piątek, 4 maja 2012

Rozdział 11

- Cześć – odpowiedziałam niepewnie. Spojrzałam na zebranych którzy patrzeli na mnie z zdziwionymi minami. Harry głupio się szczerzył, Niall przystanął z naleśnikiem w drodze do już otwartych ust, Zayn patrzył na mnie z małym grymasem, Liam no właśnie na nim to jakoś szczególnie nie zrobiło wrażenia tylko kontynuował swoje śniadanie dalej. Spojrzałam nie pewnie na Louisa który stał obok mnie i się szeroko uśmiechał. Dopiero teraz zauważyłam że Louis stoi w samych spodniach z dresu i nagim torsem. Cóż za piękny widok, już miałem chęć wyciągnąć rękę i przejechać dłoniom po jego wyrzeźbionym brzuchu, zagryzłam dolną wargę się powstrzymując.  
- Może ja powinnam się przebrać … - powiedziałam przerywając ciszę
- Daj spokój, chodź siadaj – odpowiedział Louis i posadził mnie między Liamem, a sobą. Popatrzyłam w stronę chłopaka i zobaczyłam, że właśnie je sobie płatki tyle że widelcem, zmarszczyłam brwi ze zdziwieniem.
- Może łyżką poszło by sprawniej – zagadnęłam chłopaka który męczył się z płatkami.
- Ja nie używam łyżek – odpowiedział posyłając mi mały uśmiech.
- A to czemu ? – spytałam zaciekawiona, chłopak się skrzywił
- Boi się ich – szepnął cicho Lou w moją stronę
- Łyżek ? – spytałam z niedowierzaniem, w odpowiedzi dostałam tylko kiwnięcie głową.
- Są jeszcze naleśniki ? – zapytałam zmieniając temat
- Niestety nie – odpowiedział mi z pełną buzią blondyn. Westchnęłam i spojrzałam na stół, były jeszcze kanapki do których też dorwał się Niall i różne rodzaje płatków. Sięgnęłam stojące obok Louisa, czekoladowe.
- Mogę ? – spytałam bruneta, z skrzywioną miną pokiwał głową. 
- Co będziecie dzisiaj robić ? – zapytałam chcąc jakoś zacząć rozmowę
- To co zwykle – odpowiedział Hazza
- To znaczy … ? - spytałam
- Siedzieć … - zaczął Harry
- Jeść – dodał Niall
- Oglądać telewizję – rzucił Zayn
- Jeść – znów dodał Niall
- Może pogramy w coś – dorzucił Louis
- No i będziemy jeść – znów odezwał się Niall
- Zeszło by się tak posprzątać … - mruknął Liam
- Nie … - rozległy się równo jęki nie zadowolenia
- Ja może się pouczę bo … - zaczęłam ale Lou zaraz mi przerwał
- Właśnie nie, ty będziesz to wszystko robić z nami – objaśnił mi tryumfalnie chłopak.
- Już się boję – odpowiedziałam i dokończyłam śniadanie.
- Idę się przebrać – oznajmiłam wstając do stołu
- Ok my będziemy w salonie – odparł Hazza
Poszłam na góry i stanęłam przed walizką jeszcze nie zdążyłam się rozpakować. Wzięłam turkusowe rurki, a do tego białą bokserkę i ruszyłam w stronę mojej łazienki. Zrobiłam poranną toaletę której nie zdążyłam zrobić przez Louisa wcześniej. Gotowa wyszłam z pokoju idąc w stronę salonu… Ale chwila gdzie tu do cholery jest salon ? Bardzo trafne pytanie jeszcze jakoś nikt nie zdążył mnie tu oprowadzić.
Zeszłam po schodach na dół no cóż nie pozostaje mi nic innego jak sprawdzać po kolei. Otworzyłam pierwsze drzwi po prawej i zajrzałam do środka okazało się że to jakiś dość duży gabinet z mnóstwem książek. Pytanie jakie mi się nasunęło do głowy to : Po jaką cholerę chłopcom jest potrzebny taki gabinet skoro oni tylko siedzą i jedzą ?
Skierowałam się do następnych drzwi i otworzyłam je okazało się, że to łazienka tyle, że niestety nie pusta. Na kiblu nie siedział nikt inny jak Zayn.
- Ups… - mruknęłam zatrzymując wzrok na mulacie.
