poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział 14 - Kochanie to nie tak jak myślisz



Minęło parę dni od kiedy zamieszkałam u Louisa. Atmosfera między nami była napięta, ale cóż się dziwić jeśli sprawa naszego pocałunku nie do końca została wyjaśniona, jeśli nie w ogóle. Chłopak zaczął znikać mając jakieś dziwne wytłumaczenia, a „pilnować” mnie przychodził często Zayn. Gdy mulat nas odwiedzał dało się od razu wyczuć niechęć Louisa do niego. Z tego co zdołałam wyciągnąć od Harrego to się poważnie pokłócili o mnie, a właściwie o to, że mam zamieszkać z Tomlinsonem, a nie z Malikiem.
Działo się to czego się najbardziej obawiałam, dzieliłam zespół. Paul z dnia na dzień tracił cierpliwość do Louisa. Chłopak całkowicie odseparował się od muzyki. Nie chciał chodzić na żadne próby, wywiady czy gale. Harry oczywiście bronił przyjaciela, żeby wstrzymać się jeszcze trochę i dać Lou trochę czasu na ogarnięcie prywatnych spraw, ale reszta zespołu też zaczęła się niecierpliwić.
Czułam się jak kula u nogi, tylko przeszkadzałam. Chłopcy we wszystkim chcieli mnie wyręczać, ale ja starałam się jakoś żyć. Ale nie raz w moich oczach znajdował się łzy gdy Tom przybiegał do mnie, ze swoim nowo narysowanym rysunkiem i krzyczał podekscytowany „Mama zobacz!”. W takich sytuacjach dusiłam w sobie płacz zbierający się we mnie. Upust swoim emocjom dawałam zawsze w nocy, gdy moczyłam swoją poduszkę swoimi łzami do granic jej możliwości, póki nie przychodził do mnie w końcu wolny od bólu sen. Każdym rankiem przywdziewałam na siebie maskę, że wszystko jest dobrze. Myślałam, że z każdym kolejnym dniem będzie lepiej, ale czułam że moje przygnębienie coraz bardziej mnie ogrania.
Wyszłam z pokoju Toma, który Louis specjalnie dla niego urządził, chłopczyk właśnie spokojnie zasnął, więc i ja mogłam iść do siebie. Szłam z białą laską, którą dostałam w prezencie od chłopaków, starając się aby na nic nie wpaść. W moim już pokoju odłożyłam ją na bok i udałam się do łazienki. Wzięłam gorącą kąpiel, a następnie przebrałam się w pidżamę. Rozczesałam wilgotne włosy i zostawiłam je rozsypane na moich ramionach. Przeszłam z powrotem do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i dłonią starałam się znaleźć przycisk na budziku, który mówił mi która jest aktualnie godzina. Jednak oczywiście zamiast go znaleźć strąciłam szklankę która z głośnym hukiem spadła na ziemię rozsypując się na kawałki.
- Nie.. – jęknęłam żałośnie i ulękłam na kolana starając się pozbierać zbite jej kawałki. Jednak od razu poczułam przeszywając ból w prawej nodze. Do oczu napłynęły mi łzy, ale to nie ból w nodze był ich przyczynom. Tylko jak każdej nocy płacz był spowodowany przez moje kalectwo. Nie potrafiłam tego inaczej nazwać. Nie potrafiłam się pogodzić. Nie potrafiłam normalnie żyć. Nie potrafiłam się podnieść. Klęczałam dalej płacząc jak mała dziewczynka, czułam jak moje kolano moczy ciepła krew, ale teraz nawet ten fizyczny ból był lepszy od tego co działo się we mnie w środku.
- Ewelina? – usłyszałam otwierające się drzwi i ciche pytanie Louisa. Nie odwróciłam się w jego stronę, ale słyszałam jak zapala światło i obchodzi łóżko i zasysa głośno powietrze gdy widzi, że klęczę we szkle. – Nie ruszaj się – mruknął do mnie. Podszedł omijając szkło i wziął mnie delikatnie na ręce. Chłopak posadził mi po drugiej stronie łóżka i zaczął się przyglądać mojej nodze. Chodź bardzo chciałam nadal nie mogłam zapanować nad łzami. Louis przyniósł z łazienki szybko apteczkę; ciepłymi dłońmi ścierał delikatnie krew, która wypłynęła z rany, każdy chodźmy najmniejszy dotyk przyprawiał mnie o dreszcz na całym ciele. Chłopak jednak szybko skończył i przykleił na moją ranę duży opatrunek.
