiedy Louis cicho się odezwał.
- Możemy chwilę porozmawiać – powiedział zachrypniętym głosem, podniósł się z ziemi i otarł ręką szybko swoje mokre policzki.
- O co chodzi ? – zapytałam po chwili
- Jak ona się czuje ? – zapytał niepewnie.
- Ledwo się trzyma – odpowiedziałam tylko a smutek w oczach bruneta jeszcze bardziej się pogłębił.
- Kochasz ją ? – zapytałam nagle na co chłopak gwałtownie podniósł wzrok na mnie.
- Oczywiście – odparł hardo
- To walcz o nią. Nie mogę już patrzeć na was jak oboje siebie krzywdzicie.
- Ale jak mam o nią walczyć ? Ona nie odbiera moich telefonów nie chce się ze mną widzieć i pewnie nienawidzi mnie …
- Ona cię kocha idioto ! – krzyknęłam w tego stronę już trochę zirytowana – Jutro będzie na uczelni ja już to załatwię, ale reszta należy do ciebie – dodałam już spokojniej.
- Jeżeli nie będzie chciał ze mną rozmawiać ? – zapytał smutno
- Człowieku trochę inwencji twórczej.   Nic samo do ciebie nie przyjdzie. Zepsułeś to napraw.
- Dziękuje – powiedział już pewniej.
- Jeszcze mi nie dziękuj, ale pamiętaj nie licz na to, że z dnia na dzień ci wybaczy – dodałam jeszcze ostrzegawczo w stronę bruneta.
- Postaram się – odpowiedział mi i po raz pierwszy dzisiaj zagościł na jego twarzy szeroki uśmiech.  
*** Ewelina ***
Ból uczucie które było ze mną nie ustająco od tygodnia. Nie potrafiłam się pozbierać, ciągły ból przypominał mi o mojej krzywdzie, ale przynajmniej mówił mi o tym że jeszcze żyję.
 Siedziałam właśnie na malutkim balkonie wpatrzona w samotny w ciągu pełni księżyc. Tak bardzo przypominał mi szczęśliwe chwile które spędzałam w swoim domu w Polsce wpatrując się w niego oczarowana. Lecz niestety trzask drzwi wejściowych z powrotem sprowadziły mnie na ziemię. Znów moje myśli powędrowały ku niemu i znów poczułam przeszywając całe moje ciało ból, utrudniając mi oddychanie. Czułam się jak po jakimś kilku kilometrowym biegu, nie mogłam złapać oddechu i czułam jak bym miała płuca wypluć. Po policzkach znów pociekły mi gęste łzy. Objęłam ramionami kolana przysuwając je bardziej do siebie chcąc złagodzić jakoś ból który nie ustanie ze mną był. W ciąż powtarzałam w sobie pytanie czemu musiałam się w nim zakochać ? Starałam się o nim zapomnieć ale moje złamane serce nie dawało mi na to chociaż szansy. Ciągle widziałam przed sobą te jego piękne, świecące się z podniecenia oczy. Ciągle widziałam jego uśmiech który powalał mnie na kolana za każdym razem. I ciągle słyszałam jego melodyjny śmiech w który zawsze przywoływał na mojej twarzy uśmiech. Łzy po moich policzkach zaczęły jeszcze intensywniej lecieć i nie mogłam nad nimi zapanować.
- Ewelina ?! – usłyszałam zaniepokojony głos mojej przyjaciółki z sypialni. Po chwili zajrzała też i na balkon i gdy tylko mnie zobaczyła od razu napięcie zniknęło z jej twarzy. Spojrzałam w jej oczy przez łzy.
-  Mikayla ja nie dam rady … ja nie dam już więcej rady – chlipnęłam cicho.
- Dasz radę – powiedziała twardo i mnie mocno przytuliła do siebie – Razem damy - dodała szeptem.
*
Rano obudził mnie drażniący głos Mikayli.
- Wstajemy ! – zawołała radośnie 
- Nie ma mnie – mruknęłam tylko i przykryłam głową kołdrą.
- O nie dzisiaj mnie tak łatwo nie spławisz, idziesz na uczelnie – oznajmiła ciągnąc róg kołdry którą zawzięcie nie chciałam puścić.
- Nigdzie nie idę – powiedziałam zrzędliwie
- Wyjdź dobrowolnie albo użyję siły – zagroziła na co tylko prychnęłam – Sama tego chciałaś – dodała i szybkim ruchem zrzuciła mnie na ziemię zanim zdążyłam się zorientować jakie miała zamiary.
- Oszalałaś ?! – krzyknęłam oburzona pocierając bolący tyłek.
- W końcu się obudziłaś – powiedziała tryumfalnie – A teraz marsz do łazienki i za dwadzieścia minut widzę cię na śniadaniu – dodała z głupkowatym uśmiechem. Popatrzyłam jeszcze tęsknie na łóżko.
- Nawet o tym nie myśl – ostrzegła mnie brunetka widząc moje spojrzenie, przewróciłam tylko oczami ale udałam się posłusznie w stronę łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się ciepło bo za oknem oczywiście padał deszcz. Zrobiłam szybki makijaż starając się przede wszystkim ukryć moje wory pod oczami i ruszyłam na śniadanie. Zjadłam miseczkę płatków i ruszyłam na uczelnie, starając się nie myśleć o chłopaku. I rzeczywiście udawało mi się to pogrążając się w wykładach. Uświadomiłam sobie jedno że jak bezczynnie siedziałam tylko jeszcze bardziej rozmyślałam o nim i jeszcze bardziej sama siebie nieświadomie krzywdziłam. W samych wykładach miałam niesamowite zaległości przez które nie nadążałam za wykładowcą. Po paru godzinach w końcu skończyłam z nauką na dziś i nie pozostało mi nic innego jak udać się do mieszkania Mikayli.
Otworzyłam mój czarny parasol i ruszyłam po długich schodach na parking. Szukałam uporczywie klucz z samochodu jedną ręką w torebce. W końcu przy samym już samochodzie uśmiechnęłam się tryumfalnie znajdując je. Podniosłam wzrok do góry i napotkałam na swojej drodze niebieskie oczy, moje serce momentalnie przyspieszyło, a uśmiech zszedł z twarzy. Z wrażenia z rąk wypadła mi torebka. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Przede mną nie stał nikt inny jak Louis z wielkim bukietem moich ulubionych, białych róż.  
*** 
Jak myślicie co zrobi Ewelina ? Wybaczy Louisowi ? 
Nie wiem czy nie przesadziłam trochę z tą depresją Eweliny ale tą opinię pozostawiam wam :P 
Chcę wam bardzo ale to BARDZO podziękować za wasze komentarze pod 16 rozdziałem naprawdę nie spodziewałam się normalnie zawał na miejscu miałam  KOCHAM WAS <3 
Jutro mam komers więc życzcie mi dobrej zabawy no i do następnego wtorku :P  
PS: zapraszam na nową ankietę chcę zobaczyć ile was jest :D
Katy227