- Ewelina – warknął
- Co ?
- Jeszcze się pytasz ? Wyjdź – powiedział zdenerwowany próbując się czymś zakryć.
- Sorry – odburknęłam i wyszłam zaczerwieniona z łazienki. Nie ma co ja to mam szczęście. Chciałam już ruszyć dalej z tym zgadywaniem gdzie jest salon, ale wolałam uniknąć dalszych przygód. Zawróciłam i zapukałam w drzwi łazienki.
- Zayn ? – zaczęłam niepewnie
- Czego ? – warknął przez drzwi
- Gdzie tu jest salon ? – zapytałam
- Ostatnie drzwi na lewo ! – krzyknął zdenerwowany
- Dzięki ! – odkrzyknęłam i ruszyłam w wyznaczonym kierunku.
Weszłam do salonu gdzie chłopcy siedzieli już rozwaleni na kanapie.
- W końcu dotarłaś – powitał mnie z uśmiechem Lou – Mam nadzieję, że nie miałaś problemów
- Nie skąd Zayn wskazał mi drogę – odpowiedziałam
- No to do niego podobne Zayn to taki miły chłopak – powiedziała Cornelia siedząca z boku na fotelu dopiero teraz ją zauważyłam. Na śniadaniu nie była zbyt rozmowna bo była zajęta mizianiem się Zaynem.
- Tak bardzo miły – odparłam krztusząc się śmiechem
- Dobra już jestem – ogłosił mulat wchodząc do pomieszczenia, na co wybuchłam śmiechem.
- Dzięki … Zayn za wskazanie drogi z ciebie taki miły chłopak – powiedziałam przez śmiech i usiadłam na kanapie obok Harrego.
- Ta…- mruknął tylko i usiadł na fotelu sadzając sobie za kolanach swoją dziewczynę.
- Dobra mam żarcie możemy zaczynać – oznajmił Niall wchodząc do środka z dwiema ogromnymi miskami popcornu.
- Co będziemy oglądać ? – zapytałam ciekawa
- Kota w butach – oznajmił tryumfalnie Harry, zaśmiałam się
- A tak serio ?
- Ja mówiłem serio – wyjaśnił Hazza już włączając film. Louis rozdał nam okulary gdyż film był w 3D i usadowił się z mojej prawej strony. Po chwili dosiadł się i loczek z lewej. Wciągnęłam się w bajkę lecz gdzieś w połowie poczułam lekki dotyk na moim lewym ramieniu. Obróciłam się w stronę loczka który się głupio uśmiechał.  Strąciłam jego rękę z ramienia, co chyba źle zrozumiał bo zaczął delikatnie wodzić palcami na mim udzie.
- Harry mógłbyś mi pokazać gdzie jest kuchnia ? – powiedziałam denerwując się lekko z powodu jego dotyku.
- Jasne – odpowiedział głupio się szczerząc
Wyszliśmy z salonu i skierowaliśmy się do kuchni. Obróciłam się w jego stronę, a ten podszedł bliżej mnie o wiele za blisko.
- Harry posłuchaj ja … - zaczęłam ale chłopak nagle przerwał mi mnie całując.
- Harry ! – warknęłam odpychając go od siebie
- Co ? – spytał zdezorientowany
- Właśnie próbuje ci wyjaśnić! To co stało wtedy w nocy to wszystko przez alkohol. Nie chciałam tego, po prostu chciałam trochę odreagować to co się wcześniej stało i jakoś wpadło na ciebie, że to ciebie to tego wykorzystałam … - plotłam bezsensu chcąc jakoś to wyjaśnić
- Chcesz powiedzieć, że mnie nie chcesz – powiedział marszcząc brwi.
- Chcę ale tylko jako przyjaciela – wyjaśniłam
- Jasne przyjaciela … - mruknął loczek smutno
- Harry zaczekaj – zawołałam za nim widząc, że wychodzi z kuchni
- Oooh … - odezwał się Louis naśladując szarego kota z bajki którą żeśmy oglądali. Mimowolnie wybuchnę łam śmiechem. ( jeśli nie wiecie o co chodzi możecie zobaczyć to tu. To ten szary kotek z tyłu)
- Coś się stało ? – zapytał Lou wyciągając sobie szklankę i nalewając sobie soku.