- Gotowe – oznajmił smutno i złożył swoimi wilgotnymi ustami pocałunek na moim czole. Brunet zaczął się krzątać sprzątając kawałki szkła. Ja jednak nie potrafiłam się ruszyć, a łzy nie chciały przestać płynąć. Nigdy nie myślałam, że dojdę do takiego momentu w moim życiu, że przyznam się do tego że nie mam już siły żeby żyć. Nie miałam na tyle siły, żeby uśmiechnąć się sztucznie i powiedzieć, że wszystko jest okej, ja nawet nie chciałam tego robić, nie miałam ochoty na nic. Popadałam w coraz większą depresje, a siły już nie miałam aby z tym walczyć.
- Ewelina­? Coś cię jeszcze boli? – zapytał zaniepokojony Louis przysiadając się na skraju łóżka – Powiedz mi co jest nie tak? – ponowił pytanie chłopak głaszcząc delikatnie, moją dłoń – Powiedz coś. Nie duś w sobie tego… - w tym momencie coś we mnie pękło i przytuliłam się mocno do bruneta, chcąc się poczuć bezpiecznie w jego ramionach.
- Louis pomóż mi, ja już nie daje rady… - wyszeptałam przez łzy.
- Poradzimy sobie. Nie znam silniejszej osoby od ciebie, wiem  że będzie dobrze… - mówił spokojnym głosem, głaszcząc kojąco moje włosy.
- Dlaczego zawsze mnie to musi spotykać? – zapytałam szeptem.
- Nie wiem kochanie, naprawdę nie wiem – odpowiedział słabym głosem chłopak składając za moim czole pocałunek. Schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi, wdychając słodki zapach, żelu pod prysznic którego używał.
- Cudownie pachniesz – mruknęłam zanim mogłam się opanować – Przepraszam – szybko dodałam odsuwając się od chłopaka.
- Nie przepraszaj – szepnął głaszcząc opuszkami palców mój policzek; teraz dopiero zorientowałam się, że przestałam płakać. Ten krótki przelotny dotyk sprawił, że chciałam więcej.
- Pocałuj mnie – poprosiłam słabo, ale chłopakowi nie trzeba było powtarzać drugi raz. Wbił się namiętnie w moje usta, wsadzając rękę w moje włosy, aby mieć mnie bliżej. Ogień, pożądanie i obezwładniające gorąco chłopaka ogarnęło mnie natychmiastowo. Moje serce przyspieszyło do nienaturalnego bicia. Nasze języki toczyły między sobą walkę rozkoszy. Chłopak przeniósł się sprawnie, nie odrywając się od moich ust, nade mnie. Od razu poczułam jak jego rozpalone ciało przygniata mnie przyszpilając do łóżka. Wolną dłonią zaczął sunąć po moim nagim udzie zostawiając po sobie widoczną gęsią skórkę, która jeszcze bardziej rozpaliła chęć dotyku chłopaka. Zanurkowałam swoimi zimnymi dłońmi pod jego cienką koszulkę i od razu poczułam jak chłopak uśmiecha się przy pocałunku.
- Nawet nie wiesz jak długo na to czekałem – wysapał odrywając się od moich ust, sunąc pocałunkami po mojej rozpalonej szyi. Westchnęłam cicho rozkoszując się nim całym. Chłopak pociągnął moją luźną bluzkę ukazując tym samym moje nagie ramię, które natychmiastowo obdarował swoimi gorącymi pocałunkami. Nie wiele myśląc więcej ściągnęłam jego górną część garderoby. Przylegając automatycznie to jego nagiego torsu. Objęłam rękoma jego szerokie, gładkie ramiona chcąc poczuć chłopaka bliżej siebie. Louis powrócił do moich ust łącząc ponownie swoje wilgotne wargi z moimi. Zarzuciłam nogę na biodro chłopaka, tym samym ocierając się o już twardą męskość bruneta. Naprowadziłam Louisa aby dłonią wszedł pod moją koszulkę, przez która prześwitywały moje twarde sutki. Chłopak zaczął krążyć kciukiem wokół mojej brodawki drażniąc ją, przyprawiając mnie o jeszcze większe pożądanie. Nie trudno znaleźć było brzeg, dresowych spodni Lou, który zaczął mnie iście irytować przez co zaczęłam je zsuwać coraz niżej, aby mieć już całego chłopaka dla siebie bez żadnych barier.
