Minęło
parę dni od kiedy zamieszkałam u Louisa. Atmosfera między nami była napięta,
ale cóż się dziwić jeśli sprawa naszego pocałunku nie do końca została
wyjaśniona, jeśli nie w ogóle. Chłopak zaczął znikać mając jakieś dziwne
wytłumaczenia, a „pilnować” mnie przychodził często Zayn. Gdy mulat nas odwiedzał
dało się od razu wyczuć niechęć Louisa do niego. Z tego co zdołałam wyciągnąć
od Harrego to się poważnie pokłócili o mnie, a właściwie o to, że mam
zamieszkać z Tomlinsonem, a nie z Malikiem.
Działo
się to czego się najbardziej obawiałam, dzieliłam zespół. Paul z dnia na dzień
tracił cierpliwość do Louisa. Chłopak całkowicie odseparował się od muzyki. Nie
chciał chodzić na żadne próby, wywiady czy gale. Harry oczywiście bronił
przyjaciela, żeby wstrzymać się jeszcze trochę i dać Lou trochę czasu na
ogarnięcie prywatnych spraw, ale reszta zespołu też zaczęła się niecierpliwić.
Czułam
się jak kula u nogi, tylko przeszkadzałam. Chłopcy we wszystkim chcieli mnie
wyręczać, ale ja starałam się jakoś żyć. Ale nie raz w moich oczach znajdował
się łzy gdy Tom przybiegał do mnie, ze swoim nowo narysowanym rysunkiem i
krzyczał podekscytowany „Mama zobacz!”. W takich sytuacjach dusiłam w sobie
płacz zbierający się we mnie. Upust swoim emocjom dawałam zawsze w nocy, gdy
moczyłam swoją poduszkę swoimi łzami do granic jej możliwości, póki nie
przychodził do mnie w końcu wolny od bólu sen. Każdym rankiem przywdziewałam na
siebie maskę, że wszystko jest dobrze. Myślałam, że z każdym kolejnym dniem
będzie lepiej, ale czułam że moje przygnębienie coraz bardziej mnie ogrania.
Wyszłam
z pokoju Toma, który Louis specjalnie dla niego urządził, chłopczyk właśnie
spokojnie zasnął, więc i ja mogłam iść do siebie. Szłam z białą laską, którą
dostałam w prezencie od chłopaków, starając się aby na nic nie wpaść. W moim
już pokoju odłożyłam ją na bok i udałam się do łazienki. Wzięłam gorącą kąpiel,
a następnie przebrałam się w pidżamę. Rozczesałam wilgotne włosy i zostawiłam
je rozsypane na moich ramionach. Przeszłam z powrotem do swojego pokoju.
Usiadłam na łóżku i dłonią starałam się znaleźć przycisk na budziku, który
mówił mi która jest aktualnie godzina. Jednak oczywiście zamiast go znaleźć
strąciłam szklankę która z głośnym hukiem spadła na ziemię rozsypując się na
kawałki.
-
Nie.. – jęknęłam żałośnie i ulękłam na kolana starając się pozbierać zbite jej
kawałki. Jednak od razu poczułam przeszywając ból w prawej nodze. Do oczu
napłynęły mi łzy, ale to nie ból w nodze był ich przyczynom. Tylko jak każdej
nocy płacz był spowodowany przez moje kalectwo. Nie potrafiłam tego inaczej nazwać.
Nie potrafiłam się pogodzić. Nie potrafiłam normalnie żyć. Nie potrafiłam się
podnieść. Klęczałam dalej płacząc jak mała dziewczynka, czułam jak moje kolano
moczy ciepła krew, ale teraz nawet ten fizyczny ból był lepszy od tego co
działo się we mnie w środku.
-
Ewelina? – usłyszałam otwierające się drzwi i ciche pytanie Louisa. Nie
odwróciłam się w jego stronę, ale słyszałam jak zapala światło i obchodzi łóżko
i zasysa głośno powietrze gdy widzi, że klęczę we szkle. – Nie ruszaj się –
mruknął do mnie. Podszedł omijając szkło i wziął mnie delikatnie na ręce.
Chłopak posadził mi po drugiej stronie łóżka i zaczął się przyglądać mojej
nodze. Chodź bardzo chciałam nadal nie mogłam zapanować nad łzami. Louis
przyniósł z łazienki szybko apteczkę; ciepłymi dłońmi ścierał delikatnie krew,
która wypłynęła z rany, każdy chodźmy najmniejszy dotyk przyprawiał mnie o
dreszcz na całym ciele. Chłopak jednak szybko skończył i przykleił na moją ranę
duży opatrunek.
-
Gotowe – oznajmił smutno i złożył swoimi wilgotnymi ustami pocałunek na moim
czole. Brunet zaczął się krzątać sprzątając kawałki szkła. Ja jednak nie
potrafiłam się ruszyć, a łzy nie chciały przestać płynąć. Nigdy nie myślałam,
że dojdę do takiego momentu w moim życiu, że przyznam się do tego że nie mam
już siły żeby żyć. Nie miałam na tyle siły, żeby uśmiechnąć się sztucznie i
powiedzieć, że wszystko jest okej, ja nawet nie chciałam tego robić, nie miałam
ochoty na nic. Popadałam w coraz większą depresje, a siły już nie miałam aby z
tym walczyć.