- Jakbyś nie słyszał – mruknął Harry i wyszedł z kuchni
- Więc ? – zapytał mnie opierając się o blat szafki
- Mała sprzeczka – wyjaśniłam
- Oooh … - znów powiedział naśladując kota
- Louis – jęknęłam śmiejąc się walnęłam go letko w ramię. Do kuchni wleciał Niall szczerząc się.
- Zamawiamy pizze chcecie też ? – zapytał 
- No ba – odpowiedział Lou 

Po obiedzie czyli naszej zamówionej i skonsumowanej pizzy Louis oznajmił, że zagramy w bilard. Okazało się oczywiście, że chłopcy mają swój własny stół. Zeszliśmy wszyscy po kręconych schodach do piwnicy. Samo  pomieszczenie było ogromne. Podłoga z ciemnego drewna i ciemno niebieska tapeta dodawało uroku temu miejscu. W pomieszczeniu była cała sala gier, bilard, piłkarzyki, konsola, znowu ogromna plazma itd…
- Dobra podzielmy się na grupy – oznajmił Liam
- Ja będę z Eweliną – powiedział Lou przysuwając się do mnie
- To ja będę z Zaynem – oznajmił Harry wrednie się uśmiechając w moją stronę
- Ej nie ma tak to my przegramy – powiedział Louis za smutną miną 
- Damy radę – powiedziałam pocieszając bruneta – My bierzemy Nialla – dodałam
- Co oszalałaś ? On grać nie umie – oburzył się Louis
- Dzięki – mruknął blondyn zajadając się paluszkami. Zignorowałam Lou i stwierdziłam, że możemy zaczynać. Liam przeszedł na stronę przeciwnika, a Cornelia zgłosiła się na rolę sędziego. Wylosowaliśmy kolejność i ja grałam z Harrym, Lou  z Zaynem, a Liam z Niallem.
Zaczęliśmy grę jakie to zdziwienie było chłopców jak wygrałam z Harrym, loczek niestety nie przyjął tego najlepiej…
Po nas zaczęła się zacięta gra Louisa i Zayna lecz w ostatniej chwili gdy Lou miał wbić czarną bilę zgasły światła.
- Harry ! – warknął chłopak
- Co ? To nie ja przecież stoję tutaj – odpowiedział oburzony loczek
- Nie ma prądu – wyjaśnił Liam
- Pięknie – mruknęłam, siedziałam na razie na kanapie ale nie wolałam się z niej ruszać, bo było ciemno jak … wiadomo gdzie.
- Dobra chodźcie do góry – odezwał się Liam, no właśnie tego się obawiałam. Wstałam ostrożnie z kanapy i zrobiłam jeden kroczek i wpadłam na kogoś i usłyszałam szelest spadającej paczki chipsów. No to pewnie był Niall.
- Hej ! Moje chipsy – zawyła moja ofiara, więc tak to był na pewno on.
Szłam powoli będąc przy końcu. Będąc przy schodach musieliśmy się iść pojedynczo. Podążałam jak mi się zdawało za loczkiem. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za tyłek.
- Harry masz większy tyłek, zgrubłeś – usłyszałam za sobą głos Louisa macającego niespokojnie mój tyłek.
- Louis do cholery to mój tyłek – warknęłam
- Co ? nie możliwe … - odpowiedział i zaczął dalej błądzić dłońmi po moim ciele
- Louis – jęknęłam strzepując jego ręce z siebie.
- Oj przepraszam – burknął tylko. Wyszliśmy z piwnicy i Liam rozdał nam małe latarki gdyż zdobiło się na zewnątrz już ciemno, a w środku było jeszcze gorzej. Postanowiłam się odpłacić Louisowi za to macanie mnie w piwnicy. Podeszłam do niego od tyłu i z całej siły naciągnęłam jego szelki i puściłam je z powodu czego z głośnym dźwiękiem uderzyły chłopaka w plecy. Louis obrócił się do mnie z groźną miną przez co wybuchłam śmiechem.
- Nie żyjesz – wymamrotał i rzucił się na mnie ale zrobiłam unik i zaczęłam szybko biec korytarzem.
- I tak cię złapie – usłyszałam głos bruneta za sobą. Wleciałam do kuchni, przebiegłam przez nią i wpadłam do jadalni.