- Mamo?- usłyszałam cichutkie pytanie Thomasa, co podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody i natychmiastowo zrzuciłam Louisa z siebie.
- Tak misiu? – zapytałam jak gdyby nie było za mną Tomlinsona podciągającego spodni na swój tyłek.
- Miałem zły sen – odpowiedział chłopczyk - A co tu robi Lou? – zapytał podchodząc do łóżka.
- Też miałem zły sen – oznajmił spiesząc mi z pomocą brunet.
- To mogę też spać z wami? – zapytał już wdrapując się na łóżko.
- Oczywiście – przytaknęłam sadzając do między mnie, a Louisa, przykrywając kołdrą.
- To ja może pójdę do siebie – mruknął brunet już wstając, ale chwyciłam go za rękę.
- Zostań z nami – poprosiłam, chłopak pocałował mnie po raz kolejny w czoło.
- Zostanę i będę was bronić przed potworami – zawołał rycersko łaskocząc Toma. Ja także uśmiechnęłam się do siebie opadając na poduszki, bo wiedziałam, że obroni i mnie przed moimi własnymi ciągle czającymi się w głębi mnie…

Usłyszałam przeraźliwy krzyk, który wyrwał mnie ze snu.
- Louis możesz mi powiedzieć co to ma znaczyć?!
- Eleanor – szepnęłam jednocześnie z chłopakiem.
- Kochanie to nie tak jak myślisz… - zaczął brunet zrywając się z łóżka, a mnie żołądek ścisnął się z gorzkiej zazdrości. „Kochanie?” wczoraj jeszcze mnie tak nazywał.
- Nie ja nie chce nawet tego słuchać, zostań sobie tutaj z tym ślepym kretem – warknęła i wyszła trzaskając drzwiami.
- Eleanor! – zawołał Louis biegnąc za nią – Pozwól mi wytłumaczyć…
- A co tu do tłumaczenia?! Zamieszkała z tobą, bo jej nie stać na mieszkanie i dupy ci dalej w zamian tak?! – krzyczała tak głośno na korytarzu, że usłyszałam wszystkie słowa, nie powiem że nie bolało…
- Nie mów tak o niej, my wcale nie spaliśmy ze sobą! – bronił się Louis.
- Tak teraz mi powiedz, że tylko się zgubiłeś i nie do swojego łóżka trafiłeś – warknęła z sarkazmem dziewczyna.
- Eleonor mówię, że nic nie było, przecież dziecko spało z nami do cholery! – podniósł głos zirytowany chłopak. Na korytarzu nastała cisza, a Thomas pociągnął mnie za rękaw pidżamy.
- Mamo kto to?
- Wybieraj, ja czy ona? – przemówiła w końcu dziewczyna, a ja zignorowałam pytanie chłopca.
- Jak możesz kazać mi wybierać między tobą, a moim synem? – zapytał z niedowierzaniem Louis.
- Nie kazałam ci wyrzekać się syna, masz wybrać ja czy ona! – krzyknęła, a ja nie wytrzymałam zerwałam się z łóżka i zatrzasnęłam drzwi, które Tomlinson zostawił otwarte, wybiegając za El. Nerwowo zakluczyłam je, opierając się o nie płacząc. Nie chciałam słyszeć odpowiedzi na te pytanie. Wiedziałam, że Louis będzie wolał piękną wręcz perfekcyjną brunetkę w każdym calu, a nie mnie „ślepego kreta” jak mnie nazwała. Teraz dopiero zrozumiałam dlaczego chłopak wczoraj mnie pocałował po prostu z litości. Ale nie mogę pozwolić aby odebrał mi syna, jest mój i nie oddam go nikomu.
- Mamo, dlaczego płaczesz? – usłyszałam ciche pytanie Toma.
- Nic się nie dzieje, po prostu wyjeżdżamy – uśmiechnęłam się do niego smutno i zaczęłam pakować swoje walizki.
- Ewelina? – po drugiej stronie drzwi rozległo się ciche pukanie chłopaka.
- Odejdź – jęknęłam starając się nie przerywać trochę, opornie idącego pakowania.