-
Ewelina? Coś cię jeszcze boli? – zapytał zaniepokojony Louis przysiadając się
na skraju łóżka – Powiedz mi co jest nie tak? – ponowił pytanie chłopak
głaszcząc delikatnie, moją dłoń – Powiedz coś. Nie duś w sobie tego… - w tym
momencie coś we mnie pękło i przytuliłam się mocno do bruneta, chcąc się poczuć
bezpiecznie w jego ramionach.
-
Louis pomóż mi, ja już nie daje rady… - wyszeptałam przez łzy.
-
Poradzimy sobie. Nie znam silniejszej osoby od ciebie, wiem że będzie dobrze… - mówił spokojnym głosem,
głaszcząc kojąco moje włosy.
-
Dlaczego zawsze mnie to musi spotykać? – zapytałam szeptem.
-
Nie wiem kochanie, naprawdę nie wiem – odpowiedział słabym głosem chłopak
składając za moim czole pocałunek. Schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi,
wdychając słodki zapach, żelu pod prysznic którego używał.
-
Cudownie pachniesz – mruknęłam zanim mogłam się opanować – Przepraszam – szybko
dodałam odsuwając się od chłopaka.
-
Nie przepraszaj – szepnął głaszcząc opuszkami palców mój policzek; teraz
dopiero zorientowałam się, że przestałam płakać. Ten krótki przelotny dotyk
sprawił, że chciałam więcej.
-
Pocałuj mnie – poprosiłam słabo, ale chłopakowi nie trzeba było powtarzać drugi
raz. Wbił się namiętnie w moje usta, wsadzając rękę w moje włosy, aby mieć mnie
bliżej. Ogień, pożądanie i obezwładniające gorąco chłopaka ogarnęło mnie
natychmiastowo. Moje serce przyspieszyło do nienaturalnego bicia. Nasze języki
toczyły między sobą walkę rozkoszy. Chłopak przeniósł się sprawnie, nie
odrywając się od moich ust, nade mnie. Od razu poczułam jak jego rozpalone
ciało przygniata mnie przyszpilając do łóżka. Wolną dłonią zaczął sunąć po moim
nagim udzie zostawiając po sobie widoczną gęsią skórkę, która jeszcze bardziej
rozpaliła chęć dotyku chłopaka. Zanurkowałam swoimi zimnymi dłońmi pod jego
cienką koszulkę i od razu poczułam jak chłopak uśmiecha się przy pocałunku.
-
Nawet nie wiesz jak długo na to czekałem – wysapał odrywając się od moich ust,
sunąc pocałunkami po mojej rozpalonej szyi. Westchnęłam cicho rozkoszując się
nim całym. Chłopak pociągnął moją luźną bluzkę ukazując tym samym moje nagie
ramię, które natychmiastowo obdarował swoimi gorącymi pocałunkami. Nie wiele
myśląc więcej ściągnęłam jego górną część garderoby. Przylegając automatycznie
to jego nagiego torsu. Objęłam rękoma jego szerokie, gładkie ramiona chcąc
poczuć chłopaka bliżej siebie. Louis powrócił do moich ust łącząc ponownie
swoje wilgotne wargi z moimi. Zarzuciłam nogę na biodro chłopaka, tym samym
ocierając się o już twardą męskość bruneta. Naprowadziłam Louisa aby dłonią
wszedł pod moją koszulkę, przez która prześwitywały moje twarde sutki. Chłopak
zaczął krążyć kciukiem wokół mojej brodawki drażniąc ją, przyprawiając mnie o
jeszcze większe pożądanie. Nie trudno znaleźć było brzeg, dresowych spodni Lou,
który zaczął mnie iście irytować przez co zaczęłam je zsuwać coraz niżej, aby
mieć już całego chłopaka dla siebie bez żadnych barier.
-
Mamo?- usłyszałam cichutkie pytanie Thomasa, co podziałało na mnie jak kubeł
zimnej wody i natychmiastowo zrzuciłam Louisa z siebie.
-
Tak misiu? – zapytałam jak gdyby nie było za mną Tomlinsona podciągającego
spodni na swój tyłek.
-
Miałem zły sen – odpowiedział chłopczyk - A co tu robi Lou? – zapytał
podchodząc do łóżka.
-
Też miałem zły sen – oznajmił spiesząc mi z pomocą brunet.
-
To mogę też spać z wami? – zapytał już wdrapując się na łóżko.
-
Oczywiście – przytaknęłam sadzając do między mnie, a Louisa, przykrywając
kołdrą.
-
To ja może pójdę do siebie – mruknął brunet już wstając, ale chwyciłam go za
rękę.
-
Zostań z nami – poprosiłam, chłopak pocałował mnie po raz kolejny w czoło.