- Widzę cię – powiedział Louis biegnąc w moją stronę z latarką. Zajrzałam za siebie, żeby sprawdzić w jakiej odległości znajduję się chłopak, czego pożałowałam, bo o coś zahaczyłam i runęłam tyłek. Chwile potem Tomilnson powtórzył ten wyczyn tylko lądując na mnie przodem.
- Ała … - zawyłam i spojrzałam w jego szaro niebieskie oczy które wpatrywał się w moje. Położyłam rękę na jego policzku lekko je gładząc, a chłopak zaczął przysuwać się do mojej twarzy. Tym razem nie miałam ochoty się odsunąć, chciałam w końcu poczuć jego usta na moich. Chciałam poczuć jak smakują jego pocałunki, pożądanie wzrosło do szczytowego punktu, a usta chłopak od moich dzieliły tylko parę centymetrów…
- Jasna cholera – zawył Niall wychodzący z kuchni wpadając na nas – Co wy robicie na tej ziemi ?
-Eee… nic mmuszę już iść – wyjąkałam i zebrałam się szybko z podłogi i pobiegłam do swojego pokoju.
Było tak blisko tak blisko żebyśmy się pocałowali, a ja sama tego chciałam. Co się ze mną dzieję ? Czyżbym zaczynała czuć coś Tomlinsona ? Usiadłam za łóżku podczas moich rozmyślań gdy po pokoju wpadł Zayn z Cornelią namiętnie się całując. Odchrząknęłam
- Chyba pomyliliście pokoje – powiedziałam w ich stronę, na co oby dwoje popatrzyli na mnie
- Głuptasku mówiłem ci przedostatni pokój, a nie ostatni – powiedział Zayn w stronę Corneli.
- Och no źle policzyłam – powiedział ze śmiechem Cornelia. Jak można źle policzyć który to przedostatni pokój ? To chyba pozostanie dla mnie tajemnicą.
Mniej więcej godzinę później byłam gotowa do spania, lecz niestety nie mogłam zasnąć oczywiście przez moich kochających ( w każdym słowa tego znaczeniu) się sąsiadów obok, czyli Cornelię i Zayna. Ciągle słyszałam jakieś śmiechy i jakieś inne odgłosy, czego szczerze nie chciałam wiedzieć dlaczego wydają…  Miarka się przebrała gdy od nich łóżko zaczęło walić po ścianie.
Musiałam znaleźć sobie inne lokum na spanie. Wzięłam poduszkę i wyszłam przez drzwi, podreptałam korytarzem. Stanęłam przed pokojem którego odgradzały ciemno brązowe drzwi z drewna. Nie wiedząc co zrobić zapukałam lekko i weszłam do środka … 
*** 
No w końcu skończyłam ten rozdział. Mam dla was parę spraw organizacyjnych. 
Po pierwsze postanowiłam, że rozdziały będę dodawała rzadziej, ale ja ten tutaj będą dłuższe. 
Po drugie dziękuję za wszystkie wasze komentarze któryś cie uzbieraliście powoli bo powoli ale aż 15. 
Po trzecie chciałaby wam bardzo polecić bloga z imagnami Zwariowanej. Jeśli lubicie je czytać to naprawdę zapraszam dziewczyna dopiero niedawno bolga założyła, ale ma naprawdę wiele pomysłów i fajnie pisze. 
Po czwarte dziękuje bardzo black.character  która poleciła mnie przy swoim opowiadaniu, które co tu dużo mówić jest genialne. 
Po piąte dziękuje Corneli która mnie dzielnie dopingowała w tym rozdziale, przesyłając mi zdjęcia dające wene xD. 
 
 
No to tyle na dziś zdjęcia powyżej mnie rozwalają ja ze swoje strony bardzo przepraszam, że rozdział tak późno i mam nadzieję, że was nie zanudziłam. Obiecuje że później jeszcze wszystko się rozkręci.
Przez majówkę naoglądałam się kota w butach więc wybaczcie, że go tam wkręciłam ale mi się spodobał xD 
Zapraszam wszystkich do komentowania i przepraszam za wszystkie błędy. 
Katy227

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Rozdział 10


Otworzyłam oczy, ale od razu zaczęłam tego żałować. Głowa myślałam, że mi pęknie i suszyło mnie w gardle choćby piasek ze żarłam. Po chwili zaczęły docierać do mnie obrazy ze wczorajszej nocy. Boże ale ja jestem głupia. Rozejrzałam się po pokoju ale Harrego niegdzie nie było spojrzałam na zegarek dochodziła 12.