- Otwórz drzwi – poprosił błagalnym tonem, ale ja zacisnęłam wargi nie mogłam tego zrobić to jedynie pogorszy sprawę.
- Powiedziałam odejdź! – warknęłam zgarniając kolejne ubrania z szafy.
- Nie, odejdę póki… - przerwał gdy zadzwonił jego telefon. Na chwilę zastała cisza po drugiej stronie drzwi. Poszłam szybkim krokiem w stronę łazienki zgarniając stamtąd wszystko do kosmetyczki. – Ewelina muszę wyjść na godzinę, poradzisz sobie? – zadał kolejne pytanie brunet za drzwi.
- Tak – odpowiedziałam krótko po czym usłyszałam kroki bruneta na schodach. Godzina wystarczy, aby zniknąć, tylko sama tego nie zrobię, wiedziałam że chłopcy nie zgodzą mi się pomóc, więc musiałam skontaktować się z kimś innym, z kimś kto mnie tu nie chce…



___________________________________________

Mam dla was wiadomość, złą no chyba że macie mnie już dość to dobrą ;P Zbliżamy się już do końca tego opowiadania. Wiem że tej części to dopiero 14 rozdział, ale nie widzę już sensu w ciągnięciu tej historii, jest już coraz mniej czytelników więc z tego co widzę to przynudzam, a nie chce tego dlatego też zrobię to co postanowiłam.  
Teraz do was pytanie szczęśliwe czy smutne zakończenie? Ja skłaniam się ku szczęśliwemu, ale chciałabym poznać wasze opinie piszcie w komentarzach !  
Katy227 

poniedziałek, 18 lutego 2013

Rozdział 13 - Powinnam wrócić do Polski



Wokół mnie panowała pustaka. Nie wiedziałam, który dzisiaj jest, nawet czy jest właśnie dzień czy noc. A najgorsze było w tym właśnie, że nie obchodziło mnie to, czułam się jakbym umarła, życie się dla mnie skończyło. Nigdy nie będę taka jak kiedyś, zawsze będę zdana na łaskę innych. Jedyne co trzymało mnie od rzucenia się ciemną otchłań załamania, był Thomas. Dla niego gdy przychodził z własnej sali by mnie odwiedzić przybierałam na twarz ten sztuczną maskę podtytułem „Wszystko będzie dobrze”. Sama nie wiem jak on sam, radził się w tej szpitalnej rzeczywistości skoro nawet ja nie potrafię. Tak bardzo chciałam, aby cierpienia Toma się skończyły, żeby chodź trochę z nich ja mogłam wziąć, aby jemu było lżej. Prawda niestety była taka, że nie radzę sobie z bólem, mimo że tak bardzo chciałam by on przeszedł na mnie, nie potrafię.
Nie mogę się pogodzić, że nie będę widzieć jak mój synek się zmienia, jak z chłopczyka zmieni się w nastolatka, a później w mężczyznę. Jak mam zaakceptować to, że nie widzę, skoro tak wiele mi odbiera?
- Ewelina? – z otępienia wyrwał mnie głos Louisa – Przyniosłem ci ubrania… - chodź słyszałam co do mnie mówił nie reagowałam siedziałam dalej bez ruchu, często tak robiłam, nie miała ochoty aby rozmawiać. Za bardzo się bałam, że jeśli to zrobię złamię się, wszystkie moje emocje ze mnie wypłyną i nie będę miała siły się podnieść.
- Pomóc ci się ubrać? – zapytał lekko zakłopotany brunet.
- Nie – odpowiedziałam kłódko zachrypłym głosem, nie chciałam tak nisko upaść żeby nawet w tym musiałby mi pomagać.
- Ewelina posłuchaj… - zaczął niepewnie chodząc w tę i z powrotem, piszcząc trampkami to podłodze – Myślałem długo nad tym i postanowiłem… czy raczej chciałem ci zaproponować abyś zamieszkała ze mną razem z Tomem. – gdy skończył przystanął, mimo że tego nie widziałam to czułam jego wyczekujący wzrok na mnie.
- Czemu to robisz? – zapytałam, a chłopak lekko się zmieszał, nic w tym dziwnego skoro jak do tej pory tylko przytakiwałam, a to było najdłuższe zdanie jakie wypowiedziałam w ciągu tych paru dni.