-
Zostanę i będę was bronić przed potworami – zawołał rycersko łaskocząc Toma. Ja
także uśmiechnęłam się do siebie opadając na poduszki, bo wiedziałam, że obroni
i mnie przed moimi własnymi ciągle czającymi się w głębi mnie…
Usłyszałam
przeraźliwy krzyk, który wyrwał mnie ze snu.
-
Louis możesz mi powiedzieć co to ma znaczyć?!
-
Eleanor – szepnęłam jednocześnie z chłopakiem.
-
Kochanie to nie tak jak myślisz… - zaczął brunet zrywając się z łóżka, a mnie
żołądek ścisnął się z gorzkiej zazdrości. „Kochanie?” wczoraj jeszcze mnie tak
nazywał.
-
Nie ja nie chce nawet tego słuchać, zostań sobie tutaj z tym ślepym kretem –
warknęła i wyszła trzaskając drzwiami.
-
Eleanor! – zawołał Louis biegnąc za nią – Pozwól mi wytłumaczyć…
-
A co tu do tłumaczenia?! Zamieszkała z tobą, bo jej nie stać na mieszkanie i
dupy ci dalej w zamian tak?! – krzyczała tak głośno na korytarzu, że usłyszałam
wszystkie słowa, nie powiem że nie bolało…
-
Nie mów tak o niej, my wcale nie spaliśmy ze sobą! – bronił się Louis.
-
Tak teraz mi powiedz, że tylko się zgubiłeś i nie do swojego łóżka trafiłeś –
warknęła z sarkazmem dziewczyna.
-
Eleonor mówię, że nic nie było, przecież dziecko spało z nami do cholery! –
podniósł głos zirytowany chłopak. Na korytarzu nastała cisza, a Thomas
pociągnął mnie za rękaw pidżamy.
-
Mamo kto to?
-
Wybieraj, ja czy ona? – przemówiła w końcu dziewczyna, a ja zignorowałam
pytanie chłopca.
-
Jak możesz kazać mi wybierać między tobą, a moim synem? – zapytał z
niedowierzaniem Louis.
-
Nie kazałam ci wyrzekać się syna, masz wybrać ja czy ona! – krzyknęła, a ja nie
wytrzymałam zerwałam się z łóżka i zatrzasnęłam drzwi, które Tomlinson zostawił
otwarte, wybiegając za El. Nerwowo zakluczyłam je, opierając się o nie płacząc.
Nie chciałam słyszeć odpowiedzi na te pytanie. Wiedziałam, że Louis będzie
wolał piękną wręcz perfekcyjną brunetkę w każdym calu, a nie mnie „ślepego
kreta” jak mnie nazwała. Teraz dopiero zrozumiałam dlaczego chłopak wczoraj
mnie pocałował po prostu z litości. Ale nie mogę pozwolić aby odebrał mi syna,
jest mój i nie oddam go nikomu.
-
Mamo, dlaczego płaczesz? – usłyszałam ciche pytanie Toma.
-
Nic się nie dzieje, po prostu wyjeżdżamy – uśmiechnęłam się do niego smutno i
zaczęłam pakować swoje walizki.
-
Ewelina? – po drugiej stronie drzwi rozległo się ciche pukanie chłopaka.
-
Odejdź – jęknęłam starając się nie przerywać trochę, opornie idącego pakowania.
-
Otwórz drzwi – poprosił błagalnym tonem, ale ja zacisnęłam wargi nie mogłam
tego zrobić to jedynie pogorszy sprawę.
-
Powiedziałam odejdź! – warknęłam zgarniając kolejne ubrania z szafy.
-
Nie, odejdę póki… - przerwał gdy zadzwonił jego telefon. Na chwilę zastała
cisza po drugiej stronie drzwi. Poszłam szybkim krokiem w stronę łazienki
zgarniając stamtąd wszystko do kosmetyczki. – Ewelina muszę wyjść na godzinę,
poradzisz sobie? – zadał kolejne pytanie brunet za drzwi.
-
Tak – odpowiedziałam krótko po czym usłyszałam kroki bruneta na schodach.
Godzina wystarczy, aby zniknąć, tylko sama tego nie zrobię, wiedziałam że
chłopcy nie zgodzą mi się pomóc, więc musiałam skontaktować się z kimś innym, z
kimś kto mnie tu nie chce…
___________________________________________
Mam dla was wiadomość, złą no chyba że macie mnie już dość
to dobrą ;P Zbliżamy się już do końca tego opowiadania. Wiem że tej części to
dopiero 14 rozdział, ale nie widzę już sensu w ciągnięciu tej historii, jest
już coraz mniej czytelników więc z tego co widzę to przynudzam, a nie chce tego
dlatego też zrobię to co postanowiłam.
Teraz do was pytanie szczęśliwe czy smutne zakończenie? Ja skłaniam się ku szczęśliwemu, ale chciałabym poznać wasze opinie piszcie w komentarzach !
Teraz do was pytanie szczęśliwe czy smutne zakończenie? Ja skłaniam się ku szczęśliwemu, ale chciałabym poznać wasze opinie piszcie w komentarzach !
Katy227