- Jasna cholera – jęknęłam i zwlokłam się z łóżka. Poszłam do salonu gdzie nadal głośno leciała muzyka, sąsiadka mnie zabije. Szybko wyłączyłam wierze i poszłam do kuchni po wodę. Na stole znalazłam małą karteczkę.

„Musiałem już wyjść, bo spieszyłem się na wywiad a nie chciałem cię budzić. Nie wiem czy cokolwiek z wczoraj pamiętasz, ale niestety nie spaliśmy ze sobą :P
Harry”
- Cudownie po prostu cudownie – mruknęłam co siebie, co ja sobie myślałam. Harry to tylko mój przyjaciel i nie chcę żeby był kimś więcej muszę to wszystko wyjaśnić, co będzie trudne.
Usłyszałam walenie do drzwi z butelką wody w ręku poszłam otworzyć. U progu zastałam właściciela bloku.
- Dzień dobry – przywitałam się grzecznie, a mężczyzna uniósł brwi.
- Może by się pani ubrała – odpowiedział, a ja popatrzyłam na siebie rzeczywiście byłam tak ubrana jak wczoraj zasnęłam czyli w samym staniku i spodniach.
- Eee… niech pan chwilę zaczeka – powiedziałam czując, że się rumienię. Szybko pobiegłam do szafy i wyciągnęłam pierwszą lepszą bluzkę z brzegu i szybko przyszłam z powrotem.
- … mówiłam panu, że to ona burdel tu urządza i… - usłyszałam fragment wypowiedzi mojej kochanej sąsiadki z naprzeciwka, otwierając drzwi.
- Niech pan wejdzie do środka – powiedziałam przerywając staruszce
- Dobrze – odpowiedział tylko i wszedł ze mną do mieszkania. Rozejrzał się po salonie i zrobił zdegustowaną minę. Czemu się nie dziwię na stole leżały kieliszki po podłodze turlały się butelki po alkoholu, a do tego porozrzucanie gdzie niegdzie ubrania.
- Przepraszam za bałagan ja może posprzątam to …
- Niech pani nie robi sobie kłopotu –przerwał mi – ja tylko na chwilę, lecz niestety nie mam dla pani najlepszych wiadomości
- A o co chodzi ? – zapytałam
- O panią – wyjaśnił – odkąd pani się tutaj wprowadziła ciągle skarży się na panią pani sąsiadka, wcześniej przymykałem na to oko, bo myślałem, że jest to trochę wyolbrzymione, lecz wczoraj pani przesadziła.
- Ja bardzo przepraszam pana po prostu zapomniałam wyłączyć muzyki bo zasnęłam …
- No właśnie pani zasnęła tylko szkoda, że inni nie mogli – powiedział znów surowo – W dodatku pani sąsiadka  podejrzewa, że prowadzi pani tu dom publiczny i przychodzą tutaj jacyś obcy mężczyźni.
- Jacy mężczyźni ? To nie prawda – powiedział zirytowana
- Sam natknąłem się dzisiaj na jednego rano – wyjaśnił oburzony. Już chciałam zaprzeczyć, ale przypomniałam sobie że to musiał być Harry.
- Tak ale … - zaczęłam ale znów mi przerwał gwałtownie
- Niech pani się nie tłumaczy, to jak tutaj wygląda mówi samo za siebie – powiedział wskazując na pokój – Niestety jestem zmuszony pani wręczyć wymówienie mieszkania jest pani zmuszona do wyprowadzenia się w ciągu 24 godzin – powiedział wręczając mi kartkę papieru.
- Nie może pan … - wyjąkałam tylko
- Mogę i to zrobiłem. A i niech się pani nie fatyguje sam trafię do wyjścia – odparł szorstko i zamknął drzwi za sobą.