- Chcę ci pomóc, jesteś moją przyjaciółką, mamy razem syna po ciężkiej operacji. Proszę cię wiem, że wcześniej dawałaś radę sobie zawsze sama, ale teraz musisz przyznać sama, że potrzebujesz pomocy, daj tylko ją sobie udzielić – mówił błaganym tonem gdzieś niedaleko mnie.
- Nie potrzebuję twojej łaski – wysyczałam zła, nie chciałam żeby się nade mną litował, bo tak wypada, bo był przy tym wypadku, wiedziałam że jestem tylko bezwartościowym problemem, a to tylko kwestia czasu kiedy to i Louis sobie uzmysłowi.
- Jak nie chcesz tego zrobić dla siebie to zrób to dla Toma, doskonale wiesz, że mogą ci go zabrać w tej sytuacji… - zabolało, zabolało bo to prawda nie mogłam być w tej chwili egoistą, musiałam schować dumę do kieszeni. Jeśli straciłabym Thomasa nic by nie trzymało mnie na tym świecie.
Obróciłam głowę w drugą stronę i wargi zacisnęłam w wąską linię, powstrzymując łzy cisnące mi się do oczu. Louis dobrze odczytał, że moje milczenie jest przyjęciem jego propozycji, bo po chwili znowu się odezwał  - Tomem zajmie się Zayn, my będziemy mieli za to chwilę by pojechać do twojego mieszkanie aby spakować parę rzeczy.
- Widzę, że wszystko sobie już zaplanowałeś – oznajmiłam oschle, a on mi tylko przytaknął.
– Przebierz się będę czekał na korytarzu – dodał tylko i opuścił salę.
Kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwi, dałam upust moim łzom, które potokiem polały się po moich policzkach. Wiem, że Louis chciał dobrze, bo dzisiaj i Tom wychodzi, ale bolało mnie, że już teraz pomija się moje zdanie, jakbym nie potrafiła samodzielnie myśleć. Jednak musiałam się ruszyć, zanim ktoś zobaczy mnie w tym stanie, to tylko pokarzę, że sobie nie radzę i będzie jeszcze gorzej. Spuściłam bose nogi na zimną podłogę i po omacku znalazłam ubrania w rogu mojego łóżka. Chwyciłam bluzkę, gdzie od razu znalazłam schody, gdyż nie mogłam gdzie znajduje się tył, a gdzie przód. W rękach miałam prosty, gładki sweterek. Niestety bez żadnej aplikacji z przodu która mogłaby mnie naprowadzić. Dłońmi podążyłam po kołnierzyku, aż w końcu natknęłam się na metkę przyszytą przy nim. Odetchnęłam głośno z ulgą i włożyłam na siebie ubranie. W znacznie szybszym tempie założyłam spodnie, ale jak widać i tak zajęło mi to więcej czasu niż przypuszczałam, bo usłyszałam ciche pukanie i dźwięk uchylanych drzwi.
- Jesteś gotowa? – zapytał Louis podchodząc bliżej mnie.
- Gdzie są buty? – mruknęłam cicho stojąc ciągle boso.
- Z prawej strony obok łóżka – odpowiedział, a ja gwałtownie schyliłam się po nie, jednak nie przewidziałam, że mogę uderzyć o metalową ramę łóżka i natychmiastowo poczułam kłujący ból głowy.
- Wszystko w porządku? – szybko podbiegł do mnie brunet podtrzymując moje ramię.
- Tak – warknęłam wyładowując na nim moją lekką irytację z powodu mojej nieporadności i wyrwałam się z jego objęć.
Przycupnęłam na łóżku, schyliłam się starając ręką znaleźć obuwie, lecz z nie najlepszym skutkiem.
- Tutaj – mruknął chłopak wpychając mi do rąk niskie trampki. Już się więcej nie odzywając ubrałam je, chłopak zarzucił mi na ramiona kurtkę.  
- Chodź – zachęcił mnie Louis abym wstała. Zagryzłam zęby powtarzając w myślach, że jakoś dam radę i ruszyłam tam gdzie przypuszczałam, że są drzwi. Jednak nie mogłam powstrzymać odruchu aby wyciągnąć ręce przed siebie, aby na nic nie trafić.