- Co to do cholery było – jęknęłam i nogi się pod de mną ugięły. Spojrzałam na kartkę którą wręczył mi właściciel mieszkania i nie mogłam w to uwierzyć musiałam się stąd wyprowadzić dobę po otrzymaniu powiadomienia, które właśnie zostało mi wręczone, a jeśli tego nie zrobię zostanę usunięta siłą. Po policzkach znów zaczęły spływać mi łzy, moje życie z dnia na dzień się wali teraz jestem bezdomna, samochód w naprawie, a pieniędzy na nowe mieszkanie też nie mam. Pod ciągnęłam kolana pod brodę i objęłam je ramionami. Nie wiem ile tak siedziałam płacząc po prostu się załamałam i nie byłam się wstanie podnieść …
„ Muszę się spakować” tylko ta myśl spowodowała, że wstałam. Wszystko robiłam jak robot starając się nie myśleć o niczym tylko po prostu się spakować. Spakowałam wszystko do dwóch walizek, meble czy inne rzeczy należały do właściciela bloku. Około godziny 18 byłam gotowa, chwyciłam moje walizki i ruszyłam. Klucze oddałam dozorcy i wyszłam z bloku. Szłam przed siebie nawet nie zastanawiając się gdzie idę. Doszłam do jakiegoś parku gdy luną deszcz, no tak uroki Londynu. Usiadłam na pobliskiej ławce nie zważając na strugi deszczu, razem z nimi znów poleciały moje łzy. Teraz dopiero do mnie dotarło, że ja nie mam gdzie iść. Po kilku minutach zadzwonił mój telefon, chciałam go zignorować ale się ten ktoś nie poddawał. Chwyciłam go w końcu zirytowana.
- Czego ? –powiedziałam do słuchawki płaczliwym tonem, lecz chciałam żeby to zabrzmiało groźnie.
- Wszystko w porządku ? – usłyszałam głos Louisa po drugiej stronie słuchawki.
- Oczywiście – odpowiedziałam i wybuchnę łam znowu płaczem
- Co się stało ? – spytał zmartwionym głosem
- Wy… wywalili mnie zz.. mieszkania, bo jestem prostytutką – powiedziałam przez płacz
- Jesteś prostytutką ? – usłyszałam zdziwiony głos Louisa z słuchawki
- Nie … - powiedziałam przez łzy
- Nic z tego nie rozumiem – odpowiedział zagubiony – Gdzie jesteś ?
- Eee… nie wiem w jakimś parku niedaleko mojego byłego mieszkania – odparłam rozglądając się
- Wiem gdzie to jest zaraz tam będę – odpowiedział tylko i się rozłączył.

Po 10 minutach podjechało obok mnie czarne porsche z którego wyłonił się Louis.
- Zgłupiałaś ? Czemu siedzisz tak w tym deszczu ? - deszcz rzeczywiście padał i byłam i tak przemoknięta już do suchej nitki co jakoś mi nie przeszkadzało. Lou pozbierał moje walizki szybko i wpakował je do bagażnika z siebie zdjął bluzę i okrył nią moje ramiona, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że drżałam cała z zimna.
- Gdzie jedziemy ? - spytałam cicho, siedząc już w samochodzie bruneta.
- Do mnie zatrzymasz się u mnie póki sobie czegoś nie znajdziesz albo będziesz mnie mieć dość - odparł na co mimowolnie się uśmiechnęłam.
Dojechaliśmy po około 5 minutach, Lou pomógł mi znów wysiąść z auta i wziął moje walizki. Spojrzałam na ville do której mnie przywiózł ( zwykłym domem tego nie można było nazwać ). Budynek był ogromny miał dwa piętra, ale w szerokości były jak trzy normalne domy połączone w jedno.
- Ty tu mieszkasz ? - spytałam z niedowierzaniem
- No tak - odparł z uśmiechem
- Sam ? - spytałam jeszcze bardziej się dziwiąc
- Nie no co ty razem z Harrym - odpowiedział na co zrzedła mi mina, przypominając mój ostatni nieszczęsny wieczór- No chłopaki też bardzo często wpadają czasem nawet można powiedzieć, że też tu mieszkają, każdy ma nawet swój własny pokój ... - nawijał dalej niezważając na mnie. 
Weszliśmy do olbrzymiego holu w którym na wprost znajdowały się schody na górę, a po bokach wiele drzwi.
- Zaprowadzę cię może do twojego nowego pokoju. Przebierzesz się w suche rzeczy. - zaproponował Louis na co się zgodziłam. Szliśmy po schodach na górę skręciliśmy w korytarzu w prawo i Louis wskazał na pierwsze drzwi które się tam znajdowały. 
- To mój pokój, przepraszam, że ci go teraz nie pokarzę ale panuję tam mały burdel ( bez skojarzeń proszę ) ale zawsze możesz tam wchodzić jeżeli tylko będziesz coś chciała - wyjaśnił się uśmiechając. Poszliśmy dalej i na końcu korytarza Louis w końcu przystanął przed drzwiami razem z moimi walizkami.
- No to tutaj - oznajmił i otworzył drzwi wpuszczając mnie do środka. Gdy zobaczyłam pokój dech zaparło mi w piersiach był po prostu wspaniały ( zdjęcie pokoju pod rozdziałem )
- To naprawdę mój pokój ? -spytałam z niedowierzaniem 
- Eee... no tak - powiedział zakłopotany Lou pocierając ręką kark - No jeśli ci się nie podoba to zawsze ...
- Żartujesz sobie on jest wspaniały - powiedziałam nagle przytulając się do niego - Oj ... zmoczyłam cię - powiedziałam odsuwając się już od niego i zostawiając na jego koszulce swój mokry ślad. 
- Oj tam mnie to nie przeszkadza poprzytulajmy się jeszcze trochę -  powiedział znów obejmując mnie ramionami. 
- Louis ... - jęknęłam ze śmiechem wyplątując się z nich 
- Miło znowu patrzeć gdy znów się uśmiechasz - powiedział po chwili przyglądając się mi przez co się zarumieniłam. 
- No więc - odchrząknął Lou przerywając niezręczną sytuację - po lewej znajduje się łazienka, która jest w pełni to twojej dyspozycji. Później jakbyś chciała  możemy coś zjeść nie jestem najlepszym kucharzem ale ... 
- Dziękuje ci ale nie jestem głodna - odpowiedział przerywając mu ten monolog - Umyję się tylko i położę się spać 
- Dobrze jakbyś czegoś potrzebowałaś to wołaj - dodał tylko i wyszedł z pokoju. Wzięłam długą gorącą kompiel i później odpłynęłam w objęcia Morfeusza. 
 Obudził mnie promienie słońca które wdarły się do mojego pokoju przez okno. Jęknęłam i przewróciłam się na drugi bok przykrywając głowę poduszką. Lecz po chwili usłyszałam ciche pukanie do drzwi, chyba nie dane mi było dalej spać. Usłyszałam, że drzwi się uchylają i z ciekawości kto mnie tak bezlitośnie budzi otworzyłam jedno oko. Zobaczyłam Louisa który stał brzegu mojego łóżka. 
- Rannym  ptaszkiem to ty nie jesteś - podsumował śmiejąc się 
- Jestem niedźwiedziem a one dużo śpią czy coś ... - powiedziałam mu nie przytomnie. 
- Chodź na śniadanie - zmienił temat 
- Nie jestem głodna - mruknęłam tylko w odpowiedzi 
- O nie tak łatwo to się nie wykręcisz. Przyszli chłopcy i Zayn ze swoją dziewczyną Karoliną czy Cornelią ... - przerwał zastanawiając się nad imieniem. 
- No i ? - jęknęłam obojętnie 
- No i choć mój niedźwiadku bo sam wyciągnę cię z tego łóżka 
- Dobre sobie - mruknęłam pod nosem 
- Skoro tak - powiedział i szybkim ruchem podniósł mnie z łóżka i przerzucił mnie siebie przez ramię. 
- Louis ! - krzyknęłam z przerażeniem, lecz on nic z tego sobie nie robiąc szedł już schodami w dół. W jadalni postawił mnie przed drzwiami i wszyscy na nas spojrzeli. 
- To moja nowa współlokatorka - wypalił Lou, a wszyscy chłopcy jak otępili patrzyli na mnie ze zdziwieniem. 
- Hej - wypaliła nagle Cornelia w moją stronę.


*** 

VERO 
Pokój Eweliny w domu Louisa 

*** 
  No to tyle bardzo opornie szedł mi ten rozdział i jakoś nie za bardzo mi się podoba. 
   Dziękuje wam za wszystkie komentarze bardzo mnie motywują do pracy. 
   Z powodu braku czasu i weny wprowadzam mały szantaż jak będzie 13 KOMENTARZY to będzie nowy rozdział. I licze na takie bardziej obszerne niż jedno słowo i jedna osoba komentuje raz tak tylko dla jasności to mówię. Życzę wam miłej Majówki xD 
Katy227