- Poprowadzę cię – oznajmił chłopak chyba widząc moje niepewne poczynania, więc objął mnie w tali. Gdy poczułam jego ciepłą dłoń na moim ciele automatycznie moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz, a przyjemna woń jego perfum owinęła się wokół mnie. Po raz pierwszy od dawna poczułam coś więcej niż smutek czy ból, poczułam, że jego ciepło udziela się mnie, jakby jego bliskość motywowała mnie do działania, bo jestem bezpieczna w jego ramionach, bo ktoś się mną zaopiekuje. Z każdym metrem z Lou u boku stawiałam coraz pewniejsze kroki. Chłopak ostrzegał mnie przed zakrętami czy schodkami. Gdy byliśmy blisko wyjścia poczułam, że brunet zrobił się niespokojny.
- Paparazzi – warknął w końcu i wszystko stało się jasne. Zaczęłam się denerwować lekko, ale się nie cofnęłam wiedziałam, że muszę przez to przejść. Ruszyliśmy dalej, usłyszałam jak drzwi rozsuwają się przed nami, po chwili rozległy się krzyki pytań agresywnie skierowanych w naszą stronę. Spuściłam głowę i szłam z prowadzącym mnie chłopakiem ufając, że na nic nie wpadnę. Byłam szczęśliwa gdy dotarliśmy do samochodu. Louis otworzył przede mną drzwi i czekał cierpliwie mimo krzyków dziennikarzy, aż wsiądę. Kiedy poczułam jak ciepła dłoń chłopaka opuszczę mnie natychmiast odgarnęła mnie jakby pustka i chłód w miejscu gdzie przed chwilą się znajdowała.  

Gdy dojechaliśmy na miejsce i jakoś wtoczyliśmy się po schodach, zaczęłam intensywnie przeszukiwać moją torebkę.
- Mogę? – zapytał Louis zapewnie wątpiąc czy znajdę klucze, ale ja tylko pokiwałam głową, bo w końcu natknęłam się na mój breloczek przy kluczach w kształcie słodkiej owieczki, którą przywiozłam sobie jeszcze z Polski. W środku pokazałam brunetowi gdzie jest moja walizka, a on mimo moich protestów zaczął sam mnie pakować.
- Usiądź ja się tym zajmę – zapewnił mnie siadając mnie na łóżku. Siedziałam bezczynie, gdy w pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Otworzę – zakomunikowałam mu szybko.
- Ale ja… - zaczął, lecz szybko, stanowczo mu przerwałam.
- Louis naprawdę sobie poradzę z otwarciem drzwi, to że jestem ślepa to nie oznacza, że nic nie potrafię zrobić.
Powlokłam się powoli do mojego gościa, uważając aby na nic nie wpaść, chodź znałam dokładnie tutaj każdy kąt nadal nie potrafiłam iść tak swobodnie jak kiedyś.
- Tak? – zapytałam uchylając drzwi.
- Panno Evans cieszę się, że w końcu pani się tutaj pojawiła – usłyszałam głos Pana Lee właściciela mieszkania – Chyba wie pani co tu mnie sprowadza.
- Tak wiem – odpowiedziałam siląc się na uśmiech. – Ale na razie nie mam tych pieniędzy, byłam w szpitalu i…
- Nie obchodzi mnie to – przerwał mi gwałtownie – Każdy z nas ma problemy, ale ja chce odzyskać swoje pieniądze. Zalega pani już 3 miesiące.
- Ewelina? – odezwał się gdzieś za mną Louis.
- Nie wtrącaj się proszę – zwróciłam się do niego, ale brunet i tak mnie nie posłuchał. Chciałam go powstrzymać, ale zręcznie ominą moje blokujące dłonie.
- O co chodzi? – zapytał pana Lee.
- Przyszedłem po moje pieniądze, za wynajem mieszkania – odpowiedział mu lekko rozdrażnionym głosem.
- Ile Ewelina jest winna? – zapytał tym razem Lou, a we mnie z minuty na minutę rosła wściekłość.
- Nie będziesz za mnie płacić – warknęłam starając go odepchnąć i zamknąć drzwi, ale chłopak złapał mnie za nadgarstki i nic z tego nie wyszło.
- Idź do salonu – mówił powoli jak do dziecka, nie zważając na moje zdanie.
- Louis – jęknęłam żałośnie, chodź chciałam żeby to całkiem inaczej zabrzmiało.
- Idź! –rozkazał, a w moich oczach znalazły się łzy i odpuściłam. Brunet mnie ignorował, traktował jak zero, którego nawet nie warto posłuchać co ma do powiedzenia. Miałam tego serdecznie dość! Wszyscy przestali mnie traktować poważnie. Stanęłam na środku salonu starając się opanować swoje emocje, a przede wszystkim łzy cisnące się na światło dzienne. Słyszałam rozmowę z właścicielem mieszkania i Tomlinsonem, ale starałam się wyciszyć. Po chwili w takiej pozycji zastał mnie chłopak.
- Wszystko w porządku? – zapytał zmartwiony.
- Nie! – wrzasnęłam za całe mieszkanie wyładowując się – Nic nie jest w porządku! Przestań się wtrącać do mojego życia!
- Nie rozumiem o co ci chodzi, ja tylko staram ci się pomóc – wyjaśnił, a ja już w wyobraźni widziałam jak marszczy te swoje brwi w zmartwianiu.
- Kto ci kazał płacić za mnie? To moje kłopoty nie twoje. Ty nie potrafisz znaleźć żadnej granicy! Rozkazujesz mi. Nie pozwalasz nic zrobić, jakoś pogodzić się z tym co się stało. Jak ja mam sobie poradzić skoro wszystko robisz za mnie? – wygarnęłam wszystko co dotąd we mnie siedziało – Wiem, że teraz jestem inna i już nigdy prawdopodobnie nie będę taka sama, ale mógłbyś to zaakceptować, przynajmniej ty…
- Jak mogłaś tak pomyśleć, że cię nie akceptuję? – zapytał chwytając w swoje dłonie moje policzki – Zawsze dla mnie byłaś idealna, a to co się stało tego nie zmienia – mówił niemal szeptem wycierając łzy, które mi się wymknęły. Tak bardzo tęskniłam za jego dotykiem jego dłoni, z każdym dniem coraz bardziej, ale jeszcze bardziej brakowało mi tego co teraz nie mogłam teraz mieć.. zobaczyć, tej intensywnej fali jego niebieskiego spojrzenia.
- Powinnam wrócić do Polski – mruknęłam, sama automatycznie głaszcząc go po jego szorstkim od zarostu policzku.
- Co? – zapytał przerażony – Nie możesz tak wyjechać teraz, nie możesz, bo…
- No właśnie Louis czemu? Nic mnie teraz tu nie trzyma… - powiedziałam chcąc, chodź z ciężkim sercem, odsunąć się od niego, ale on zamiast tego jeszcze bliżej się przysunął.
- Masz tutaj.. mnie – szepnął ledwie słyszalnie i złączył swoje wargi z moimi. W całym moim ciele rozpętała się burza uczuć. Chciałam poczuć jego dłonie na całym swoim ciele, chciałam czuć jego gorące pocałunki, zapach, oddech, ale nie mogłam… Chodź moje pożądanie zawładnęło mną całą, a jego język igrający cały czas z moim doprowadzał mnie do szaleństwa, chodź jego ciało przyległo do mojego nie pozostawiając ani szpary między nami i chodź jego dłonie tak dobrze pieściły teraz moje ciało, musiałam się odsunąć. Teraz, bo wiedziałam, że jeśli tego nie zrobię później już nie dam rady…
- Louis… - jęknęłam powstrzymując go, kładąc ręce na jego piersi. Wciąż jednak czułam ciepło bijące od niego, tak bardzo przyciągające mnie do siebie, ale nie mogłam sobie pozwolić na nic więcej, póki nie będę pewna jego uczuć, do mnie, nie chciałam cierpieć jeżeli wybrał Eleanor, a nie mnie, więc zrobiłam to co potrafiłam najlepiej uciekłam…


____________________________________________ 
PRZEPRASZAM że tak długo musieliście czekać, ale ostatnio naprawdę nie mam czasu, dzisiaj pisałam na lekcji, później jak przyszłam ze szkoły prawie, aż do teraz, ale w końcu dotarłam do tego końca! 
Tutaj krótko, bo lecę uczyć się jeszcze na sprawdzian z historii mam nadzieję, że jutro coś na nim napiszę ;DD  
PS: Zapominałam jeszcze napisać DZIĘKUJE ZA 100 000 WYŚWIETLEŃ KOCHAM WAS!
Katy227